czwartek, 26 września 2013

z życia nastolatki 55

Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie. Wspaniale !
- Hej wszystkim - obdarzyłam przyjaciół uśmiechem.
- Jak się spało ? - o dziwo zapytał Niall.
- A dziękuję, dobrze.
- Siadaj ! - Ada poklepała miejsce obok siebie.
- Co w na to by zrobić jakieś ognisko, na pożegnanie wakacji ? - rzucił Liam kręcąc się w miejscu, z podekscytowania.
- Tak ! - krzyknął Zayn - zaprosimy Lou i Harrego. Dawno ich nie widzieliśmy.
- Z tego co wiem to i tak mieli po jutrze wracać, więc wrócą parę dni wcześniej. - zaśmiał się Marek, który właśnie wszedł do salonu.
- Zadzwonię do nich. - zaoferowałam - o której mają być.
- O której chcą, ognisko zaczniemy koło osiemnastej. - rzucił brązowooki.
Poszłam do kuchni. Zaczęłam zaparzać kawę. W między czasie zadzwoniłam do chłopaków. Uznali ognisko za świetny pomysł. W sumie podzielałam ich zdanie.
***
Popijałam gorącą kawę z mlekiem, siedząc na balkonie.
Towarzyszyła mi cisza. Kojąca cisza. Lubiłam ciszę.
Przerwały ją trzy głośne puknięcia. Odwróciłam się w stronę z której dobiegały. W progi stał Marek ze swoim kubkiem.
- Hej, mogę się przysiąść ? - zapytał, przygryzając wargę.
- Jasne, siadaj. Co tam ? - rzuciłam zatapiając usta w boskiej cieczy.
- A nic się nie zmieniło. Nadal beznadziejnie. - wysilił się na uśmiech.
- Nie smuć się. To po pierwsze, a po drugie co się stało ?  - obróciłam się w jego stronę.
- Rozmawiałem z mamą. Powiedziała, że jest chora. - wzrok topił gdzieś w dali. Jego twarz, czy a nawet głos przepełnione były smutkiem.
- Nie martw się, wyzdrowieje. - uśmiechnęłam się i potarłam jego ramię.
- Nie tym razem. - pozwolił by łza spłynęła po jego policzku.
- Jak to ? ... - obawiałam się najgorszego.
- Pamiętasz jak ledwo uszła z życiem ?
- Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina.
- Choroba powróciła, lekarze dają jej góra trzy miesiące. Jutro do niej lecę. Mam samolot o siódmej.
- Lece z Tobą.
- Nie, zostań tu. Nie chcę byś się wyrywała z tego życia. Jest raczej lepsze niż to z którym skończyłaś.
- Tak jest. Ale Twoją mamę, traktuję jak swoją. I lecę z Tobą. Koniec gadania ! Zrozumiano ?
W odpowiedzi blondyn się do mnie przytulił. Ach... tak jak kiedyś.
- Więc dziś oprócz pożegnania wakacji, pożegnają nas. - zaśmiał się, a ja wraz z nim.

***
O osiemnastej przybyli Haz i Lou. Przywitałam się jako pierwsza, byli dla mnie jak bracia.
Kiedy wraz z Markiem oznajmiliśmy na ognisku nasz zamiar wszyscy zamilkli. Nie wiedzieli jak się zachować. Wszyscy chcieli byśmy zostali, a z drugiej strony bardzo chcieli byśmy jechali.
Kiedy ognisko już przygasało zaczęliśmy wspominać jak to było. Od samego początku, aż do teraz. Następnie wszyscy się pożegnaliśmy i rozeszliśmy do swoich pokoi.

*rano*
Wstałam bardzo wcześnie. Sama dziwiłam się, że tak potrafię. Spakowałam do torby ostatnie potrzebne rzeczy, złapałam za walizkę i zeszłam na dół. Obracałam w palcach drzwi od mojego pokoju. Powinnam go tu gdzieś zostawić. Ale gdzie ? Poszłam do pokoju Harrego. Zapukałam. W odpowiedzi usłyszałam krótkie "proszę". Kiedy Haz mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Już idę się z wami pożegnać. - rzucił.
- Nie o to chodzi, mam do Ciebie sprawę, a właściwie to dwie.
- Jestem do twojej dyspozycji. - zrobił krok w moją stronę.
- Pierwsza sprawa to chcę byś opiekował się moim kluczem od pokoju. Możesz tam czasem zajrzeć, otworzyć okno, coś pożyczyć, czy nawet po prostu posiedzieć.
- Okey, a druga sprawa ?
- Wiem, że Lou ostatnimi czasy ma się nie najlepiej. Mógłbyś się nim opiekować. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale mam nadzieję, że rozumiesz.
- Jasne. Dla Ciebie wszystko.
Rozłożyła ramiona i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego tors po raz ostatni przed wyjazdem. Cmoknął mnie w czubek głowy, z racji tego że był wyższy, nie sprawiało mu to kłopotu.
- Chodźmy na dół.
***
Dwie godziny później była już w drodze do rodzinnego miasta. Dziwnie mi tam wracać. W prawdzie nikt na mnie nie czeka.


CDN.

piątek, 13 września 2013

z życia nastolatki 54

- Lou o której ma Stan przyjechać ? - spytałam przecierając mokre ręce ciemnym ręcznikiem.
- Koło 18, a co ?
- Jest w pół do ósmej.
- Co ?!
Zaczęłam się śmiać.
- Harry jedziemy ! - krzyknęłam na bawiącego się na brzegu jak dziecko Harrego.
- Ale jeszcze nie skończyłem budować. - krzyknął oburzony unosząc w ręku garstkę piachu.
- Ale Stan przyjedzie, lub już na nas czeka.
Harry wstał kopnął w górę piachu i zaczął się ubierać.
Kiedy zajechaliśmy pod dom zauważyliśmy Stana opierającego się plecami o swojego czarnego Jeep'a. Kiedy wysiadłam uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam ku drzwiom by je otworzyć.
Słyszałam urywek rozmowy:
Louis: A gdzie jest ten Twój kolega ?
Stan: Żaden kolego, to Niall. Chciał pogadać z Nou. Ale na nie chciała się spotkać, więc poprosił mnie o pomoc.
Harry: Więc gdzie on jest ?
Stan: Za 20 minut będzie.
Louis: To się źle skończy.
"Super, ale ja się stąd zmywam".
-Louis, mógłbyś mnie zawieść do cioci ? - spytałam podchodząc.
- Nie ! - krzyknął Stan, a ja udałam zdziwioną-Zostań na ognisko, czy grilla.
- Przepraszam nie mam ochoty.
- A gdybym zawiózł Cię za godzinę gdzie Tylko chcesz ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ na podjazd wjechał dobrze mi znany samochód.
- Niall... - szepnęłam - fuck..
Kątem oka widziałam jak Stan ciągnie chłopaków w stronę domu.
Kiedy blondyn wysiadł z samochodu obróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam.
- Po co tu przyjechałeś ? - zaczęłam ostro i konkretnie.
- To Ciebie nie miało tu być, Stan mnie zaprosił.
- Nie kłam.
- Nie kłamię...
- Słyszałam Stan'a... Powiedziałam Ci, że nie chcę z Tobą rozmawiać.
- Nie możesz choć raz ?
- No dobra... dawaj.
- Zapytam wprost... wrócisz do mnie ?
- Chyba śnisz ! - zaśmiałam się.
- Ale..
- Przepraszam, że nie jestem łatwa.
- Nie myślałem..
- Nie interesuje mnie to !
Wyminęłam go i zaczęłam iść w stronę lasu. Nie oglądałam się. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon. Niall. Nacisnęłam "rozłącz". Potem dzwonili Stan, Harry i jakieś 500 razy Lou. Zadzwoniłam do Marka.
- Halo.
- Hej nie przeszkadzam ?
- Nie no co Ty !
- Masz czas, teraz ?
- Tak, siedzę i oglądam telewizję. A coś się stało ?
- Właściwie...mógłbyś po mnie przyjechać ?
- Jasne ! Tylko powiedz gdzie.
- Na tą stację kolejową... 70 km od naszego miasteczka.
- To gdzie Ty wywędrowałaś... Bynajmniej, będę jak najszybciej się da.
- Dobra, czekam.
***
Minęła prawie godzina, a jego nie ma.
Siedziałam na ławce i już miałam dzwonić do niego, kiedy zza zakrętu wyłoniła się blond grzywa.
- Dziękuję. - cmoknęłam go w policzek.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - To co się stało ? Jeśli nie chcesz nie mów. - upojrzał się na mnie, badając moją twarz swoimi niebieskimi oczkami.
Opowiedziałam całą sytuację. A on tylko mnie przytulił i zapytał:
- Może pojedziemy coś zjeść ?
- Chętnie.
- A co powiesz , żebyśmy kupili coś w sklepie i poszli nad jakieś jeziorko ?
- Hm.. pomyślmy...No jasne ! - wydarłam się.

Po godzinie leżeliśmy nad rzeką wpatrując się w gwiazdy.
- Wiesz co ? - spytał.
- Hm ?
- Te gwiazdy mi coś przypominają. - odpowiedziałam mu ciszą - Wiesz co ?
- Um ... nie mam pojęcia.
- Twoje oczy. Też tak pięknie błyszczą. I też cieszę się kiedy je widzę. - zapadła cisza - Nie słuchaj mnie, bredzę. Nie wyspałem się.
- To jedźmy.

Kiedy podjechaliśmy na podjazd odpięłam pasy.
- Może wejdziesz ?
- Nie, jest późno...
- No chodź, będziesz spał u mnie.
-Ale..
- Nie ma żadnego ale !
- Ej..
- Chodź bo się obrażę.
- No okey.

* parę dni później *
-Kochanie...
Blondyn przekręcił się na drugi bok.
- Wstawaj - krzyknęłam. - Za 20 minut jedziemy.
- Co gdzie jak ?
- Na piknik.
- A z Tobą... zawsze. - pocałował mnie w policzek.

CDN.

wtorek, 27 sierpnia 2013

z życia nastolatki 53

-Liam...tęsknię za Lou i Harrym...
- To zadzwoń do nich. - odpowiedział krótko chłopak nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Ale ja się chcę z nimi spotkać !
- No to zadzwoń i się umów. - nadal nie odezwał wzroku.
- Ależ Ty pomocny. - rzuciłam i wstałam po swój telefon.
- Nie dziękuj. - cmoknął ustami. Tymczasem ja udałam się do kuchni by mieć lepszy zasięg.
Wybrałam numer Harrego.
- Halo. - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Cześć Hazz. Stęskniłam się. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- My też. - odpowiedział. - Może się spotkamy.
- Tak ! Właśnie po to dzwonię.
Hazz się zaśmiał.
- Dziś będę w mieście na zakupach. Muszę pogadać z Bells... - przycichł na chwilę- więc przyszykuj się. Będę koło 18. Weź troche ciuchów to pomieszkasz z nami trochę. Jeśli chcesz oczywiście...
- Jasne ! Czekam.
- No to do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się i wsunęłam telefon do kieszeni ciemnych, krótkich spodenek.
Wróciłam do salonu.
- Liam, wychodze o 18. Wrócę za jakiś tydzień, dwa.
Liaś zachłysnął się powietrzem.
- To gdzie Ty idziesz ?!
- Jadę do chłopaków, Hazz po mnie wieczorem przyjedzie. - uśmiechnęłam się.
- O... Fajnie. Czyli zostawiasz mnie samego ? - wywinął dolną wargę i zrobił oczy jak kot ze Shreka.
- Tak. Dasz sobie radę. - cmoknęłam go w policzek. - Lecę się spakować.
- Może Ci pomogę ?
- To zapraszam.
***
*oczami Louisa*
Harry uciekł gdzieś z telefonem. Po chwili wrócił z "bananem" na twarzy i wesoło oznajmił.
- Dziś przyjedzie do nas Nouisa ! Cieszysz się ?
- Nie. - odpowiedziałem szczerze.
- Jak to ... ? Przecież to nasza. Bynajmniej moja przyjaciółka. Myślałem, że wy też się przyjaźnicie. - Harry na prawdę był zmieszany.
- Ja jestem jej przyjacielem, ale ona jest dla mnie...kimś więcej. Ale nie chcę nawet, żeby o tym wiedziała. Wolę się z nią przyjaźnić. I masz nic nikomu nie mówić. Mam nadzieje, że zrozumiałeś. - mój ton był chyba zbyt szorstki.
- Dobra....
Harry odwrócił się na pięcie i poszedł na taras. Po chwili dołączyłem do niego.
- Przepraszam. - zacząłem.- Nie powinienem być taki ostry. Wybacz.
- Dobra, nie ma problemu. Dziś i tak mam coś gorszego do załatwienia...   - Harry odwrócił głowę, wiedziałem, że pewnie oczy mu się zeszkliły.
- Harry ? Coś się stało... ? - położyłem swą dłoń na jego plecach.
- Będzie mi trudno z nią zerwać... - Harry schował twarz w dłoniach.
- Nie kochasz jej ?
- Nie. Już nie...
- Nie przejmuj się Hazz.
- Już chyba nie znajdę drugiej połówki.
- Nie mów tak ! Może masz ją pod nosem. Tylko tego nie widzisz, ale zobaczysz to kiedy nadejdzie czas... Zbieraj się bo już po 17.
Harry wstał i bez słowa wsiadł do samochodu. Odjechał.
*oczami Harrego*
"Dlaczego wszystko musi być tak trudne i pogmatwane ?
Dlaczego zawsze mi coś nie pasuje ?
Dlaczego ?
Eh... wolę się tym nie przejmować."
Zaparkowałem na podjeździe. 
- Weź się w garść Harry ! Jesteś mężczyzną !- powiedziałem sam do siebie.
Wysiadłem z samochodu i trzasnąłem drzwiami. Kierowałem się do drzwi wejściowych. Szarpnąłem za klamkę. Zamknięte. Jak dziwnie używać dzwonka. Otworzyła mi Nouisa. Od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła piszczeć. Wydało mi się to trochę dziwne. No ale dziewczyny są dziwne. Kiedy się ode mnie odczepiła rzuciłem.
- Pożegnaj się i idź do samochodu
-okey.
Wszedłem do salonu siedzieli tam Zayn z Adą, Liam oraz Bells.
-Hej.
- Cześć Hazz . - Ada posłała mi wesoły uśmiech.
- Siema, stary. - rzucił Zayn.
Liam mi pomachał, natomiast Bells wpatrywała się we mnie ze złością w oczach.
-Bells ? Możemy pogadać ?
Nic nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła do kuchni.
- Czego chcesz ? - rzuciła ostrym tonem.
- Chcę Ci za wszystko podziękować.
- Ale z nami koniec. Domyśliłam się. Czekałam póki to powiesz sam. Jutro mam pociąg do rodzinnego miasta. Miło mi było Cię poznać.
- Bells..
- Nie odzywaj się do mnie.
- Nie złość się.
- Jestem ciekawa czym zawiniłam.
-Ty niczym. Po prostu jak widać to nie było stałe uczucie.
- Pie***l się ! - rzuciła wychodząc z kuchni.
Poszedłem pożegnać się z przyjaciółmi. Wiedzieli, że coś się stało, ale nie pytali. Na szczęście nie pytali.
Wyszedłem z domu i ruszyłem ku autu. Wsiadłem, trzasnąłem drzwiami i depnąłem w pedał gazu. Nouisa podskoczyła na swoim miejscu. Zacisnąłem dłonie na kierownicy.
*oczami Nouisy*
Co go ugryzło ?
Jest cały czerwony, jego oczy pociemniały, kłykcie zrobiły się białe, żyły w niektórych miejscach stały się widoczne. Zaczęłam się bać. Ale nie powstrzymałam się by zapytać.
- Harry stało się coś ? - spytałam łagodnie.
Hazz skręcił w leśną dróżkę. Zatrzymał się przed średniej wielkości, piętrowym domkiem. Przed nim stał Louis z założonymi rękami.
- Miłość. To wystarczy. A raczej je brak. - rzucił i wystrzelił jak armata z auta. Po chwili moje drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Louisa.
Rzuciłam mu się na szyję.
- Louiiiiiiis ! Tęskniłam, okropnie tęskniłam.
*oczami Louisa*
Czy ona powiedziała, że "cholernie tęskniła ?!
Wow!
- Ja też. Uwierz ja też. - Przytuliłem ją mocniej. Po chwili odkleliliśmy się od siebie. - Masz jakiś bagaż ?
- Tak, w bagażniku.
- Wezmę go. - wyjąłem ciemną torbę z bagażnika - To chodź poproszę. Pokażę Ci twój pokój. Będzie koło naszego. To znaczy mojego i harrego. Mieszkamy w jednym, żeby mieć później mniej do sprzątania.
Zaśmiałam się.
- Dobra, nie wnikam co wy tam robicie.
- Nic. Oszalałaś !? - spojrzał na mnie ze wzrokiem zabójcy.
- Żartowałam.
Louis wprowadził mnie do średniej wielkości pokoju. A potem oprowadził po domku.
***
- Wyspałaś się ? - spytał Harry kiedy rano weszłam do kuchni.
- Tak oczywiście !
- Dziś przyjedzie mój przyjaciel Stan. To jego domek. Chciał zasadzić jakieś kwiatki w ogródku czy coś. I zostanie na grillu.
- Mm...smacznie.
- A może na razie pójdziemy nad staw ?
- Taak ! Wreszcie napatrzę się na wasze klateczki.
- Ja nic nie mówię, ale Ty będziesz w bikini i  sądzę, że też będzie się czemu przyglądać. - Harry się wyszczerzył. A ja zaśmiałam.

CDN.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

z życia nastolatki 52

Siedziałam na łóżku oglądając jakiś kolorowy magazyn.  Po chwili oderwałam wzrok od literek i rozejrzałam się po pokoju. Panował w nim niesamowity chaos. Niektóre rzeczy leżały jeszcze w pudełkach.  Postanowiłam zrobić z tym porządek. Ale sama raczej nie dam rady. Pójdę na dół, poproszę, może ktoś pomoże. Wstałam z łóżka  i brnęłam w stronę drzwi. Chwilę później byłam już w salonie. Siedział tam tylko Liam. Oglądał telewizję. Nie wyglądał na zainteresowanego treścią programu.
-Hej Liam ! – rzuciłam siadając koło niego na kanapie.
- Hej.. – odpowiedział obojętnie.
- Gdybyś miał czas i chęć to może pomógł byś mi ogarnąć pokój … ? – uśmiechnęłam się krzywo.
- No jasne ! – rozpromienił się.
- To może teraz ?
- No to chodźmy.
***
Liam siedział pod ścianą przeglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Po chwili podał jedno i zapytał:
- Ta dziewczynka po prawo to Ty, prawda  ?
- Tak – uśmiechnęłam się, wyciągając  rękę ze zdjęciem w jego stronę. On tylko na nią spojrzał i zapytał o coś jeszcze:
- A co to za chłopiec po lewo ?
Wstrzymałam oddech. Po chwili szybko odburknęłam.
- Mój brat.
- Nie mówiłaś, że masz rodzeństwo.
- No bo nie mam.  Już  nie mam. – dodałam.                                       
*oczami Liama*
Ojć ! Chyba poruszyłem nie wesoły temat…
- Przykro mi… - powiedziałem czule, po czym przysunąłem się do niej i ją przytuliłem.
- Każdemu jest przykro. A  mi wręcz przeciwnie. Cieszę się z jednej strony, bo tam mu najlepiej. Ale chciała bym by był przy mnie…
- On jest przy tobie. Zawsze. O tutaj – położyłem swoją dłoń na jej sercu i się uśmiechnąłem. – Teraz na pewno patrzy na Ciebie tam z góry i cieszy się, że o nim pamiętasz i że sobie radzisz. Nie smuć się, bo i jemu i mi będzie smutno.
- Liam.. – nie powiedziała nic tylko wtuliła się w mój tors.  Po chwili poczułem, że zaczynam mieć mokrą koszulkę. Ale co mi tam. Niech się wypłacze bidulka.
***

- Liam… ? – chyba chce o coś zapytać.
- Tak ? – odpowiedziałem.
- Każdy z chłopaków mówił coś o swoich byłych, albo przyprowadzał je tu, a Ty nigdy nic ani słowa…
- Ech… no dobra, chyba powinienem Ci coś opowiedzieć. Więc, parę lat temu poznałem wspaniałą dziewczynę Danielle. Była śliczna, kochana… Idealna. Po paru miesiącach znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byliśmy zgraną parą. Bardzo się kochaliśmy. Po mniej więcej roku coś się zaczęło psuć. Potem usłyszałem, że poznała innego i coś między nimi zaiskrzyło. Z resztą ja też poznałem fajną dziewczynę. Ale nie miałem zamiaru z nią być. Chciałem być z Dan. Na zawsze. W końcu zobaczyłem ich kiedyś na ulicy. Trzymali się za rączkę i takie tam.  Postanowiłem, że to koniec. Mieszkaliśmy razem. To znaczy ja pomieszkiwałem trochę u niej. Pewnego razu kiedy wróciłem do domu Dan siedziała na kanapie i rozradowana gadała przez telefon. Kiedy się zjawiłem szybko ucięła rozmowę i schowała telefon. Wiedziałem, że gadała z nim. Kiedy gadała z koleżankami czy rodziną nie było takich problemów.  To tamtego wieczoru się rozstaliśmy. Zdążyłem zejść po schodach piętro niżej. Po czym zacząłem płakać. Jak dziecko. Nie wyobrażałem sobie niczego bez niej. Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy pierwszym widokiem po otworzeniu oczów kiedy się obudzę będzie ona. Że nie poczuję jej zapachu. Nie zanurzę ręki w jej włosach. Że nie poczuje smaku jej warg. Że po prostu jej nie będę miał. Ale tłumaczyłem sobie, że ona ma teraz innego chłopaka. I to teraz on ma najśliczniejszą księżniczkę na świecie. I że już nie ma nas. Przeleżałem miesiąc zamknięty w domu płacząc. Wychodziłem tylko na próby i koncerty. I niekiedy na miasto kiedy menadżer kazał. Pocieszała minie tamta dziewczyna którą wcześniej poznałem. Niby ze sobą chodziliśmy, ale tak naprawdę byliśmy ze sobą tylko na tych wszystkich galach, koncertach, spacerach czy wywiadach. W domu nie często się do siebie odzywaliśmy. Ona próbowała mnie pocieszać. Ale jej to nie wychodziło. Niestety. Miałem szczęście, że po czasie chłopcy zamieszkali razem ze mną.  Ale i tak cholernie mi jej brakowało. Kiedy pewnego razu gadałem z wspólnym znajomym, moim i Dan, dowiedziałem się, że Dan znów jest wolna. Od razu nasunął mi się pomysł by spróbować do niej wrócić. Ale szybko wybiłem go sobie z głowy. Po jakimś tygodniu od rozmowy ze znajomym, Dan zadzwoniła do mnie czy bym do niej nie wpadł. Zgodziłem się.  Kiedy z nią gadałem w końcu powiedziała, że znów chciała by być ze mną, że tęskni, że nadal mnie kocha… Ale ja odmówiłem. Powiedziałem, że też nadal ją kocham i zawsze będę lecz nie potrafię jej znów zaufać. Że to już drugi raz nie wyjdzie. Ale, że jeszcze się zastanowię. Bo mam mętlik w głowie. Obiecałem, że przyjdę dokładnie za tydzień o godzinie w której poprosiłem ją o chodzenie.  Więc byliśmy umówieni na piątek o 19:35. Wróciłem do domu. Od razu pogadałem z chłopakami. Głosy były podzielone. Louis i Harry powiedzieli, że jeśli nadal ją kocham to żebym do niej wrócił. Natomiast Zayn i Naill powiedzieli, że na moim miejscu nie wchodzili by dwa razy do tej samej rzeki. Posłuchałem Zayna i Nailla. Kiedy się z nią spotkałem powiedziałem, że nici z związku. Zaczęła prosić, błagać, żebym jej zaufał. Ja powiedziałem, że kiedy po długim czasie się pozbierałem ona chce nagle wrócić. Przeprosiłem i podziękowałem. Wyszedłem. Słyszałem, że wyszła za mną. Zacząłem biec. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili przebiegłem na zielonym. Ona i tak biegła za mną. Była dwa kroki od tego by znaleźć się po drugiej stronie. Usłyszałem klakson, a potem uderzenie. Stanąłem. Po mojej głowie przebiegły najgorsze myśli. Odwróciłem się. Leżała przed samochodem w dziwnej pozycji. W koło niej była wielka kałuża krwi. Nie chciałem uwierzyć, że to ona. Podbiegłem do niej. Po chwili przyjechała karetka. Zgon na miejscu. – po mojej twarzy spłynęły łzy – Wiedziałem, że to przeze mnie. Ja to po prostu wiedziałem. Kiedy przed pogrzebem spotkałem się z jej mamą i opowiedziałem jak było. Nie odpowiedziała nic. Kiedy dodałem, że to prze ze mnie powiedziała, ze to nie prawda. Lecz ja wiedziałem swoje. I nadal wiem. Nikt mi tego nie wybije z głowy. Nikt.- kiedy skończyłem schowałem twarz w dłonie.
- Liam.. - zaczęła lecz jej przerwałem.
- Nic nie mów, nie pocieszaj, nie współczuj. Nie chce tego. Proszę. Choć Ty jedna.
- Jeśli chcesz. - Przytuliła mnie.
- Dobra koniec mazgajenia ! Sprzątajmy dalej - uśmiechnąłem się i wróciłem do opróżniania pudła. Nouisa tylko spojrzała kątem oka i również się uśmiechnęła.

CDN. 

z życia nastolatki 51

*oczami Lou*
-No nie, oczywiście, że nie!- krzyknął Harry.
- No i taki Hazz mi się podoba ! - odpowiedziałem otwierając książkę.
*20 minut później*
- Nie wyobrażam sobie Stan'a robiącego...to - Loczek wskazał na książkę.
- Nie ty jeden. - podałem mu ją- schowaj tam gdzie była.
- To mnie podsadź.
Podsadziłem chłopaka i wróciliśmy do szperania. Znaleźliśmy dużo przeróżnych zabawek.
- Lou... - zaczął Harry - jestem głodny, zrób mi coś do jedzenia.
- A sam nie możesz ? - Nie chciało mi się. To chyba normalne. W odpowiedzi od Harrego dostałem przesłodką minę. Hazz wybrzuszył dolną wargę i zrobił oczy jak ten kotek ze Shrek'a. - Okey. Ale to pierwszy i ostatni raz !
Wszedłem z pokoju ciągnąć za sobą Harrego. Weszliśmy do kuchni.
- Louis.. zrób mi grzanki z Nutellą i kakao .. - prosił, a właściwie błagał Hazz.
- Um... no dobra.. - odparłem z irytacją.
- Jak tak bardzo nie chcesz to sam mogę sobie zrobić.
Harry napierać na mnie ciałem.
- Nie pchaj się na mnie !
- To się przesuń !
- Nie ! Siadaj przy stole i czekaj na jedzenie !
- Ale ja sobie sam zrobię !
- Nie!
- Tak !
- Zamknij się już. - żeby Harry już się zamknął włożyłem wy do buzi łyżkę po Nutelli.
Harry zrezygnowany usiadł przy stole. Podając mu tależ cicho szepnąłem
- Ze mną nie wygrasz.
Hazz tylko się spojrzał. Widziałem błysk w jego oczach. Dobrze wiedziałem co to oznacza. Będzie ''walczył''.


**oczami Bells**
Siedziałam z Nouisą na balkonie w jej pokoju. Gadałyśmy o jakiś pierdołach słuchając radia.
Akurat w radiu leciała piosenka ''Cal me maby''. Właśnie zbliżał się refren.
- Hey, I just meet you - Nouisa zaczęła śpiewać.
- And this is crazy - zaśpiewałam następny wers.
- But here's my number - i znów ona.
- So, call me maby.
- Hey, no właśnie może zadzwonimy do chłopaków. - rzuciła ze szczerym uśmiechem na ustach.
- Skoro chcesz. - rzuciłam bez przekonania.
Nouisa wyjęła z kieszeni swoich czerwonych spodni telefon. Przyciszyła radio i położyła telefon na stole.
*piip* *piip* *wybrany abonent jest poza zasięgiem sieci*
- Super. - bąknęłam tylko i chwyciłam jakąś gazetę. Zaczęłam czytać o jakiś torebkach i innych pierdołach.
*oczami Liama*
-Hej dziewczyny ! - wszedłem na balkon z uśmiechem na twarzy.
- Hej Liaś ! - również z uśmiechem odpowiedziała Nouisa.
-siema. - bąknęła Bells.
- Hej, co się stało ? - zwróciłem się do szarookiej dziewczyny.
- Nic. - bąknęła. Miałem wrażenie, że tylko w taki sposób potrafi się odzywać.
- okeey. Jak coś to możesz mi się późnij wygadać. - zdobyłem się na drobny uśmieszek - jeśli byś chciała oczywiście. - dodałem. W odpowiedzi dostałem wymuszony uśmiech + wzrok zabójcy. Brr.. aż mi się zimno zrobiło. Postanowiłem zwrócić się do tej pogodnej dziewczyny.
- Nou jedziesz ze mną do sklepu ? Bo po minie Bells sądzę, że raczej nie jest zainteresowana. - kątem oka spojrzałem na szarooką lecz jej twarz nadal była jak z kamienia.
- Okey, tylko się przebiorę - dodała uśmiech i zeskoczyła z fotela biegnąc w głąb pokoju.
Zasiadłem na jej miejscu. Zdobyłem się na odwagę i po cichu rzekłem do Bells
- To, że masz zły humor nie daje Ci prawa na wszystkich warczeć.
- Zamknij się, bo Ci przyłożę. - kiedy to usłyszałem oniemiałem.
- No z takiej strony to Cię nie znałem.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.
- Mylisz się.
Bells już chciała coś powiedzieć lecz Nou wpadła na balkon ciągnąc mnie za rękę.
- Podskoczymy jeszcze do butiku. Muszę kupić sobie jakąś koszulkę.
- Możemy nawet jechać do centrum. Lubię zakupy.
- Serio ?!
- Tak. - uśmiechnąłem się.
- To jedziemy !

środa, 7 sierpnia 2013

z życia nastolatki 50

siema :D 
już 50 część xd
nie wiem czy ktoś jeszcze w ogóle to czyta.
Niby liczba wyświetleń ciągle pnie się w górę, ale nie ma żadnych kom... ;--; 
CZYTASZ=KOMENTUJ
_______________________________________________________________________________

-Nouisa ! - usłyszałam swoje imię. Po chwili na taras wbiegła Ada. - Mam Cię ! Bells spadła ze schodów.
- Wspaniale. - burknęłam wstając z leżaka.
Ada prowadziła mnie przez salon do przedpokoju. Bells leżała na ziemi trzymając się za nogę.
- Nic Ci nie jest ? - spytałam troskliwie przykucając przy rannej.
- Noga mnie strasznie boli. - jęknęła.
- Ada pomóż mi ją zanieść do samochodu.
- Co ?! Nie ! - zaczęła drzeć się Bells.
- Przestań marudzić. - uciszyła ją Ada.
W odpowiedzi usłyszała ciche przekleństwo.
***
Po dość długim czasie Bells wyszła z gabinetu o kulach z wielkim białym gipsem na nodze.
- Piękny prawda ? - zdobyła się na wymuszony uśmiech.
- Przecudny. - Pocałowałam ją w policzek. - Chodź już łamago do domu.
W drodze do domu Bells nie odezwała się ani słowem. Kiedy zaparkowałyśmy na podjeździe wyskoczyła z samochodu i prawie biegiem pokuśtykała do pokoju.
Wiedziałam, że coś ją trapi. Po drodze do jej pokoju natknęłam się na Marka.
- Hej właśnie Cię szukałem. - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Pogadamy późnij oki ? Mam sprawę do załatwienia. Pa. - mówiłam szybko, na jednym wdechu.
W odpowiedzi blondyn obdarzył mnie pytającym spojrzeniem, lecz ja bez skrupułów wyminęłam go i zapukałam do drzwi w końcu korytarza. Po drugiej stronie drewna nikt się nie odezwał. Zapukałam jeszcze raz. Lecz tym razem mocniej. Usłyszałam ciche przekleństwo. Po chwili drzwi się otworzyły i ujrzałam Bells z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Był sztuczny.
- Mogę wejść ? - spytałam.
- Nie - po chwili dziewczyna się zaśmiała i na prawdę rozbawiona powiedziała - no jasne wchodź !
Weszłam do środka. Usiadłam na skraju łóżka i obserwowałam jak Bells zamyka drzwi na wielką, metalową zasuwę. Po chwili znalazła się na łóżku w pozycji pół leżącej. Ułożyła swoją złamaną nogę na małej różowej poduszce.
- Mogę Cię o coś zapytać ? - popatrzyła na dziewczynę. W odpowiedzi pokiwała głową w górę i dół. - Dlaczego tak szybko uciekłaś z samochodu ?
- No bo... kurde z resztą to nie twoja sprawa.
- Skoro tak uważasz.
- No dobra. Ale jeśli komukolwiek piśniesz tylko jedno chociaż słówko rozszarpię Cię własnymi rękami.
- Okej. Myślę, że zrozumiałam.
- Jestem wściekła.
- Na kogo ?
- Na Harolda. - swoją drogą tylko ona go tak nazywała - Nagle coś mu odbiło i sobie wyjechał. Nawet nie zapytał czy może. Myślałam, że jesteśmy parą. Ugh.. I do tego ma wyłączony telefon.
- Może po prostu nie ma zasięgu. Nie panikuj. Chyba wolisz, żeby odreagował od wszystkiego wyjeżdżając na trochę niż np. popadł w jakiś nałóg.
- Może i masz racje... nie wiem co myśleć.
- To o tym nie myśl tylko złaź na dół. Nie jesteś tu sama. Dziś mamy maraton filmowy. Na dole siedzą; Ada, Zayn, Liam, -wyliczałam na palcach - Niall, Marek, Oskar, Mari... Czekają na Ciebie. No chodź nie daj się prosić.
- No okej.
Całą noc oglądaliśmy jakieś durne filmy. Nikt ich nie rozumiał. Na koniec włączyliśmy horror. Lecz zamiast nas wystraszyć rozbawił nas do łez.
***
*oczami Harrego*
- Louis !
- No ?
- Taak w sumie to w tym domu byłem tylko w salonie, toalecie, sypialni i kuchni. A przecież jest on wielki.
- A myślisz, że ja to tu byłem gdzieś jeszcze ?
- No, ale to domek twojego przyjaciela.
- Byłem tu na paru imprezach...ale jak się domyślasz nic nie pamiętam - Lou wyszczerzył zęby.
- To może pozwiedzamy ?
- No dobra. Może coś znajdziemy - znów Lou wyszczerzył zęby
- Co masz na myśli. - znałem odpowiedź, ale chciałem żeby sam to powiedział.
- No jakieś ciekawe zabawki Stan'a ... - i znów ten wyszczerz.
- A co chciał byś skorzystać ?
Louis nic nie odpowiedział.
Weszliśmy na piętro. Mieliśmy nadzieję, że drzwi są otwarte, ale w sumie nie miało to znaczenia, bo Lou miał klucze od każdego pomieszczenia.
- Hej Lou patrz ! - wskazałem palcem na duże hebanowe drzwi. Wisiała na nich tabliczka "Królestwo Stan'a"-może udajmy się do "królestwa Stan'a" ? Haha.
- Okej, raz się żyję. Tylko nie nabałagań bo się skapnie. - i znów się wyszczerzył. Zacząłem nie cierpieć tego wyrazu twarzy.
Zaczęliśmy od dużej, również hebanowej szafy. Nie było w niej nic ciekawego. Pełno kolorowych t-shirt'ów, spodni, głównie rurek w różnych kolorach, koszuli, marynarek. Na dole leżało parę pudełek. W większości były w nich buty. Reszta była pusta. Zamknąłem drzwi szafy lecz coś pokusiło mnie by sięgnąć na szafę. Moje palce odkryły jakąś krawędź. Nie mogłem przyciągnąć tego przedmiotu.
- Lou ! W szafie nic nie ma, natomiast jest coś na niej, nie mogę tego dostać. Podsadź mnie.
Lou spełnił moje życzenie. Po chwili stałem na przeciwko bruneta z książką obłożoną w szary papier. Na papierze wybazgrolone markerem bylo "własność Stan'a" .
- Lou ? Po co stan tak wszędzie podkreśla, że coś jest jego ?
- Wcześniej mieszkał tu z rodzicami.
- A... To chyba wszystko wyjaśnia.
Otworzyłem książkę. Obaj zaczęliśmy się śmiać. Była to książka do kamasutry dla gejów.
- No Stan pewnie całą przestudiował. - powiedział Lou. Zabrał mi książkę i przysiadł na łóżku Stan'a. Poklepał miejsce obok siebie. Usiadłem więc koło niego. - Chyba nie zaszkodzi jak troszkę poczytamy. - i znów ten świński uśmieszek.

CDN. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

z życia nastolatki 49

*oczami Lou*
Harry patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem. Nie dziwiłem mu się. Próbując nie zwracać na to uwagi położyłem się na łóżko i przykryłem kołdrą.
- No co taki zdziwiony ? - zapytałem próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Nie na co dzień jakiś chłopak się przede mną rozbiera. - zachichotał.
- To się przyzwyczaj. - powiedziałem dość cicho. Niestety nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Słucham ?! - krzyknął loczek opierając się na łokciach.
- To się nie przyzwyczajaj powiedziałem. - skłamałem, lecz miałem nadzieję, że to przełknie.
*oczami Harrego*
- A okey.
Szkoda. Mógłbym. Szczególnie, że byłby to on.
- Chce Ci się spać ? - zapytał lezący obok Lou.
- Nie, ale nie chce mi się ruszać z łóżka. - Lou pokiwał głową, na znak że zrozumiał. - Byłeś tu kiedyś ?
- Tak, ale wtedy nie był jeszcze umeblowany. Wiesz, że Stan tu przyjeżdża żeby się odstresować ? Wiesz co mam na myśli. - dodał zaczynając śmiać się do rozpuku.
- Domyślam się. - powiedziałem - Ale nie śmiej się z niego. Przecież ty chyba też to lubisz.
Lou natychmiast zamilkł i odwrócił się do mnie plecami.
- Idę spać. - powiedział zezłoszczony.
- Nie nie idziesz! - krzyknąłem.
- Nie zabronisz mi.
- Jak się w tej chwili nie odwrócisz i nie porozmawiasz ze mną to wstanę, ubiorę się i zabiorę swoje rzeczy a następnie pójdę do samochodu i pojadę do domu.
Widziałem jak Louis powoli odwraca się i kładzie na drugim boku, twarzą do mnie.
- Zadowolony ? - zapytał.
- Bardzo - uśmiechnąłem się - a teraz wyjaśnij dlaczego tak zareagowałeś.
- Nie bo będziesz się ze mnie śmiał.
- Nie będę.
- Robiłeś to kiedyś z chłopakiem ? - zapytał.
Zaskoczył mnie.
- Nie.. ale lizałem, to znaczy całowałem się z chłopakiem. Jestem bi.
- A ja tak. Robiłem to z chłopcami a zarówno z dziewczynami. Nie raz, nie dwa. Nie chcę o tym mówić.
- Jak wolisz.
Sam teraz odwróciłem się plecami do Lou i usnąłem.

piątek, 2 sierpnia 2013

z życia nastolatki 48

Siedziałam jak wryta. Co się stało ? Najpierw rzucił się na łóżko, zakrył kołdrą a potem wyleciał jak strzała. Musze tu zostać.
*oczami Lou*
Leże na podłodze, patrzę w sufit i rozmyślam. Co innego mogę zrobić. Tyle mi pozostało.
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
- Odejdź ! - krzyknąłem.
- Lou to ja. - usłyszałem głos Harrego.
Wstałem otworzyłem drzwi i go wpuściłem. Kiedy wszedł do pomieszczenia znów je zaryglowałem.
- Stary, co Ci się stało ?
- Mnie, nic - próbowałem brzmieć jak najbardziej prawdziwie.
- Przecież widzę. Mnie nie oszukasz. Jestem twoim przyjacielem. Mnie możesz powiedzieć. Nikomu nie wygadam.
Opowiedziałem mu to co czułem, czuję, co zrobiłem, co zrobię, a czego nie. Płakałem przy tym jak bóbr. W końcu Harry zabrał głos:
- Wiem, że musi Ci być ciężko. Czasem uczucia trzeba skrywać - zauważyłem jak jego mięśnie się napinają - niekiedy jest naprawdę ciężko. Jeszcze gorzej kiedy zauważamy, że druga osoba się domyśla. Wtedy uczucie jest okropne. Jeszcze gorzej kiedy kocha się dwie osoby na raz. Bez wzajemności u jednej. Wiem, że plotę trzy po trzy. Współczuję Ci, serio. Ja może już pójdę.
- Nie, zostań. Ja też kocham dwie osoby na raz. Ale bez wzajemności obydwu. To boli jeszcze bardziej. Życie z pierwszą z nich było by normalne, lecz z drugą ? Nie. Było by ciągłym ukrywaniem się. Ale bardziej kocham tę drugą osobę. Na to nie ma rozwiązania. Niestety. A z resztą. Czym ja Ci głowę zawracam ? Masz dziewczynę... nią powinieneś być zajęty.
- Dziewczyna, dziewczyna. Muszę chyba odpocząć. Chciałbym wyjechać gdzieś na jakiś czas. Lub zamknąć się w pokoju. Najchętniej ze swoim najlepszym przyjacielem, to znaczy z Tobą. - jego uśmiech doprowadzał mnie do szaleństwa - Może zamkniemy się tu. Będziemy przez okno wychodzić po jedzenie, jak w jakimś filmie. Co ty na to ?
- Z Tobą ? Zawsze. - zacząłem się śmiać dla niepoznaki - To może pojedźmy kupić coś do jedzenia ?
- Jasne.
***
Wieczory są przepiękne. Ten jest szczególnie piękny.
- Hej, Lou może pójdziemy na spacer. Wieczór jest przepiękny.
- Tobie też się podoba ?
- Haha, tak.
- To co znów przez okno ?
- Tak. - uśmiechnął się Harry, czym samym jego dołeczki się pogłębiły.
***
Spacerowaliśmy po parku, jak w jednym z moich snów. Byłem wniebowzięty.
- O ! Przypomniałem sobie coś ! Przecież Stan ma domek nad jeziorem 100 kilometrów stąd. Mam do niego klucze. Kiedyś mi je dał... znaczy pożyczył. Ale nie oddałem, więc są moje. Zadzwonię do niego spytam się czy możemy się tam zasiedlić na parę dni. Jeśli Ci to pasuje...
- Tak, dzwoń !
Wyjąłem telefon z kieszeni i zacząłem szukać w nim numeru Stan'a. W końcu go znalazłem, nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem do ucha.
*oczami Harrego*
Słyszałem tylko urywki rozmowy.
Po chwili Louis schował telefon do kieszeni.
- Stan powiedział, że możemy tam siedzieć nawet i miesiąc.
- Wspaniale. - rzuciłem szczerze uradowany.
- To co ? Może chodźmy do domu po jakieś rzeczy skoro mamy tam siedzieć miesiąc.
***
Wpadłem szybko do pokoju, chwyciłem torbę. Zacząłem pakować tam ciuchy, bieliznę, książki, płyty, ładowarki, jakieś gry i inne pierdoły. Po chwili schodziłem na dół z dwoma walizkami bagażów.
Lou czekał już na dole. Postawiliśmy walizki na boku i weszliśmy do salonu.
- Hej..słuchajcie, wyjeżdżam z Lou. Musimy odpocząć. Będziemy za miesiąc. Pa.
- Czekajcie.. co ?! - Liam mówił tak wysoko, że z jego ust wydobywał się pisk, co trochę mnie rozśmieszyło.
- Chcemy odpocząć od problemów. - zaczął wyjaśniać Lou - A żeby się nam nie nudziło bierzemy ze sobą siebie na wzajem. - uśmiechnął się, cudnie - Rozumiecie prawda ? Nie powiem gdzie będziemy bo zaraz przyjedziecie i zrobicie jakąś imprezę, co u was normalne. - znów uśmiech - Wrócimy za jakiś miesiąc, chyba. No..To pa. Zadzwonimy...kiedyś.
***
-Louis już 3 w nocy. Wyłącz ten durny film chcę zasnąć.
- Tu na tej kanapie ? Chyba sobie żarty robisz. - Lou wstał i zabrał mi kołdrę.
- A gdzie ? Jest tylko jedno łóżko. - odpowiedziałem skołowany.
*oczami Louisa*
- To co. Śpijmy razem. Nic Ci nie zrobię spokojnie. - uniosłem ręce do góry - Łóżko na prawdę jest duże. A poza tym to ja się trochę boję.
- Co ? Jak to Lou. Nie rozśmieszaj mnie. - parsknął Hazza.
- W okolicy nikt nie mieszka, jesteśmy w środku samego lasu. Zasięg jest słaby i w ogóle.
- Mały biedny Louis boi się sam spać. O jak słodko.. - Harry nadal się ze mnie nabijał.
- To śpisz ze mną czy nie ?! - wykrzyczałem zdenerwowany.
- Dobrze ! Tylko się tak nie drzyj. Głuchy nie jestem. - Harry powiedział ściszając głos.
- No to na co czekasz. Zbieraj swe loczkowate cztery litery i do łóżka. Samo do Ciebie nie przyjdzie. A tym bardziej ja Cię nie zaniosę.
- Bo nie dasz rady. - odpowiedział podpuszczającym tonem.
- Czy to wyzwanie ?
- Może.
Podbiegłem do Harrego wziąłem go na ręce jak pannę młodą i wprowadziłem do sypialni. Rzuciłem go na łózko. Harry zaczął turlać się ze śmiechu.
***
Wyszedłem z łazienki w samych slipkach gotowy do spania.
- Harry idziemy spać.
-Em..muszę ci coś powiedzieć... - Harry zaczął bełkotać.
- Dawaj ! Niczym mnie już nie zaskoczysz. - uśmiechnąłem się.
- No bo ja śpię bez ubrań.  Tak całkiem bez.
- Okey.
- Co ? Bez sprzeciwów, obrzydzenia ? Nic ?
- Każdy śpi jak chce... Z resztą ja też lubię spać bez.
- No to zdejmuj, będzie mi raźniej. - Harry się zaśmiał.
- Dobra. - Uśmiechnąłem się i zsunąłem slipy z bioder, a potem rzuciłem je na podłogę.

CDN.

wtorek, 30 lipca 2013

z życia nastolatki 47

Po tygodniu pełnym wrażeń miałam mętlik w głowie.
Zeszłam do salonu. Byli tam wszyscy. Łącznie z Marii, Oskarem, Markiem, Tommym oraz Natalią. ''Super...''-pomyślałam.
- Musimy pogadać.
-Ale tak wszyscy czy ktoś z kimś na osobności ? - zapytał jak zawsze roztrzepany Harry.
- ja z wszystkimi. Tu i teraz. - wszyscy zwrócili swoje oczy na mnie.
- Okej...-rzucił Liam.
- Więc... chcę wam powiedzieć, że się wyprowadzam.
- Co ? Nie ! Jak ?! - zaczęły się wydzierać Bells z Adą.
- Nie ma w tym domu i okolicy miejsca dla mnie. Nie chcę się męczyć. Chcę zacząć wszystko od nowa. Wymazać pewien okres z mojego życia. Przepraszam. Dziś się spakuję i wyniosę. Parę dni zdrzemnę się u cioci, a potem wyjadę tam skąd przyjechałam. Znam tam paru ludzi, może mi pomogą. I nie zmienię zdania.
- Ale jak to ? Nie możesz. - zaczął Marek.
- Niby dlaczego nie mogę ?
- Nie po to tu jestem.
- Przepraszam nie rozumiem. - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Nie po to wlokłem się tu tyle kilometrów, nie po to patrzyłem jak liżesz się z Niallem, nie po to patrzyłem jaka chwilami jesteś nieszczęśliwa, nie po to mieszkałem w jakiejś obskurnej norze, nie po to pracowałem w jakiejś chińskiej knajpie byś sobie stąd teraz wyjechała. Czekałem. Nie wiem czy wybaczyłaś mi. A jeśli nie to mam nadzieję, że to zrobisz. Kiedy widziałem jak się z nim całujesz czułem się tak samo jakbyś do mnie podeszła i wbiła nóż w serce. Nie wiem czy jeszcze z mojego serca coś zostało. Wbiłaś w nie miliony takich sztyletów. Ale nie mam Ci tego za złe, bo ja też Cię zraniłem. To tyle z mojej strony. Jeśli chcesz idź. Mogę Ci nawet walizki zanieść. Nie ma problemu.
Stałam jak wryta. Nie wiedziałam co zrobić, powiedzieć, uciekłam więc do pokoju. Zamknęłam się w nim.
Po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Nie odezwałam się.
Pukanie nie ustawało.
- Otwórz, to ja Louis.
- A..okey.
Otworzyłam drzwi. Lou wślizgnął się do pokoju, z tacą na rękach i sam zamknął drzwi na kluczyk.
Usiadł na podłodze stawiając tacę obok siebie. Poklepał miejsce za tacą wskazując bym tam usiadła. Zrobiłam wedle życzenia.
- To zostajesz, jedziesz czy jak ?
- Żebym sama wiedziała ..
- No nie wiem masz tu mnie -zaśmiał się- i resztę. No ewentualnie z Niallem możesz się nie dogadywać. Ale to tylko jedna osoba, na przeciw reszty która poszłaby za tobą w ogień. Pomyśl. Chcesz mogę tu zostać, jeśli nie wyjdę.
- Zostań i mi pomóż. Jesteś chyba jedyną osobą.
*perspektywa Louisa*
Nouisa rzuciła mi się w ramiona. Czułem, że moje policzki robią się czerwone, a moje ciało pulsuje. Wchłaniałem w siebie jej niebiańskie ciepło. Czułem się przez chwilę jakby była moja. Ale nie jest i pewnie nigdy nie będzie. To bolało.
Oderwaliśmy się od siebie. Łzy same napłynęły mi do oczu. Sam nie wiedziałem dlaczego.
- Ja już pójdę.
- Nie idź. - poprosiła. Chciałem zostać, ale gdybym to zrobił rozpłakał bym się.
- Idę. - powiedziałem stanowczym głosem.
- Ale...
Pomyślałem "Kiedy wyjdę będzie jeszcze gorzej, a łzy.. ?"
Rzuciłem się na łóżko, zwinąłem w kłębek i wsunąłem pod kołdrę. Łzy spłynęły po policzkach. Zdezorientowany wstałem i jednak wybiegłem z pokoju.
Pobiegłem do swojego, zaryglowałem drzwi i usiadłem na środku pokoju.
Zacząłem po cichu sam do siebie mówić:
- Zachowałeś się jak debil Louis. Jak totalny debil. Co teraz zrobisz ? Sam zdecydujesz.
Opadłem na podłogę i usnąłem. Jak małe dziecko. Bezbronny, ze łzami na policzkach.

CDN.

piątek, 12 lipca 2013

z życia nastolatki 46

Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju. Przez ten cały czas ktoś dobijał się do drzwi. Byli to na zmianę wszyscy oprócz Molly i Nailla. W końcu postanowiłam wyjść. Lecz najpierw w pokoju się spakowałam. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy do walizek. Była 12. Otworzyłam drzwi i zeszłam na dół. Koło drzwi zostawiłam walizki i poszłam się pożegnać.
Weszłam do salonu. Siedzieli tam wszyscy oprócz Molly. W przedpokoju zauważyłam że nie było jej butów ani kurtki, więc chyba wyjechała.
Kiedy chrząknęłam wszyscy zwrócili swe oczy na mnie. Dopiero teraz zauważyłam w salonie Marysię, Oskara i Marka. ''Super.''-pomyślałam.
- Chcę wam wszystkim podziękować i powiedzieć, że się wyprowadzam. - powiedziałam drżącym głosem.
- Nie ! - krzyknęły Bells z Adą.
- Wyprowadzam się. Podjęłam już decyzję. Nie mam po co tu zostawać. Wyjeżdżam do cioci, do Irlandii. Będę tam studiować, a potem się zobaczy.
- Ale jak to ? Zostawisz mnie tu samą ? - spytała Ada ze łzami w oczach.
- Masz Zayna. Dacie sobie radę. Pewnie niedługo weźmiecie ślub, będziecie mieć dzieci i tak dalej.
- Zapewne tak, ale chcemy tu wszyscy byś tu została. Z nami. Bez Ciebie nic nie będzie takie samo. - Zayn zaczął swoje wywody.
- To też trudne dla mnie, ale czas rozpocząć nowy rozdział w życiu. Bez pewnych osób.
Niall wstał i chciał wyjść. Kiedy przechodził koło mnie złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
- Porozmawiajmy...ten ostatni raz. - poprosiłam.
Niall się nie odezwał tylko pociągnął mnie za rękę na górę do jego pokoju.
Kiedy weszłam do pomieszczenia zamknęłam drzwi na kluczyk. Usiadłam na podłodze opierając cię plecami o ścianę. Wypuściłam ciężko powietrze ustami.
- Dlaczego wtedy nie odpowiedziałeś na moje pytanie ? Rozumiem mogło to być trudne. Mieliśmy mówić sobie wszystko. A cisza niekiedy bardziej boli niż słowa. Więc odpowiedz teraz. Proszę. Jak nie to wstaję, zabieram walizki i mnie nie ma. Tylko wiedz, że nie tylko ja będę za to na Ciebie zła...
- Proszę nie gniewaj się na mnie. Te trzy dni były najgorszymi w moim życiu... I tak...Zrobiłem to z nią, ale byłem pijany. Myślałem, że to jesteś ty. Macie podobne włosy. Ja nie wiem co... co się stało. Boże, żałuję tego najbardziej na świecie. Chciałbym cofnąć czas, ale się nie da ! - po jego policzkach spłynęły łzy. Ślniły w blasku słońca. To przyprawiało mnie o dreszcze.
- Chcę tu zostać. Mieszkać z wami, ale nie wiem czy po tym wszystkim będę umiała być z Tobą. Możemy spróbować. Na przykład dajmy sobie tydzień. Jeśli będziemy się źle czuć zakończymy to. Zgoda ?
- Okey. - Niall się zgodził.
- Pomożesz mi się rozpakować ?
- No oczywiście ... kochanie.


CDN.

czwartek, 20 czerwca 2013

z życia nastolatki 45

Ja: Halo ?
Niall: Hej, możemy się spotkać ?
Ja: No dobrze, ale gdzie ?
Niall: A gdzie jesteś ?
Ja: U Marii.
Niall: Zaraz będę, okey ?
Ja: Okey, wejdź od razu na górę do gościnnego.
Niall: Dobra, do zobaczenia.
Poszłam na górę, weszłam do gościnnego i zaczęłam przeglądać kolekcję płyt w regale. Po chwili ktoś zapukał do pokoju.
Ja: Proszę !
Kiedy drzwi się uchyliły zobaczyłam Naill'a. Blond włosy wystawały spod full cap'a.
Usiadłam na parapecie. Niall wszedł do środka. Podszedł do mnie. Rozłożył ręce by mnie przytulić, ale mu się nie udało. Ześlizgnęłam się z parapetu i podbiegłam do łóżka. Usiadłam na jego skraju, a Niall zajął moje wcześniejsze miejsce. Przez chwilę bez słów wpatrywaliśmy się w siebie.
- No może coś powiesz ? - powiedziałam jak najbardziej oschłym, bez emocji głosem.
- Do niczego nie doszło, w nocy lub nad ranem wpakowała mi się do łóżka. Dobrze pamiętam, że kładłem się sam, bo ty z Molly poszłaś na imprezę. Musisz mi uwierzyć. - po czym dodał błagalnym głosem. - Proszę.
- Poczekaj tu chwilę, muszę to przemyśleć daj mi pięć minut. - poprosiłam.
Wyszłam na balkon. Usiadłam na krzesełku, chowając twarz w dłoniach. Sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Spojrzałam na zegarek, na mojej prawej ręce. Pięć minut już dawno minęło. Wróciłam do pokoju. Niall nadal siedział w tym samym miejscu wpatrując się bezczynnie w ścianę.
- Nawet nie wiem dlaczego, ale Ci nie wierzę, znaczy nie do końca. A właściwie ? Wierzę Ci. Wierzę Ci .... bo Cię kocham.
Niall nadal wpatrywał się w ścianę, coś musiało być nie tak.
- Dlaczego się nie odzywasz ? - po mojej twarzy spłynęła łza. - więc jednak... nie ! to... - wybiegłam z pokoju, zbiegłam po schodach i wybiegłam na podwórko. Zaczęłam biec, lecz nogi nie chciały ze mną współpracować. Padłam na trawę. Zieloną i równiutką. Chciałam się pod nią zapaść. Słyszałam, że drzwi się otworzyły, spojrzałam za siebie to Marii. Nie chciałam z nikim rozmawiać.
- Odejdź !-krzyknęłam - zostaw mnie samą - dodałam błagalnym tonem.
Posłuchała mnie, na szczęście, odwróciła się na pięcie i wróciła do domu. Wiedziałam, że Niall jest w środku więc wstałam, zaczęłam iść. Kiedy doszłam do chodnika skręciłam w prawo. W stronę "domu".
***
Weszłam do środka. Harry siedział na schodach. Kiedy mnie zobaczył jego czoło się zmarszczyło, a brwi uleciały w górę. Chciał wstać, lecz został na miejscu. Minęłam go i weszłam na górę. Weszłam do "mojego pokoju". Zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam by ktokolwiek zagłuszał mój spokój. Włączyłam muzykę na full i położyłam się na łóżku, chciałam zapomnieć o wszystkim.


CDN.

środa, 19 czerwca 2013

z życia nastolatki 43

Leżałam wpatrując się w sufit. *dzyń dzyń* SMS. Sięgnęłam ręką po telefon. Zaczęłam czytać:
"Martwię się o Ciebie. Wróć do domu. Porozmawiajmy. Powiedz chociaż gdzie jesteś. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Molly musiała się w nocy wpakować do łóżka, dobrze pamiętam, że kładłem się sam, bo razem z Molly poszłaś na jakąś imprezę. Proszę porozmawiajmy. Pamiętaj, że zawsze będę walczył. Proszę odpisz. Całuski.
Zawsze twój Naill."
Jeszcze długo wpatrywałam się w wiadomość, po czym nacisnęłam przycisk "odpisz". Napisałam, że chcę porozmawiać, ale jutro, bo muszę odpocząć. Napisałam też, że jestem bezpieczna. I że nie musi się martwić. Potem rzuciłam telefon na kanapę i poszłam na górę. Zapukałam do pokoju Marysi. Usłyszałam "proszę" więc weszłam do pokoju. Marysia była zdziwiona kiedy nie zobaczyła.
Marysia: hej ! - rzuciła mi się na szyję z wielkim uśmiechem na twarzy, odwzajemniłam go małym, krzywym i sztucznym. - co się stało ?
Po raz kolejny musiałam opowiedzieć co się stało.
Marysia: To nie może być prawda. Na pewno nie ! 

Ja: No mam taką nadzieję. A z resztą i tak wszystko co dobre kiedyś się kończy.
Marysia: Nie mów tak !
Ja: A jak ?
Marysia: Tyłkiem w krzak, o tak !
Zaczęłyśmy się śmiać. Potem zeszłyśmy na dół, do kuchni. Wzięłyśmy pepsi z lodówki oraz chipsy i udałyśmy się do salonu. Wybrałyśmy jeden z horrorów. Takich z dużą ilością krwi, bo to właśnie takie lubimy. Kiedy się skończył włączyłyśmy jakąś denną i nudną komedię, przy której usnęłyśmy. 

*** 
Marysia: Nie ! W tamtej zielonej Ci lepiej.
Ja: No dobra... To mogę ją pożyczyć ?

Marysia: No jasne. A właściwie to zatrzymaj ją sobie na zawsze.
Ja: Ever for ever ?
Marysia: Ever for ever.
*You won't get much closer 

Till you sacrifice it all (all) You won't get to taste it 
With your face against the wall (wall wall) *
Telefon dzwonił po raz setny. To Niall, wypadało z nim porozmawiać.
Ja: Halo ?

wtorek, 18 czerwca 2013

z życia nastolatki 42

W domu znalazłam wszystkich. Hazza w wannie, Bells na balkonie, Ada z Zaynem w kuchni, Lou w ogrodzie, Niall z Molly w moim pokoju, na jednym łóżku... "zaraz zaraz" pomyślałam. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam krzyczeć:
Ja :Co tu się wyrabia ?!
Molly: Może nie widać, ale śpię.
Ja: Nie o to chodzi gówniaro !
Niall: Ciszej....
Ja: Co ciszej ?! Spałeś z Molly !
Molly: I było bardzo wesoło. - uśmiechnęła się szyderczo.
Ja: Czy wy ... ?
Molly: Tak!
Niall: Nie !
Molly: Nie kłam Naill.
Naill: Nie kłamię !
Nie chciałam dłużej tego słuchać. Zbiegłam schodami na dół. Przy drzwiach chwyciłam torebkę, buty i sweterek. Wiedziałam, że tu szybko nie wrócę.
***
Siedziałam gdzieś na ławce w parku za miastem. Popijałam wodę. Zimną i gazowaną. Telefon co chwilę brzęczał. Dzwonili na zmianę Ada, Louis, Niall. Jakoś nie miałam ochoty gadać. Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam na ekranie numer Oskara. Przełknęłam ślinę i odebrałam.
Ja: Halo ?
Oskar: Hej, co tam ?
Ja: Źle.
Oskar: Co się stało ?
Ja: Nic.
Oskar: Gdzie jesteś ?
Ja: W parku.... za miastem.
Oskar: To jak ty ?
Ja: Godzina spaceru i na miejscu.
Oskar: Zaraz będę.
*20 minut później*
>Oczami Oskara<
Zaparkowałem na malutkim parkingu z tyłu parku. Wszedłem tylnią bramą i skierowałem się ku bocznej alei wśród jabłoni. Wiedziałem jak bardzo lubi drzewa. Zauważyłem małą osóbkę siedzącą z kolanami podciągniętymi do klatki w sukience. Włosy opadały jej kaskadami na ramiona. Zacząłem iść coraz szybciej. W końcu chód zamienił się w trucht. Kiedy dobiegałem do ławki zwolniłem kroku. W końcu usiadłem koło niej i objąłem ją ramieniem.
>moimi oczami<
Biło od niego niesamowite ciepło. Przez łzy próbowałam opowiedzieć co się stało. Zajęło mi to dość długo czasu.
Poczułam na gołej skórze ramion krople deszczu.
Oskar: Deszcz zaczyna padać. Zwijamy się !
Ja: To idź ja tu zostaję.
Oskar: Jeśli nie chcesz to nie zawiozę Cię do domu, możesz zostać u nas.
Ja: Nie, nie będę robić wam problemu.
Oskar: To nie będzie problem. To będzie przyjemność.
Wstałam i szłam za Oskarem.
***
Zaparkowaliśmy przed domem. Powoli wyszłam z samochodu i udałam się w stronę dużych dębowych drzwi wejściowych.
Oskar: Sprawdź czy otwarte.
Pociągnęłam za klamkę, a drzwi się otworzyły.
Oskar: Wchodź, ja zaraz przyjdę.
Weszłam tak jak kazał. Udałam się do salonu. Buty pozostawiłam w przedpokoju, a torebkę wzięłam ze sobą do salonu. Okryłam się kocem i czekałam na oskara.

CDN.

niedziela, 16 czerwca 2013

z życia nastolatki 41

Wszyscy miło przywitali Molly. Wydawała się ona być bardzo miła. Podczas obiadu zauważyłam, że ciągle patrzyła się na Zayna. Obawiam się, że Ada to zauważyła. Miałam nadzieję, że o nic nie zapyta. Nie lubię kłamać. A szczególnie jej. Postanowiłam pogadać z Zaynem. Po obiedzie poprosiłam go o pomoc. Kiedy weszliśmy do kuchni zapytałam:
Ja: Znacie się z Molly ?
Zayn: Tak, kiedyś ze sobą chodziliśmy, jeszcze zanim poznałem Lou.
Ja: Czujesz jeszcze coś do niej ?
Zayn: Nie ! Oczywiście, że nie.
Ja: Ale szczerze ? Musisz być ze mną szczery, nikomu nic nie powiem.
Zayn: Szczerze nie.
Ja: Okey. To chodź pozmywać. - uśmiechnęłam się, cicho chichocząc.
***
Wieczorem postanowiliśmy wyjść na miasto, żeby pokazać Molly okolicę. Była zachwycona tym pomysłem. Po długim spacerze poszliśmy do nowego klubu przy trzeciej alei. "Tęczowy raj". Interesująca nazwa. Bynajmniej to tam robili najlepsze drinki w mieście. Zamówiliśmy po jednym i zasiedliśmy przy stoliku na balkonie. Było to najbardziej ciche miejsce. Zaczęliśmy gadać, z każdym następnym drinkiem przychodziło nam to coraz łatwiej.
***
Obudziłam się na jakimś podwórku. Było mi trochę zimno. Leżałam koło basenu. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam, że nie jestem tu sama.
Koło mnie leżała jakaś blondynka w samej bieliźnie. Za mną jakiś brunet w przebraniu... króliczka. Spojrzałam na pobliski budynek. Duży i biały. Piętrowy. Na dachu zauważyłam następnego śpicha. Tamten akurat nie był w nic ubrany, co trochę mnie zaskoczyło.
Wstałam. Lekko zachwiałam się na nogach, ale pozostałam w pionie. Przeszłam starając się nie deptać leżących, dosłownie wszędzie ludzi. Potem ominęłam dom i znalazłam się na chodniku przy jakiejś ulicy. Spojrzałam na numer domu. St. Patric Street 68. "Super !" pomyślałam "jakieś 7 alei od klubu, czyli około 12 alei od domu". Czekała mnie długa droga do domu, więc zdjęłam moje szpilki z nóg i wzięłam je w rękę.
***
Nie wiem ile czasu zajęło mi dotarcie do domu, ale w końcu do niego dotarłam. Zaczęłam grzebać w torebce. Telefon, portfel (pusty), błyszczyk, puder, tusz do rzęs i... klucze. Zaczęłam grzebać nimi w zamku. Tak ! W końcu je otworzyłam. Weszłam do domu. Od razu skierowałam się do kuchni, a właściwie do lodówki. Zimna woda. Mniam.
Potem zrobiłam szybką rundkę po domu by zobaczyć kto już wrócił.

CDN.

sobota, 15 czerwca 2013

z życia nastolatki 40

Po śniadaniu wraz z Adą zaczęłyśmy sprzątać pokój gościnny dla Molly. Parę godzin później do pokoju zapukał Lou informując nas, że za godzinę idziemy na obiad. Poszłyśmy więc się szykować. Ja założyłam morską sukienkę, pastelowe balerinki, a włosy spięłam w koka. Ada zarzuciła letnią, zwiewną sukienkę w kwiaty i jej ulubione czarne balerinki na koturnie. Chłopcy pozarzucali na siebie koszule i marynarki. Tylko Lou pozostał bez niej.
Chwilę później weszliśmy do domu Marysi i Oskara. Uwielbiałam ten hall. Utrzymany w niesamowitym porządku. W dawnym stylu. Mahoniowe meble i te sprawy. Jadalnia była całkowicie inna. Taka rodzinna i przytulna. Jak z tych amerykańskich filmów.
Podczas obiadu długo gadaliśmy.
Dopiero o 20 wróciliśmy do domu.
Od razu poszłam wziąć długą kąpiel. Do wody dosypałam trochę czerwonych płatków róż. Dolałam też trochę płynu do piany. Kąpiel wyglądała niesamowicie w tej wielkiej wannie. Wpadłam na dość "romantyczny" pomysł. Pobiegłam do pokoju. Niall siedział na skraju łóżka bawiąc się telefonem. Bez słowa wyrwałam mu telefon z ręki, rzuciłam go na łóżko. Niall patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Pociągnęłam go za rękę i zaczęłam biec do łazienki. Dotarł tam chwilkę po mnie. Kiedy wszedł do łazienki zamknęłam drzwi na klucz. Zdjęłam buty, rozpuściłam włosy. Powoli odpięłam sukienkę. Zostałam w samej bieliźnie. Włosy łaskotały mnie po plecach. Niall się uśmiechnął. Zaczęłam odpinać mu marynarkę. Potem zabrałam się za koszulę. Po odpięciu 3 guzików Niall odtrącił moje ręce i ją rozerwał. Guziki rozsypały się po podłodze, jeden chyba wpadł do wanny. To jednak nie było ważne. Niall zdjął buty wraz ze skarpetkami, potem przyszedł czas na spodnie. Zdjął je jednym ruchem i rzucił za siebie. Staliśmy tak wpatrując się w siebie. W końcu wskoczyłam do wanny. Niall zrobił to samo. Zamknęłam oczy i osunęłam się tak żeby sponad wody wystawała tylko głowa. Niall dłońmi błądził po, obolałych jeszcze, nogach. Po chwili zaczął przyglądać się mojej dłoni. Ostrożnie bawił się moimi palcami. W końcu przyłożył mą dłoń do swojej twarzy. Poczułam ciepło. Otworzyłam oczy. Teraz to on je zamknął. Lekko oderwałam dłoń od jego policzka. Włożyłam ją pod wodę i ułożyłam ją na brzuchu Nailla. Czułam jak jego mięśnie się spinają. Zaczęłam lekko błądzić palcem po jego klatce. Uśmiechnął się. Zaśmiałam się cicho.
Bawiliśmy się tak jeszcze trochę i wyszliśmy z kąpieli.
***
Ja: Lou o której przyjeżdża Molly ?
Lou: O mamo ! Molly. Zapomniałem. - spojrzał nerwowo na zegarek - za 30 minut ląduje samolot.
Ja: No to raz ! Do samochodu i jedziemy.
***
Po 15 minutach znaleźliśmy się na lotnisku. Po następnych 15 trafiliśmy do sali przylotów. W końcu moim oczom ukazała się wysoka brunetka. Spojrzałam na Lou.
Ja: To ona ? -zapytałam.
Lou: Tak.
Włosy dziewczyny spadały kaskadami na ramiona i spływały łagodnie po plecach. Miała niesamowitą figurę, podkreślała ją kremowa sukienka. Ciągnęła za sobą czerwoną walizkę. Chwilę później stała przed nami. Przywitała się z Lou.
Lou: To Nouisa.
Ja: Hej, miło Cię poznać.
Molly: Witaj, jestem Molly.
Ja: ładne imię.
Molly: Dziękuję, wiele o Tobie słyszałam.
Ja: Miło. - zwróciłam się do Lou - to co idziemy ?
Lou: Tak, tak. jasne !
Po drodze do domu rozmawiałyśmy o chłopcach. Molly była zaskoczona kiedy dowiedziała się, że tylko Lou i Liam nie mają dziewczyn. Jak to powiedziała " przecież to wspaniali chłopcy". Potem dowiedziałam się, że Molly kiedyś chodziła z Zaynem. postanowiłam nie wspominać o tym Adzie.


CDN.

piątek, 14 czerwca 2013

z życia nastolatki 39

Noc zleciała szybko, kiedy słońce zajrzało do pokoju przez żaluzje, postanowiłam wyjść na taras.
Zamaszystym ruchem otworzyłam szklane drzwi na taras. Szybko owinęło mnie letni wiaterek, był orzeźwiający.
Rozsiadłam się w fotelu i zaczęłam przeglądać jakieś kolorowe pisemko. Kiedy słońce już umiejscowiło się na niebie, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili w fotelu na przeciwko usiadł Lou.
Ja: Nie śpisz ? - zapytałam odkładając na bok gazetę.
Lou: Nie mogę spać. - poprawił ręką włosy - A ty co tu robisz tak wcześnie, myślałem że będę tu sam.
Ja: Nie śpię od jakiejś 4.
Lou: To może teraz się trochę zdrzemnij ?
Ja: Nie mam ochoty - uśmiechnęłam się - kiedy przyjeżdża ta twoja kuzynka ?
Lou: Jutro. Pojedziesz ze mną po nią na lotnisko ?
Ja: No jasne ! A jak się nazywa ? Ta kuzynka ?
Lou: Ona ma na imię Molly.
Ja: Bardzo ładnie.
Lou: No wiem. - zaśmiał się.
Ja: A może skąbinujemy jakieś śniadanko ?
Lou: Tak, tak, tak. Trzy razy tak. Pani pomysł przechodzi dalej.
Ja: I jak ty z takim poczuciem humoru możesz nie mieć dziewczyny.
Lou: Wcale jej nie potrzebuję. - uśmiechnął się sztucznie, wstał i ruszył przez salon prosto do kuchni.
Poszłam za nim. Po drodze odebrałam SMS'a od Marysi. Chce żebyśmy przyszli na obiad, bo chce coś ogłosić. Weszłam do kuchni i zaczęliśmy z Lou robić śniadanie. Po 15 minutach naszego szaleństwa w kuchni wyczarowaliśmy dość fajne śniadanko. Góra kanapek w końcu sama się nie zrobiła.
Lou: Teraz czas obudzić naszych śpioszków.
Ja: Ja chcę ! ty w ten czas zrób herbatę, kawę czy coś.
Lou: No okey.
Zaczęłam od dołu. Najpierw pokój Hazzy i Bells. Oczywiście zanim otworzyłam drzwi zapukałam. Lekko uchyliłam drzwi.
Ja: Hey, wstawać śpioszki !
Harry: Pięć minut młoda.
Ja: Teraz, już !
Bells: Kotku ona ma rację - przeciągnęła się - wstawaj.
Ja: W kuchni stoi śniadanko, zapraszam.
Bells: Okey, już idziemy.
Potem powoli weszłam do schodów i zapukałam, nikt się nie odzywał więc weszłam do środka. Na łóżku leżeli Ada i Zayn. Tak słodko wyglądali wtuleni w siebie, z uśmiechami na twarzy. Potargałam włosy Ady.
Ja: Proszę wstawać kochani.
Ada: Już, już.
Ja: Ty też Zayn.
Zayn: No ale to łóżko nie chce mnie puścić.
Ja: Pewien jesteś ?
Zayn: Tak.
Przeszłam na stroszę po której spał chłopak. Szarpnęłam za jego ramie, a on po chwili znalazł się na podłodze.
Ja: No patrz ! Jednak puściło.
Chłopak spojrzał na mnie ze złością, ja odwzajemniłam to słodkim uśmiechem.
Ja: Ada a Ciebie łóżko też trzyma ?
Ada: Nie, znaczy tak, ale zaraz mnie puści jak ładnie poproszę.
Skierowałam się do wyjścia. Za plecami słyszałam głos:
Zayn: Jeszcze się odpłacę.
Przeszłam teraz do pokoju Liama. Zapukałam. Po chwili usłyszałam głos:
Liam: Proszę !
Otworzyłam drzwi ze szczerym uśmiechem na twarzy.
Ja: No chociaż ty nie śpisz.
Liam: Przed chwila wstałem - Liam przeczesał ręką włosy.
Ja: Śniadanie czeka na dole. Przyjdź zaraz.
Liam: O! Jak miło, już idę.
Zamknęłam drzwi i otworzyłam następne, bez pukania. W końcu był to też mój pokój. Po cichu wślizgnęłam się do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Niall jeszcze spał opatulony w białą kołdrę. Wyglądał tak słodko. Kiedy przeczesałam ręką jego zmierzwione włosy, uśmiechnął się. "A jednak nie śpi" - pomyślałam.
Ja: Dzień dobry śpioszku !
Niall: Witaj piękna !
Ja: Wstawaj już śniadanko na stole.
Niall: Dobrze, już idę kotku, myślałem że to ja wstanę pierwszy.
Ja: Ta dam ! Niespodzianka. - uśmiechnęłam się. Przyłożyłam swoje usta do jego czoła pozostawiając tam lekki jak piórko pocałunek.
Kiedy zeszłam na dół wszyscy już byli w kuchni.
Ja: Możemy już zacząć jeść, Niall zaraz przyjdzie.

CDN.

czwartek, 13 czerwca 2013

z życia nastolatki 38

Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam biały sufit. Nie przypominał on żadnego sufitu jaki widziałam w domu. Próbowałam podnieść głowę, lecz nie mogłam. A raczej nie chciałam. Kiedy podnosiłam ją chociaż troszeczkę, czułam się jakby ktoś uderzał mnie młotkiem w jej tył. Na ręku poczułam ciepły dotyk. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, nawet nie wiedziałam czy ktoś tu jest oprócz mnie.
Ja: Gdzie ja jestem ?
Niall: W szpitalu.
Rozpoznałam mojego chłopaka po głosie.
Ja: Ale jak to ?
Louis: Skoczyłaś do basenu.
Ja: No wiem, znaczy nie pamiętam jak w nim pływałam i co się działo potem.
Niall: No właśnie.
Ja: No więc co się stało ?
Marek: W basenie nie było wody. Prawdopodobnie będziesz mieć duże problemy z poruszaniem się.
Nie mogłam nic z siebie wydusić. "Czy to koniec ?" - pomyślałam. "Nie to nie może być koniec" - sama sobie odpowiedziałam.
Ada: Ale nie martw się wszystko będzie dobrze.
Ja: Jak na razie wszystko jest dobrze.
Tommy: Na razie ?
Ja: Puki jesteście wy. Ale przecież niedługo odejdziecie, nie będziecie chcieli się ze mną uganiać. Po co wam kaleka psispsióła.
Oskar: Nie jesteś kaleką ....
Spróbowałam podnieść nogę. Udało się. Ręce też bez przeszkód. Ale głowa nadal boli.
Marysia: No widzisz ... możesz podnosić ręce, nogi ... jesteś cała i zdrowa .... musisz odpocząć i wszystko będzie dobrze !
Ja: A "problemy z poruszaniem się" ?
Marek: Po prostu masz posinaczone nogi, opuchniętą kostkę i wszystko ci boli.
***
Po 2 tygodniach wróciłam do domu. Tak cholernie za nim tęskniłam. Za rozłożeniem się na kanapie i wpatrywanie się w telewizor, za wieczornymi pogawędkami, wieczorami horrorów, komedii i romansideł. Za moim azylem. Jedynym miejscem gdzie czułam się normalnie. Gdzie czułam się komuś potrzebna. Gdzie czułam się sobą.
Od razu pobiegłam do mojego ulubionego pomieszczenia - kuchni. Szybko otworzyłam lodówkę wyjęłam paczkę ulubionych kabanosów i colę. Popchnęłam drzwi lodówki, jednocześnie ją zamykając, ominęłam stół, wyszłam białymi drzwiami i znalazłam się w salonie. Na podłodze koło kanapy pozostawiłam prowiant. Prawą ręką włączyłam telewizor, lewą sięgnęłam po pilota, po czym padłam na kanapę i zaczęłam konsumować kabanosa. Po paru chwilach do salonu zajrzał Lou. Kiedy mnie zobaczył parsknął chichotem. Spojrzałam na niego leniwie popijając pepsi.
Lou: Nie przeszkadzało by Ci jeżeli przyjechała by tu moja kuzynka ?
Ja: Nie! A wręcz przeciwnie, było by mi szalenie miło.
Lou: To dobrze... bardzo dobrze. - przeszedł przez salon i przysiadł na oparciu kanapy, nad moją głową, zaczął głaskać moją głowę - Jak się czujesz ?
Ja: Dość dobrze, troszkę plecy bolą.
Lou: Biedaczek ... a może Ci gorący okład przynieść ?
Ja: Nie ma potrzeby, dziękuję.
Lou: I tak ci przyniosę !
Kiedy Lou poszedł po okład, do salonu przybył Niall.
Niall: Jak się czujesz kochanie.
Ja: Kiedy widzę Ciebie to świetnie. - Niall pocałował mnie w czoło - ale strasznie mnie bolą plecy.
Niall: Może gorący okład.
Ja: Niestety Lou cię ubiegł.
Niall: Jak to ?
Ja: Lou jest w kuchni i go przygotowuje.
Przekręciłam się, kładąc się na brzuchu. Po chwili przyszedł Lou, lecz to Niall ułożył mi okład pod bluzką. Natomias Lou starannie okrył mnie kocem. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak opatulona. Zaczęliśmy gadać, że można by polecieć np. do Maiami. Zawsze chciałam zwiedzić tamto miejsce. Podczas rozmowy zasnęłam.
***
Przeciągnęłam się na łóżku i otworzyłam oczy. Było ciemno., Bardzo ciemno. a właściwie to aż czarno. Spojrzałam na prawo i ujrzałam Nialla. Śpiąc był taki słodki i bezbronny. Potem mój wzrok skierował się na lewo. Na szafkę nocną. A właściwie na zegarek na niej stojący. 03:46. Poleżałam 15 minut i już dłużej nie mogłam. Powoli wstałam, sięgnęłam po laptopa i ułożyłam się na wielkiej poduszce w rogu pokoju. Włączyłam komputer, podłączyłam słuchawki i czekałam na ranek.

CDN.

poniedziałek, 27 maja 2013

z życia nastolatki 37

Ja: To wszystko przez rodziców. Kiedy byłam małą dziewczynką mój ojciec brał narkotyki i pił. Pod ich wpływem dostawał ataków wściekłości. Bił nas, zamykał w różnych pomieszczeniach, bez wody, jedzenia, bez niczego. Kiedyś zamknął mnie i mojego brata w spiżarce na dwa tygodnie. Chociaż dobrze, że w spiżarce, bo mieliśmy co jeść. Było bardzo trudno. Tym bardziej mojemu świętej pamięci braciszkowi. Kiedy skończyłam 18 lat wyprowadziłam się z domu, chciałam zabrać go ze sobą, ale moja wyrodna matka mi nie pozwoliła. Aż w końcu kiedy ojciec wpadł w szał a matka go zdenerwowała wywiózł mojego braciszka do lasu, a kiedy po niego wrócił on po prostu nie żył. - nie chciałam w tym momencie nikogo widzieć  oprócz jego. Otoczył mnie swoimi silnymi ramionami, a ja po chwili usnęłam.
*********************

Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Leżący koło mnie Niall wstał szybko i wybiegł z pokoju. Słyszałam każdy jego ruch, ponieważ wszyscy jeszcze spali zmęczeni wczorajszym ogniskiem.
Niall: O hej !
Ada: Cześć, byłam w sklepie i zapomniałam kluczy, a drzwi się zatrzasnęły.
Niall: Okey.
Ada: Dobrze już z nią ?
Niall: Lepiej, o wiele lepiej.
Ada: Mogę do niej iść ?
Niall: No nie wiem...
Ada: Zrobie jej śniadanie, wezmę album ze zdjęciami naszymi, wspólnymi i trochę się rozweselimy. Wiem, że trudno Ci na nią patrzeć kiedy jest taka rozbita. Mi też, ale tak jakby mam wprawę w pocieszaniu jej. Prześpij się, bo wyglądasz jakbyś nie spał od tygodnia.
Niall: No dobra, dziękuję.
Ada: Nie ma za co. To mój obowiązek.
Słyszałam jak Ada krząta się w kuchni. W końcu zapukała do moich drzwi. Przetarłam ręką twarz i cicho powiedziałam:
Ja: Proszę.
Ada: Hej młoda, jak się czujesz ?
Ja: Już lepiej....
Ada: Przyniosłam śniadanko i małą niespodziankę.
Ja: Nie jestem głodna.
Ada: Ale zjedz coś wyglądasz jak siedem nieszczęść.
Ja: Czyli koniec mej drogi już blisko ?
Ada: Nie mów tak. Masz wspaniałe życie.
Ja: Tak, tak. Słyszałam to setki razy.
Ada: A Naill ?
Ja: Co Niall ?
Ada: Kocha Cię, a ty jego.
Ja: Miłość. Może wytłumacz co to znaczy, bo nie wiem.
Ada: Przestań. Widzę jak na niego patrzysz.
Ja: Miłość, miłości nie ma są tylko głupie zauroczenia.
Ada: Co się z Tobą dzieje ? - przysiadła na skraju łóżka.
Ja: Sama nie wiem. Nie panuję nad sobą... - po moim policzku spłynęła łza, po czym kapnęła na dekolt.
Bez słów Ada położyła się koło mnie, wtulając się w cieplutką kołdrę. Z mojej szafki nocnej wyjęła gruby album.
Ada: Zobacz - otworzyła gdzieś na początku albumu - nasze pierwsze wspólne wakacje u mojej cioci w Californii. Pamiętasz?
Ja: No jasne - na moją twarz powrócił uśmiech - szczególnie jak Mickey wypadł przez okno w naszym domku na drzewie ?
Ada: No jasne ! A jak do niosłyśmy do domu na deskach ?
Ja: Haha, tak. A jak piekłyśmy mu tort jak miał ze szpitala wyjść ? Co on wtedy złamał ?
Ada: Pamiętam. Mickey złamał lewy obojczyk i palca.
Ja: Tak... Ach... wspomnienia....
Ada przewróciła album raczej ku końcowi, moim oczom ukazało się zdjęcie z moim bratem, Adą i Markiem... Wtedy kiedy byliśmy na wycieczce.
Ada: To też pamiętasz...
Ja: Jakby to było wczoraj...
Ada pogłaskała mnie po głowie, a ja odwróciłam się do niej plecami i zasnęłam.

Obudziłam się po jakiś dwóch godzinach. "Hm... 14, pora obiadu" pomyslałam zerkając na zegarek. Wstała zgarnęłam z jednej z półek szare dresy i przyduży t-shirt. Włosy związałam w niedbałego koka i wyszłam na hall. Zacisnęłam powieki kiedy spojrzałam w okno. Oczy strasznie mnie szczypały, od płaczu i za pewne od tego, że przez tak długi czas byłam w ciemnym pomieszczeniu. Stałam tak chwilę puki oczy się nie przyzwyczaiły. Zeszłam na dół. W salonie nikogo nie było, czyli musieli jeść już obiad w kuchni lub na tarasie. Spojrzałam przez okno na ogród. Cała gromada siedziała przy wielkim stole na zewnątrz. Podeszłam do szklanych drzwi w salonie i lekko je uchyliłam. Od razu otuliło mnie świeże powietrze. Powolnym krokiem zbliżałam się do stołu. Nastała niezręczna cisza. Wszyscy wlepiali we mnie swój zdumiony wzrok. Wyglądali jakby zobaczyli zombie. W sumie to za pewne tak wyglądałam. Podkrążone oczy, zmarnowana twarz, usta wyschnięte. Miałam poobgryzane paznokcie aż do krwi. Wtedy przypomniałam sobie, że nie obgryzałam paznokci od jakiś 15 lat. Zajęłam wolne miejsce obok Nialla. Po chwili przede mną znalazł się talerz pełen jedzenia. Nie byłam głodna, więc wzięłam w dłoń szklankę z sokiem. Sok o mało co nie wylądował na ziemi. Ręce trzęsły mi się, tak bardzo jak jeszcze nigdy. Po tym jak odstawiłam pustą szklankę, odeszłam od stołu i ruszyłam w stronę basenu. Po drodze zdjęłam swoje ubranie pozostając w samej bieliźnie. Zaczęłam biec, po czym wskoczyłam do basenu.

CDN.

czwartek, 16 maja 2013

z życia nastolatki 36

Z Adą postanowiłyśmy iść do kuchni po kiełbaski i pianki, by upiec wszystko na ognisku. Widziałam jak Niall bawi się przy ognisku, aż nagle odskoczył i zawył, po czym siarczyście przeklnął. Zaczął skakać trzymając się za prawą dłoń. Podbiegłam do niego i łapiąc go za ramię spokojnym, lecz głośnym głosem powiedziałam:
Ja: Niall, co się stało ?
Niall: Oparzyłem się, cholera boli. - wrzeszczał jak opętany. 
Złapałam go za lewe ramię i biegnąc ciągnęłam za sobą w stronę domu. Wpadliśmy do salonu, drzwiami od tarasu, szybkim krokiem przemierzyłam pokój po czym nogą popchnęłam kuchenne drzwi. Nadal ciągnąc blondyna wsadziłam jego rękę pod klan odkręcając zimną wodę. Chciał odciągnąć rękę, ale ją zatrzymałam. Kiedy zakręciłam niebieski kurek delikatnie, ale zwinnie osuszyłam dłoń Niall'a ręcznikiem. Zwinnie z szafki wyjęłam bandaż, maść i kawałek gazy. Spojrzałam w niebieskie oczy mojego ukochanego, były pełne bólu, widziałam, że cisnęły się do nich łzy. Powoli wycisnęłam z tubki trochę przezroczystego żelu. Dwoma palcami zaczęłam delikatnie wsmarowywać żel w poranione miejsce. Potem przyłożyłam na nie kawałek białej, nieskazitelnej gazy, a bandażem owinęłam dłoń. Tata mnie tego nauczył kiedy byłam mała. Łzy cisnęły mi się na samą myśl o nim, kiedy przypominałam sobie ten jego uśmiech, ale po chwili jego miejsce zastępował rozzłoszczony tatuś bijący mnie, i mojego, teraz już świętej pamięci, brata, zamykający nasz w składziku, czy bijący naszą mamę. W końcu kiedy ja ukończyłam upragnione 18 lat, jakieś dwa lata temu, ruszyłam z domu w świat. Niestety moja matka nie dała mi zabrać ze sobą brata. A kiedy dowiedziałam się że mój mały, ukochany braciszek odszedł z tego świata wpadłam w istną histerię. Mój "ukochany tatulek" wywiózł go do lasy i zostawił w grudniowy wieczór. Kiedy przyjechał dwa dni później znalazł Dan'a, ale już martwego. Z zamyśleń wyrwał mnie Niall.
Niall: Hej, wszystko dobrze, kochanie ?
Ja: Tak. - odpowiedziałam ocierając łzę. - A w sumie to jednak nie. Nic nie jest dobrze, i nigdy nie było puki nie poznałam Ciebie.
Niall: Nie płacz.
Ja: Nie umiem, nie panuję nad tym. 
Niall: Spróbuj.
Zaczęłam ocierać łzy. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Do kuchni stopniowo zaczęły napływać pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. Oczami podążyłam do ich źródła. W drzwiach ukazał się wysoki blondyn. Po chwili rozpoznałam jego twarz. Nie chciałam by widział mnie w takim stanie. Schowałam twarz w dłoniach, plecami opierając się o zimne drzwi lodówki. Słyszałam jak podbiegł. Jedną rękę położył na moim ramieniu, drugą powoli odciągnął ręce od twarzy. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Widziałam jak jego niebieskie tęczówki wpatrują się w moją twarz, kątem oka widziałam jak Niall patrzy na niego ze złością. 
Marek: Co się stało ?
Ja: Nic.
Marek: Przecież widzę. Nie oszukasz mnie. Mów co się stało, mnie możesz zaufać.
Ja: Przeszłość. - wyduszenie tego jednego słowa było bardzo trudne, szczególnie z tą gulą w gardle narastającą z każdą sekundą. 
Marek: Przypomniałaś sobie ojca ? - powiedział, jego troska w głosie była muzyką dla moich uszu. 
Ja: Ta - ak. - powiedziałam przerywając, dobrze wiedział, że nie byłam w stanie nic więcej wydusić. On objął mnie swoimi ramionami. Zawsze ciepłymi. Poczułam się jak kiedyś, kiedy byliśmy parą, ale nie żałowałam, że z nami koniec. Po mojej twarzy pływały łzy, tą samą słoną ścieżką. 
Marek: Obiecałaś mi kiedyś, że więcej nie będziesz o nim myśleć. Myślałem, że tego nie zrobisz, bo wiem, że nigdy nie rzucasz słów na wiatr.
Ja: Do głowy wkradł mi się Dan, a za Dan'em on. - wydukałam. 
Słyszałam jak Marek szepnął do Nialla:
Marek: <szeptem> Weź ją teraz na ręcę, zanieś na górę. Połóż na łóżku i albo koło niej się połóż, albo siedź przy niej trzymając ją za rękę. To zawsze ją uspokajało, a gdy już przestanie płakać, pobaw się trochę jej włosami oplatając je sobie wokół palcy, to zawsze ją odprężą.
Niall: wiem - warknął, ale byłam pewna, że nie wiedział. 
Marek powoli mnie puścił. Niall podszedł bliżej, złapał mnie pod kolana i plecy. Zanim się zorientowałam moje stopy oderwały się od ziemi. Półgłosem powiedziałam do Marka:
Ja: Powiedz, że się źle poczułam i już raczej nie przyjdę. A! I nie zapomnij powiedzieć, żeby nie przychodzili do mnie i się nie martwili. 
Marek: Dobrze, nie ma sprawy. Dla Ciebie wszystko. - obdarzył mnie szczerym uśmiechem. 
Niall zaniósł mnie na górę i powoli ułożył mnie na łóżko. Lekko nakrył ciepłą kołdrą. Ułożył się koło mnie, złapał za rękę i ciepłym głosem rzucił:
Niall: Dlaczego płaczesz ? Jeśli nie chcesz nie mów, ale będzie mi przykro jeśli tego nie zrobisz. - obdarował mój słony policzek lekkim jak piórko całusem. Ja krzywo się uśmiechnęłam i zaczęłam...


CDN.

wtorek, 14 maja 2013

z życia nastolatki 35

Rano siedziałam na tarasie bawiąc się z Megan i Paulem. Dzieciaki były przesłodkie. Sama chciałam mieć swoją gromadkę, ale jeszcze nie czas. Natalia z Tommym jeszcze spali w moim pokoju na piętrze. Kiedy karmiłam Meg na taras przyszła Bells. 
Bells: Urocze dzieciaki. - powiedziała i usiadła koło mnie.
Ja: Też tak sądzę. Dobrze się spało ?
Bells: Znakomicie. Harry jeszcze śpi. 
Ja: Domyślam się, od zawsze był śpiochem. A nie zgniótł Cię w nocy ?
Bells: Nie, a dlaczego pytasz ? - wpatrywała się we mnie swoimi szarymi oczami o dziwnie długich rzęsach.
Ja: Tak jakoś, kiedyś z nim spałam to najpierw mnie gniótł a potem za karę zepchnęłam go z łóżka. 
Bells: Hm.. ciekawe. - zaśmiała się.
Ja: Może napijesz się kawy, gorącej czekolady, albo kakao ?
Bells: Gorącą czekoladę.
- z piankami i bitą śmietaną na wierzchu. - powiedziałyśmy jednocześnie.
Wstałyśmy i udałyśmy się do kuchni. 
Ja: Możesz się nimi zająć ? - spytałam Bells podjeżdżając bliżej niej wózkiem z dziećmi. 
Bells: No jasne !
Kiedy Bells bawiła się z Paulem, Meg zasnęła. W tym czasie zajęłam się robieniem czekolady. 
Po paru chwilach zanurzyłyśmy swe usta w gorącej, brązowej cieczy. 
Ja: A właściwie to jak poznałaś Harrego ?
Bells: Wylał kiedyś na mnie swoją kawę na ulicy, potem odprowadził mnie do domu. Zaprosiłam go do środka. Chciał nawet wyprać mi tą bluzkę, ale zabroniłam mu czegokolwiek dotykać. Potem zadzwonił do niego Louis pilnie go wzywając. Wyszedł bez słowa, ale zostawił małą różową karteczkę z numerem telefonu. To było dziwne, ale nie mogłam wytrzymać dwóch dni, aby nie zadzwonić. Zaczęliśmy się później spotykać. No a później przyprowadził mnie tutaj. Wczorajszy wieczór był bardzo wesoły.
Ja: Szczególnie kiedy Harry wylał na siebie pół butelki czerwonego wina.
Bells: Dokładnie - przyznała - uwielbiam jak się denerwuje.
Ja: No, robi taką słodką minę.
Do kuchni wszedł Harry.
Harry: O czym rozmawiacie ?
Ja: O Tobie.
Harry: O, słodko. - pocałował Bells w policzek na przywitanie, a mnie przytulił. - nie gniewasz się Bells, że przytuliłem Nouisę ?
Bells: Nie, a dlaczego pytasz ?
Harry: Bo często jesteś o mnie cholernie zazdrosna.
Ja: Nie dziwie się jej.
Do kuchni wszedł Louis.
Louis: Hej, a wy już nie śpicie ?
Bells: No jak widać nie. - uśmiechnęła się. - jak się spało ?
Louis: Dobrze. A co wy tu dzieci niańczycie ? -podszedł do wózka i wziął Meg na ręce.
Ja: Lou, ale ty słodko wyglądasz z dzieckiem na rękach.
Louis: Dzięki, a bez to już nie, co ?
Ja: Jak nie, jak tak. - Wstałam i cmoknęłam go w policzek. 
W tym momencie do kuchni wszedł Niall, widział jak całowałam Lou.
Niall: Co to ma znaczyć ?!
Ja: No bo Louis twierdzi że bez dziecka nie wygląda słodko. 
Niall: Ale chyba nie jest słodszy ode mnie - ręką przeczesał blond włosy i zrobił uwodzicielską minę - hę ?
Ja: Nie ma nikogo słodszego na całym świecie. 
Zaczęliśmy się całować. Pierwsze co Niall zrobił po zetknięciu się naszych ust to wpakował mi język do buzi. Pocałunek trwał bardzo długo. Na plecach czułam ostre spojrzenia Lou. Kiedy skończyliśmy wróciłam do picia czekolady jakby nigdy nic. Do kuchni weszli Ada i Zayn.
Zayn: Witajcie !
Harry: Cześć, a czy mogli byście w nocy tak nie hałasować ?
Ze śmiechu wyplułam na pół stołu czekoladę którą miałam w buzi, oblewając przy tym moją ukochaną piżamę. Ada zaczerwieniona podała mi ścierkę. Wycierając stół rzuciłam:
Ja: No Harry, ty to masz wyczucie !
Harry: No co ? Przez nich nie mogłem spać.
Louis: To trzeba było robić to co oni.
Harry: Lou !! - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Ja: No co Lou dobrze mówi, prawda Bells ?
Bells: Zostawię to bez komentarza.
Zayn: Harry, kto tego posmakuje nie może przestać.
Ada: Zayn, zamknij się lepiej bo zaraz posmakujesz mojej ręki.
Zayn: No dobra, dobra już siedzę cicho.
Do kuchni weszli Natalia z Tommym.
Ja: Już wstałeś braciszku ?
Tommy: Tak, już wstaliśmy.
Natalia: O dzięki, że zajęliście się moimi maluszkami. 
Bells: Nie ma za co.
Ja: Są takie potulne, więc nie robią problemów, a w sumie to chciała bym taką gromadkę. 
Tommy: No to już wiesz chyba co robić Niall ?
Ja: Tommy !
Tommy: No co ? 
Ja: Ty już dobrze wiesz co !
Natalia: To my się już chyba zbieramy.
Ja: Nie ! Zostańcie na obiedzie....
Tommy: No dobra. 
Ja: Bells, Ada i Natalia zbierać się, idziemy na zakupy, a wy w tym czasie chłopcy rozpalicie ognisko w ogrodzie i nalejecie wodę do basenu. 

Po długich męczących zakupach wróciłyśmy do domu. Rzuciłyśmy torby do salonu i poszłyśmy do ogrodu. Zasiadłyśmy na huśtawce powoli się kołysząc oglądałyśmy jak chłopcy nieudolnie rozpalają ognisko. Po niecałej godzinie wreszcie się udało.

CDN.

czwartek, 9 maja 2013

z życia nastolatki 34

Resztę dnia biegałam po domu rozbawiona. Po prostu byłam szczęśliwa. Wszyscy cieszyli się razem ze mną. Kiedy chłopcy opowiadali mi jak ma wyglądać moja praca. Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi.
Ja: Ja otworze ! - krzyknęłam i skoczyłam w stronę drzwi.
W drzwiach ukazał się Marek. Wpuściłam go do środka. Zaczęliśmy gadać, wszyscy razem.
Marek: A wiecie, że Natalia urodziła ?
Ja: Na prawdę ? 
Marek: No tak !
Ja: Zadzwonię do niej, niech przyjdzie na kolację.
Zaprosiłam Marka do środka, po czym poszłam do kuchni wykonać telefon.
Wybrałam numer Natalii.
Natalia: Halo ?
Ja: Hej, słyszałam że już urodziłaś.
Natalka: No tak.
Ja: Chłopczyk, czy dziewczynka ?
Natalka: Chłopczyk.... i dziewczynka !
Ja: Aż dwójka ?! Wow.
Natalka: Wiem, sama jestem zaskoczona.
Ja: A może przyszła byś z dziećmi i Tommym na kolację ?
Natalka: No dobrze, a o której ?
Ja: Koło 18 ?
Natalka: No dobrze.
Ja: Okey, to czekam.
Kiedy weszłam do pokoju Marek ogłaszał wszystkim, że Natalka urodziła. Wtedy przypomniała mi się rozmowa z Tommym. Miałam nadzieję, że jej nie zostawi. Może zakocha się w niej od nowa. Zdarza się prawda ?
Po południu z Adą poszłam na zakupy.
Ada: Ciekawe jak się czuje Natalka...
Ja: Dowiesz się na kolacji, przyjdzie z Tommym i dzieciakami.
Ada: Fajnie !
Kiedy wróciłyśmy ze sklepu zaczęłyśmy szykować kolację. Postanowiłyśmy upiec ziemniaki i kurczaka z warzywami.
Ja: Mam nadzieję, że nam się uda ! - krzyknęłam kiedy włożyłyśmy kurczaka do piekarnika. Schowałyśmy nasze fartuszki do szafek i pobiegłyśmy na górę się przebrać.
Ja założyłam czarne leginsy, fioletową koszulkę na ramiączka z napisem "hug me". Ada założyła zwiewną pastelowo miętową sukienkę i buty na szpilkach. A właśnie ! Zapomniałam założyć butów. A w sumie, dziś będę na bosaka. Kiedy weszłam do kuchni Niall wlewał sok do dzbanka. Kiedy mnie zobaczył przeczytał na głos napis na mojej koszulce potem rzucił
Niall: No dobra !
I mocno, z całych sił, ale nadal lekko i ciepło przytulił. Znów poczułam się pozornie szczęśliwa.
Kiedy puścił objęcia rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Wszyscy rzuciliśmy się do drzwi. Otworzyła Ada. Wtedy naszym oczom ukazała się objęta pata z wózkiem w ręku. Oby dwoje byli uśmiechnięci, tak szczerze. W oczach Tommiego widziałam szczęście i dumę. Na ich widok sama się uśmiechnęłam. Weszli do środka. W wózku siedziały dwa małe bobasy. Były przesłodkie. Chłopczyk miał wielkie niebieskie oczy. Dziewczynka brązowe. Ich buźki były roześmiane.
Ada z chłopcami zajęli się gośćmi a ja poszłam po kolację.

Po posiłku zaczęliśmy gadać.
Natalka: No to chyba czas najwyższy zdradzić imiona naszych bobasów !
Harry: No jasne !
Tommy: Więc dziewczynka to Meg.
Natalia: A chłopczyk to Paul.
Ja: Ooo... słodko.
*dzwonek do drzwi*
Ada: Kto to ?
Liam: Spodziewamy się kogoś ?
Harry: W pewnym sensie...
Louis: To znaczy ?
Harry: Zaczekajcie - Hazza poszedł otworzyć drzwi. Po chwili do naszego salonu weszła wysoka dziewczyna. Była brunetką. Miała nieziemską figurę. Miała brązowe oczy.- To moja dziewczyna.
Dziewczyna: Hej, jestem Bells. Miło was poznać. - dziewczyna uśmiechnęła się słodko - Harry dużo o was opowiadał.
Ja: Hej - wstałam - jestem Nouisa, miło mi Cię poznać, lecz Harry nam nic o Tobie nie wspominał.
Bells: Również miło mi Cię poznać. O tobie, czyli Nouisie opowiadał najwięcej.
Ja: Na serio ? - patrzyłam na Harrego z uśmieszkiem. - Wię tak! - wskazałam na Nialla- To Niall, mój chłopak, tam siedzi Ada, moja przyjaciółka, obok niej jej chłopak Zayn, tam przyjaciel Hazzy Lou, koło niego Liam, a ta śliczna panienka to Natalia, koło niej jej chłopak Tommy a tam ich dzieci, Paul i Meg.
Bells: Jakie słodkie bobaski !
Ja: Też tak uważam, usiądźmy.
Zasiedliśmy do stołu. Bells usiadła obok Hazzy. Pasowali do siebie znakomicie. Pomyślałam, że teraz Liam i Lou powinni sobie znaleźć dziewczyny. Ale czas pokaże co będzie z tego związku.

CDN.

czwartek, 25 kwietnia 2013

z życia nastolatki 33

Do oglądania przyłączyli się Lou, Zayn i Ada. Po filmie zjedliśmy jeszcze jedną pizzę i postanowiliśmy iść się gdzieś zabawić. Wybraliśmy pobliski klub. Byłam ubrana w krótką, kremową sukienkę i czarne szpilki. Ada miała na sobie fioletową sukienkę i złote balerinki. Obie wyglądałyśmy świetnie. Nasi chłopcy ubrani byli w t-shirty z nadrukami i kolorowe spodnie. W drodze do klubu rozmawiałam z Adą szeptem.
Ada: Nie sądzisz, że Lou powinien mieć dziewczynę ?
Ja: No niby tak... Masz jakąś na oku ?
Ada: Nie, ale warto było by się rozejrzeć.
Ja: Hm... może zorganizujemy mu randkę w ciemno ?
Ada: Okey. Każda z nas zbiera po 3 dziewczyny.
Ja: Więc razem będzie 6. No, no ma z czego wybierać !
Ada: Jeżeli jakąkolwiek wybierze.
Ja: No na pewno, a jeśli nie to coś wymyślimy.
Ada: No raczej nie inaczej !
Z klubu wyszliśmy o 4 nad ranem. Lou opił się z nas najbardziej. Ledwo utrzymywał się na nogach. Wszystkie pieniądze, które przy sobie mieliśmy wydaliśmy na zabawę. Szukając jakiś drobniaków wygrzebałam z torby telefon. Wtedy mnie olśniło. Zadzwoniłam do Liama by po nas przyjechał.
Ja: Hej Liam !
Liam: Hej! - powiedział zaspanym głosem- jest 3 nad ranem. Czego chcesz ?
Ja: Byś po nas przyjechał.
Liam: Teraz ?!
Ja: Tak.
Liam: A gdzie jesteście.
Ja: W klubie "różowa świnka" na Golden Street.
Liam: Za chwilkę będę.
Po paru minutach przed klubem zatrzymał się czarny Yeep. To był Liam. Chłopcy i Ada usiedli na kanapie z tyłu, natomiast ja zajęłam miejsce przy kierowcy.
Ja: Sory, że Cię obudziliśmy, ale nie mieliśmy kasy na taxi.
Liam: Rozumiem zdarza się.

Obudziłam się o 13 w swoim łóżku. Sama. Rozejrzałam się po pokoju. Na podłodze spał Niall. Był kompletnie goły. Spojrzałam na siebie. Byłam ubrana tak jak w klubie. Miałam na sobie jeszcze nawet szpilki. Odetchnęłam z ulgą. Nie wstając z łózka zdjęłam buty i rzuciłam je w kąt. Usiadłam na łóżku. Patrzyłam się w ścianę. Po paru chwilach wstałam z łóżka, okryłam Nialla i zaczęłam go budzić.
Ja: Niall wstawaj...
Niall: Nie.
Ja: Chodź, zrobie Ci śniadanie...
Niall: No ok, już idę.

Po południu siedziałam w salonie czytając książkę. Byłam sama w domu, bynajmniej tak mi się wydawało.
Niall: Czy my coś w nocy ?
Ja: Aaaa! Nie strasz mnie !
Niall: Przepraszam.
Ja: Niall.. pytałeś czy w nocy...
Niall: ....
Ja: Nie! Obudziłam się ubrana od stóp do głów.
Niall: Boli mnie głowa.
Ja: Nie dziwie się. - rzuciłam w jego stronę małe pudełko.- trzymaj!
Niall: Co to ?
Ja: Tabletki przeciw bólowe.
Niall: Ha, ha. Dzięki kotku.

Wieczorem przygotowywałam kolację z Adą.
Ja: Ada... wakacje się kończą, nie uważasz, że powinnyśmy złożyć papiery na jakąś uczelnie czy coś ?
Ada: No wiem.. myślałam o tym. Ja będę chodzić do szkoły muzycznej.. ale dla Ciebie też coś mam...
Ja: No dawaj ! Oświeć mnie !
Ada: W szkole imienia st. Jery'ego możesz wyszkolić się na menadżera, wiem, że podoba Ci się taka praca. A poza tym pracę masz już załatwioną.
Ja: Jak to załatwioną... ?
Ada: Tu.. będziesz menadżerką One Direction! Gadałam z chłopakami, zgodzili się !
Ja: Dzięki, dzięki, dzięki !

CDN,

środa, 17 kwietnia 2013

z życia nastolatki 32

*3 tygodnie później*
Zeszłam wraz z Niallem na dół.
Ja: Ada! Dziś Lou wychodzi ze szpitala, jadę po niego z Niallerem. Jedziesz z nami ?
Ada: No jasne !
Po paru chwilach byliśmy w samochodzie. Usiadłam wraz z Adą z tyłu. Droga była prosta; parę razy skręcić w lewo i jest się na miejscu. Szybciutko wyszłyśmy z Adą z auta i zaczęłyśmy biec w stronę szpitala. Wpadłyśmy na oddział. Bez problemu znalazłyśmy salę 69. Nie pukając otworzyłyśmy drzwi. Louis siedział na łóżku, kiedy weszłyśmy właśnie zdejmował t-shirt. Jego tors był opalony. Łatwo zauważyć można było jego mięśnie.
Ja: No, no!
Ada: Pozazdrościć !
Louis włożył drugi t-shirt.
Louis: Czy przypadkiem najpierw się nie puka ?
Ja: Wybacz ....
Louis: Tobie, zawsze.
Wtedy do sali wszedł Niall.
Niall: Gotowy ?
Louis: No jasne !
Po 20 minutach weszliśmy do domu. Dopiero wtedy Louis zauważył:
Louis: Nie masz już gipsu ?
Ja: Haha, nie. Dopiero teraz zauważyłeś ?
Louis: No wiesz, nie jestem najlepszy w te klocki.

Jak co wieczór, ostatnimi czasy, miałam wyjść na spacer z psem sąsiadki. Louis zaoferował, że pójdzie ze mną. W sumie nie miałam nic przeciwko. Zarzuciłam na plecy szarą bluzę i wraz z Lou ruszyliśmy po psa.
Wędrowaliśmy pomiędzy domami kiedy Lou zaczął.
Lou: Jestem twoim przyjacielem tak ?
Ja: Tak. - potwierdziłam.
Lou: A Niall to twój chłopak ?
Ja: Tak. - zastanawiało mnie dlaczego o to pytał.
Lou: A kim są dla Ciebie Harry, Liam i Zayn ?
Ja: Też przyjaciółmi, też częścią mojego życia. Ale dlaczego o to wszystko pytasz?
Lou: Po prostu. To tak samo z siebie.
Ja: Okey.
zapadła 10 minutowa cisza. 10 minutowa, bo po tym czasie Lou znów zaczął.
Lou: A Oskar ?
Ja: Co Oskar ?
Lou: Kim on dla Ciebie jest ?
Ja: Na pewno jest najlepszym kolegom. Ale przyjacielem raczej nie, lecz nie dużo mu brakuje.
Lou: A Marysia ?
Ja: Przyjaciółka ! I przestań o to wszystko pytać. Przecież wiesz kto kim dla mnie jest. Przecież wszystko Ci mówię. - skręciłam w boczną uliczkę, wiedziałam, że Louis za mną nie idzie, więc się nie odwracałam.
Kiedy oddałam psa sąsiadce wróciłam do domu. Bez słowa poszłam na górę.
Leżałam na łóżku. Rysowałam jakieś bazgroły. Kiedy kończyłam moją żyrafę ktoś zapukał do drzwi.
Ja: Nie mam czasu ! - burknęłam.
Harry: Ej! To ja, Harry. Mogę wejść ? Proszę.
Wstałam z łóżka i wpuściłam go do pokoju.
Ja: Coś chcesz konkretnego, czy będziesz ględził jak Louis ?
Harry: Nikogo nie ma w domu, wszyscy poszli na jakiś film, a Niall śpi u mnie w pokoju. Chodź na dół.
Ja: Okey.
Zeszliśmy na dół. Rzuciłam się na kanapę i spytałam:
Ja: Co tam ?
Harry: U mnie dobrze, ale u Ciebie chyba nie wszystko w porządku. Co ?
Ja: Wszystko dobrze. - Harry podszedł do mnie i usiadł na kanapie.
Harry: Mi możesz powiedzieć.
Opowiedziałam mu wszystko. Kiedy skończyłam do salonu zszedł zaspany Niall. Wygladał przesłodko.
Ja: Hej kotku ! Wyspałeś się ?
Niall: Nie do końca ... - zrobiłam pytającą minę - wolę spać z tobą niż z gaciami Harrego. -teraz zwrócił się do Hazzy- mógłbyś tam trochę sprzątnąć.
Harry: Dobrze, postaram się.
Ja: Niall może pójdziemy dziś do kina ?
Niall: A może zamówię pizze i obejrzymy coś w domu ?
Ja: Okey, ale jest jeden warunek.
Niall: Jaki ?
Ja: Harry ogląda z nami.
Niall: Haha okey.

CDN.