Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie. Wspaniale !
- Hej wszystkim - obdarzyłam przyjaciół uśmiechem.
- Jak się spało ? - o dziwo zapytał Niall.
- A dziękuję, dobrze.
- Siadaj ! - Ada poklepała miejsce obok siebie.
- Co w na to by zrobić jakieś ognisko, na pożegnanie wakacji ? - rzucił Liam kręcąc się w miejscu, z podekscytowania.
- Tak ! - krzyknął Zayn - zaprosimy Lou i Harrego. Dawno ich nie widzieliśmy.
- Z tego co wiem to i tak mieli po jutrze wracać, więc wrócą parę dni wcześniej. - zaśmiał się Marek, który właśnie wszedł do salonu.
- Zadzwonię do nich. - zaoferowałam - o której mają być.
- O której chcą, ognisko zaczniemy koło osiemnastej. - rzucił brązowooki.
Poszłam do kuchni. Zaczęłam zaparzać kawę. W między czasie zadzwoniłam do chłopaków. Uznali ognisko za świetny pomysł. W sumie podzielałam ich zdanie.
***
Popijałam gorącą kawę z mlekiem, siedząc na balkonie.
Towarzyszyła mi cisza. Kojąca cisza. Lubiłam ciszę.
Przerwały ją trzy głośne puknięcia. Odwróciłam się w stronę z której dobiegały. W progi stał Marek ze swoim kubkiem.
- Hej, mogę się przysiąść ? - zapytał, przygryzając wargę.
- Jasne, siadaj. Co tam ? - rzuciłam zatapiając usta w boskiej cieczy.
- A nic się nie zmieniło. Nadal beznadziejnie. - wysilił się na uśmiech.
- Nie smuć się. To po pierwsze, a po drugie co się stało ? - obróciłam się w jego stronę.
- Rozmawiałem z mamą. Powiedziała, że jest chora. - wzrok topił gdzieś w dali. Jego twarz, czy a nawet głos przepełnione były smutkiem.
- Nie martw się, wyzdrowieje. - uśmiechnęłam się i potarłam jego ramię.
- Nie tym razem. - pozwolił by łza spłynęła po jego policzku.
- Jak to ? ... - obawiałam się najgorszego.
- Pamiętasz jak ledwo uszła z życiem ?
- Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina.
- Choroba powróciła, lekarze dają jej góra trzy miesiące. Jutro do niej lecę. Mam samolot o siódmej.
- Lece z Tobą.
- Nie, zostań tu. Nie chcę byś się wyrywała z tego życia. Jest raczej lepsze niż to z którym skończyłaś.
- Tak jest. Ale Twoją mamę, traktuję jak swoją. I lecę z Tobą. Koniec gadania ! Zrozumiano ?
W odpowiedzi blondyn się do mnie przytulił. Ach... tak jak kiedyś.
- Więc dziś oprócz pożegnania wakacji, pożegnają nas. - zaśmiał się, a ja wraz z nim.
***
O osiemnastej przybyli Haz i Lou. Przywitałam się jako pierwsza, byli dla mnie jak bracia.
Kiedy wraz z Markiem oznajmiliśmy na ognisku nasz zamiar wszyscy zamilkli. Nie wiedzieli jak się zachować. Wszyscy chcieli byśmy zostali, a z drugiej strony bardzo chcieli byśmy jechali.
Kiedy ognisko już przygasało zaczęliśmy wspominać jak to było. Od samego początku, aż do teraz. Następnie wszyscy się pożegnaliśmy i rozeszliśmy do swoich pokoi.
*rano*
Wstałam bardzo wcześnie. Sama dziwiłam się, że tak potrafię. Spakowałam do torby ostatnie potrzebne rzeczy, złapałam za walizkę i zeszłam na dół. Obracałam w palcach drzwi od mojego pokoju. Powinnam go tu gdzieś zostawić. Ale gdzie ? Poszłam do pokoju Harrego. Zapukałam. W odpowiedzi usłyszałam krótkie "proszę". Kiedy Haz mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Już idę się z wami pożegnać. - rzucił.
- Nie o to chodzi, mam do Ciebie sprawę, a właściwie to dwie.
- Jestem do twojej dyspozycji. - zrobił krok w moją stronę.
- Pierwsza sprawa to chcę byś opiekował się moim kluczem od pokoju. Możesz tam czasem zajrzeć, otworzyć okno, coś pożyczyć, czy nawet po prostu posiedzieć.
- Okey, a druga sprawa ?
- Wiem, że Lou ostatnimi czasy ma się nie najlepiej. Mógłbyś się nim opiekować. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale mam nadzieję, że rozumiesz.
- Jasne. Dla Ciebie wszystko.
Rozłożyła ramiona i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego tors po raz ostatni przed wyjazdem. Cmoknął mnie w czubek głowy, z racji tego że był wyższy, nie sprawiało mu to kłopotu.
- Chodźmy na dół.
***
Dwie godziny później była już w drodze do rodzinnego miasta. Dziwnie mi tam wracać. W prawdzie nikt na mnie nie czeka.
CDN.
z życia nastolatki
czwartek, 26 września 2013
piątek, 13 września 2013
z życia nastolatki 54
- Lou o której ma Stan przyjechać ? - spytałam przecierając mokre ręce ciemnym ręcznikiem.
- Koło 18, a co ?
- Jest w pół do ósmej.
- Co ?!
Zaczęłam się śmiać.
- Harry jedziemy ! - krzyknęłam na bawiącego się na brzegu jak dziecko Harrego.
- Ale jeszcze nie skończyłem budować. - krzyknął oburzony unosząc w ręku garstkę piachu.
- Ale Stan przyjedzie, lub już na nas czeka.
Harry wstał kopnął w górę piachu i zaczął się ubierać.
Kiedy zajechaliśmy pod dom zauważyliśmy Stana opierającego się plecami o swojego czarnego Jeep'a. Kiedy wysiadłam uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam ku drzwiom by je otworzyć.
Słyszałam urywek rozmowy:
Louis: A gdzie jest ten Twój kolega ?
Stan: Żaden kolego, to Niall. Chciał pogadać z Nou. Ale na nie chciała się spotkać, więc poprosił mnie o pomoc.
Harry: Więc gdzie on jest ?
Stan: Za 20 minut będzie.
Louis: To się źle skończy.
"Super, ale ja się stąd zmywam".
-Louis, mógłbyś mnie zawieść do cioci ? - spytałam podchodząc.
- Nie ! - krzyknął Stan, a ja udałam zdziwioną-Zostań na ognisko, czy grilla.
- Przepraszam nie mam ochoty.
- A gdybym zawiózł Cię za godzinę gdzie Tylko chcesz ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ na podjazd wjechał dobrze mi znany samochód.
- Niall... - szepnęłam - fuck..
Kątem oka widziałam jak Stan ciągnie chłopaków w stronę domu.
Kiedy blondyn wysiadł z samochodu obróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam.
- Po co tu przyjechałeś ? - zaczęłam ostro i konkretnie.
- To Ciebie nie miało tu być, Stan mnie zaprosił.
- Nie kłam.
- Nie kłamię...
- Słyszałam Stan'a... Powiedziałam Ci, że nie chcę z Tobą rozmawiać.
- Nie możesz choć raz ?
- No dobra... dawaj.
- Zapytam wprost... wrócisz do mnie ?
- Chyba śnisz ! - zaśmiałam się.
- Ale..
- Przepraszam, że nie jestem łatwa.
- Nie myślałem..
- Nie interesuje mnie to !
Wyminęłam go i zaczęłam iść w stronę lasu. Nie oglądałam się. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon. Niall. Nacisnęłam "rozłącz". Potem dzwonili Stan, Harry i jakieś 500 razy Lou. Zadzwoniłam do Marka.
- Halo.
- Hej nie przeszkadzam ?
- Nie no co Ty !
- Masz czas, teraz ?
- Tak, siedzę i oglądam telewizję. A coś się stało ?
- Właściwie...mógłbyś po mnie przyjechać ?
- Jasne ! Tylko powiedz gdzie.
- Na tą stację kolejową... 70 km od naszego miasteczka.
- To gdzie Ty wywędrowałaś... Bynajmniej, będę jak najszybciej się da.
- Dobra, czekam.
***
Minęła prawie godzina, a jego nie ma.
Siedziałam na ławce i już miałam dzwonić do niego, kiedy zza zakrętu wyłoniła się blond grzywa.
- Dziękuję. - cmoknęłam go w policzek.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - To co się stało ? Jeśli nie chcesz nie mów. - upojrzał się na mnie, badając moją twarz swoimi niebieskimi oczkami.
Opowiedziałam całą sytuację. A on tylko mnie przytulił i zapytał:
- Może pojedziemy coś zjeść ?
- Chętnie.
- A co powiesz , żebyśmy kupili coś w sklepie i poszli nad jakieś jeziorko ?
- Hm.. pomyślmy...No jasne ! - wydarłam się.
Po godzinie leżeliśmy nad rzeką wpatrując się w gwiazdy.
- Wiesz co ? - spytał.
- Hm ?
- Te gwiazdy mi coś przypominają. - odpowiedziałam mu ciszą - Wiesz co ?
- Um ... nie mam pojęcia.
- Twoje oczy. Też tak pięknie błyszczą. I też cieszę się kiedy je widzę. - zapadła cisza - Nie słuchaj mnie, bredzę. Nie wyspałem się.
- To jedźmy.
Kiedy podjechaliśmy na podjazd odpięłam pasy.
- Może wejdziesz ?
- Nie, jest późno...
- No chodź, będziesz spał u mnie.
-Ale..
- Nie ma żadnego ale !
- Ej..
- Chodź bo się obrażę.
- No okey.
* parę dni później *
-Kochanie...
Blondyn przekręcił się na drugi bok.
- Wstawaj - krzyknęłam. - Za 20 minut jedziemy.
- Co gdzie jak ?
- Na piknik.
- A z Tobą... zawsze. - pocałował mnie w policzek.
CDN.
- Koło 18, a co ?
- Jest w pół do ósmej.
- Co ?!
Zaczęłam się śmiać.
- Harry jedziemy ! - krzyknęłam na bawiącego się na brzegu jak dziecko Harrego.
- Ale jeszcze nie skończyłem budować. - krzyknął oburzony unosząc w ręku garstkę piachu.
- Ale Stan przyjedzie, lub już na nas czeka.
Harry wstał kopnął w górę piachu i zaczął się ubierać.
Kiedy zajechaliśmy pod dom zauważyliśmy Stana opierającego się plecami o swojego czarnego Jeep'a. Kiedy wysiadłam uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam ku drzwiom by je otworzyć.
Słyszałam urywek rozmowy:
Louis: A gdzie jest ten Twój kolega ?
Stan: Żaden kolego, to Niall. Chciał pogadać z Nou. Ale na nie chciała się spotkać, więc poprosił mnie o pomoc.
Harry: Więc gdzie on jest ?
Stan: Za 20 minut będzie.
Louis: To się źle skończy.
"Super, ale ja się stąd zmywam".
-Louis, mógłbyś mnie zawieść do cioci ? - spytałam podchodząc.
- Nie ! - krzyknął Stan, a ja udałam zdziwioną-Zostań na ognisko, czy grilla.
- Przepraszam nie mam ochoty.
- A gdybym zawiózł Cię za godzinę gdzie Tylko chcesz ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ na podjazd wjechał dobrze mi znany samochód.
- Niall... - szepnęłam - fuck..
Kątem oka widziałam jak Stan ciągnie chłopaków w stronę domu.
Kiedy blondyn wysiadł z samochodu obróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam.
- Po co tu przyjechałeś ? - zaczęłam ostro i konkretnie.
- To Ciebie nie miało tu być, Stan mnie zaprosił.
- Nie kłam.
- Nie kłamię...
- Słyszałam Stan'a... Powiedziałam Ci, że nie chcę z Tobą rozmawiać.
- Nie możesz choć raz ?
- No dobra... dawaj.
- Zapytam wprost... wrócisz do mnie ?
- Chyba śnisz ! - zaśmiałam się.
- Ale..
- Przepraszam, że nie jestem łatwa.
- Nie myślałem..
- Nie interesuje mnie to !
Wyminęłam go i zaczęłam iść w stronę lasu. Nie oglądałam się. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon. Niall. Nacisnęłam "rozłącz". Potem dzwonili Stan, Harry i jakieś 500 razy Lou. Zadzwoniłam do Marka.
- Halo.
- Hej nie przeszkadzam ?
- Nie no co Ty !
- Masz czas, teraz ?
- Tak, siedzę i oglądam telewizję. A coś się stało ?
- Właściwie...mógłbyś po mnie przyjechać ?
- Jasne ! Tylko powiedz gdzie.
- Na tą stację kolejową... 70 km od naszego miasteczka.
- To gdzie Ty wywędrowałaś... Bynajmniej, będę jak najszybciej się da.
- Dobra, czekam.
***
Minęła prawie godzina, a jego nie ma.
Siedziałam na ławce i już miałam dzwonić do niego, kiedy zza zakrętu wyłoniła się blond grzywa.
- Dziękuję. - cmoknęłam go w policzek.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - To co się stało ? Jeśli nie chcesz nie mów. - upojrzał się na mnie, badając moją twarz swoimi niebieskimi oczkami.
Opowiedziałam całą sytuację. A on tylko mnie przytulił i zapytał:
- Może pojedziemy coś zjeść ?
- Chętnie.
- A co powiesz , żebyśmy kupili coś w sklepie i poszli nad jakieś jeziorko ?
- Hm.. pomyślmy...No jasne ! - wydarłam się.
Po godzinie leżeliśmy nad rzeką wpatrując się w gwiazdy.
- Wiesz co ? - spytał.
- Hm ?
- Te gwiazdy mi coś przypominają. - odpowiedziałam mu ciszą - Wiesz co ?
- Um ... nie mam pojęcia.
- Twoje oczy. Też tak pięknie błyszczą. I też cieszę się kiedy je widzę. - zapadła cisza - Nie słuchaj mnie, bredzę. Nie wyspałem się.
- To jedźmy.
Kiedy podjechaliśmy na podjazd odpięłam pasy.
- Może wejdziesz ?
- Nie, jest późno...
- No chodź, będziesz spał u mnie.
-Ale..
- Nie ma żadnego ale !
- Ej..
- Chodź bo się obrażę.
- No okey.
* parę dni później *
-Kochanie...
Blondyn przekręcił się na drugi bok.
- Wstawaj - krzyknęłam. - Za 20 minut jedziemy.
- Co gdzie jak ?
- Na piknik.
- A z Tobą... zawsze. - pocałował mnie w policzek.
CDN.
wtorek, 27 sierpnia 2013
z życia nastolatki 53
-Liam...tęsknię za Lou i Harrym...
- To zadzwoń do nich. - odpowiedział krótko chłopak nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Ale ja się chcę z nimi spotkać !
- No to zadzwoń i się umów. - nadal nie odezwał wzroku.
- Ależ Ty pomocny. - rzuciłam i wstałam po swój telefon.
- Nie dziękuj. - cmoknął ustami. Tymczasem ja udałam się do kuchni by mieć lepszy zasięg.
Wybrałam numer Harrego.
- Halo. - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Cześć Hazz. Stęskniłam się. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- My też. - odpowiedział. - Może się spotkamy.
- Tak ! Właśnie po to dzwonię.
Hazz się zaśmiał.
- Dziś będę w mieście na zakupach. Muszę pogadać z Bells... - przycichł na chwilę- więc przyszykuj się. Będę koło 18. Weź troche ciuchów to pomieszkasz z nami trochę. Jeśli chcesz oczywiście...
- Jasne ! Czekam.
- No to do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się i wsunęłam telefon do kieszeni ciemnych, krótkich spodenek.
Wróciłam do salonu.
- Liam, wychodze o 18. Wrócę za jakiś tydzień, dwa.
Liaś zachłysnął się powietrzem.
- To gdzie Ty idziesz ?!
- Jadę do chłopaków, Hazz po mnie wieczorem przyjedzie. - uśmiechnęłam się.
- O... Fajnie. Czyli zostawiasz mnie samego ? - wywinął dolną wargę i zrobił oczy jak kot ze Shreka.
- Tak. Dasz sobie radę. - cmoknęłam go w policzek. - Lecę się spakować.
- Może Ci pomogę ?
- To zapraszam.
***
*oczami Louisa*
Harry uciekł gdzieś z telefonem. Po chwili wrócił z "bananem" na twarzy i wesoło oznajmił.
- Dziś przyjedzie do nas Nouisa ! Cieszysz się ?
- Nie. - odpowiedziałem szczerze.
- Jak to ... ? Przecież to nasza. Bynajmniej moja przyjaciółka. Myślałem, że wy też się przyjaźnicie. - Harry na prawdę był zmieszany.
- Ja jestem jej przyjacielem, ale ona jest dla mnie...kimś więcej. Ale nie chcę nawet, żeby o tym wiedziała. Wolę się z nią przyjaźnić. I masz nic nikomu nie mówić. Mam nadzieje, że zrozumiałeś. - mój ton był chyba zbyt szorstki.
- Dobra....
Harry odwrócił się na pięcie i poszedł na taras. Po chwili dołączyłem do niego.
- Przepraszam. - zacząłem.- Nie powinienem być taki ostry. Wybacz.
- Dobra, nie ma problemu. Dziś i tak mam coś gorszego do załatwienia... - Harry odwrócił głowę, wiedziałem, że pewnie oczy mu się zeszkliły.
- Harry ? Coś się stało... ? - położyłem swą dłoń na jego plecach.
- Będzie mi trudno z nią zerwać... - Harry schował twarz w dłoniach.
- Nie kochasz jej ?
- Nie. Już nie...
- Nie przejmuj się Hazz.
- Już chyba nie znajdę drugiej połówki.
- Nie mów tak ! Może masz ją pod nosem. Tylko tego nie widzisz, ale zobaczysz to kiedy nadejdzie czas... Zbieraj się bo już po 17.
Harry wstał i bez słowa wsiadł do samochodu. Odjechał.
*oczami Harrego*
"Dlaczego wszystko musi być tak trudne i pogmatwane ?
Dlaczego zawsze mi coś nie pasuje ?
Dlaczego ?
Eh... wolę się tym nie przejmować."
Zaparkowałem na podjeździe.
- Weź się w garść Harry ! Jesteś mężczyzną !- powiedziałem sam do siebie.
Wysiadłem z samochodu i trzasnąłem drzwiami. Kierowałem się do drzwi wejściowych. Szarpnąłem za klamkę. Zamknięte. Jak dziwnie używać dzwonka. Otworzyła mi Nouisa. Od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła piszczeć. Wydało mi się to trochę dziwne. No ale dziewczyny są dziwne. Kiedy się ode mnie odczepiła rzuciłem.
- Pożegnaj się i idź do samochodu
-okey.
Wszedłem do salonu siedzieli tam Zayn z Adą, Liam oraz Bells.
-Hej.
- Cześć Hazz . - Ada posłała mi wesoły uśmiech.
- Siema, stary. - rzucił Zayn.
Liam mi pomachał, natomiast Bells wpatrywała się we mnie ze złością w oczach.
-Bells ? Możemy pogadać ?
Nic nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła do kuchni.
- Czego chcesz ? - rzuciła ostrym tonem.
- Chcę Ci za wszystko podziękować.
- Ale z nami koniec. Domyśliłam się. Czekałam póki to powiesz sam. Jutro mam pociąg do rodzinnego miasta. Miło mi było Cię poznać.
- Bells..
- Nie odzywaj się do mnie.
- Nie złość się.
- Jestem ciekawa czym zawiniłam.
-Ty niczym. Po prostu jak widać to nie było stałe uczucie.
- Pie***l się ! - rzuciła wychodząc z kuchni.
Poszedłem pożegnać się z przyjaciółmi. Wiedzieli, że coś się stało, ale nie pytali. Na szczęście nie pytali.
Wyszedłem z domu i ruszyłem ku autu. Wsiadłem, trzasnąłem drzwiami i depnąłem w pedał gazu. Nouisa podskoczyła na swoim miejscu. Zacisnąłem dłonie na kierownicy.
*oczami Nouisy*
Co go ugryzło ?
Jest cały czerwony, jego oczy pociemniały, kłykcie zrobiły się białe, żyły w niektórych miejscach stały się widoczne. Zaczęłam się bać. Ale nie powstrzymałam się by zapytać.
- Harry stało się coś ? - spytałam łagodnie.
Hazz skręcił w leśną dróżkę. Zatrzymał się przed średniej wielkości, piętrowym domkiem. Przed nim stał Louis z założonymi rękami.
- Miłość. To wystarczy. A raczej je brak. - rzucił i wystrzelił jak armata z auta. Po chwili moje drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Louisa.
Rzuciłam mu się na szyję.
- Louiiiiiiis ! Tęskniłam, okropnie tęskniłam.
*oczami Louisa*
Czy ona powiedziała, że "cholernie tęskniła ?!
Wow!
- Ja też. Uwierz ja też. - Przytuliłem ją mocniej. Po chwili odkleliliśmy się od siebie. - Masz jakiś bagaż ?
- Tak, w bagażniku.
- Wezmę go. - wyjąłem ciemną torbę z bagażnika - To chodź poproszę. Pokażę Ci twój pokój. Będzie koło naszego. To znaczy mojego i harrego. Mieszkamy w jednym, żeby mieć później mniej do sprzątania.
Zaśmiałam się.
- Dobra, nie wnikam co wy tam robicie.
- Nic. Oszalałaś !? - spojrzał na mnie ze wzrokiem zabójcy.
- Żartowałam.
Louis wprowadził mnie do średniej wielkości pokoju. A potem oprowadził po domku.
***
- Wyspałaś się ? - spytał Harry kiedy rano weszłam do kuchni.
- Tak oczywiście !
- Dziś przyjedzie mój przyjaciel Stan. To jego domek. Chciał zasadzić jakieś kwiatki w ogródku czy coś. I zostanie na grillu.
- Mm...smacznie.
- A może na razie pójdziemy nad staw ?
- Taak ! Wreszcie napatrzę się na wasze klateczki.
- Ja nic nie mówię, ale Ty będziesz w bikini i sądzę, że też będzie się czemu przyglądać. - Harry się wyszczerzył. A ja zaśmiałam.
CDN.
- To zadzwoń do nich. - odpowiedział krótko chłopak nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Ale ja się chcę z nimi spotkać !
- No to zadzwoń i się umów. - nadal nie odezwał wzroku.
- Ależ Ty pomocny. - rzuciłam i wstałam po swój telefon.
- Nie dziękuj. - cmoknął ustami. Tymczasem ja udałam się do kuchni by mieć lepszy zasięg.
Wybrałam numer Harrego.
- Halo. - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Cześć Hazz. Stęskniłam się. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- My też. - odpowiedział. - Może się spotkamy.
- Tak ! Właśnie po to dzwonię.
Hazz się zaśmiał.
- Dziś będę w mieście na zakupach. Muszę pogadać z Bells... - przycichł na chwilę- więc przyszykuj się. Będę koło 18. Weź troche ciuchów to pomieszkasz z nami trochę. Jeśli chcesz oczywiście...
- Jasne ! Czekam.
- No to do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się i wsunęłam telefon do kieszeni ciemnych, krótkich spodenek.
Wróciłam do salonu.
- Liam, wychodze o 18. Wrócę za jakiś tydzień, dwa.
Liaś zachłysnął się powietrzem.
- To gdzie Ty idziesz ?!
- Jadę do chłopaków, Hazz po mnie wieczorem przyjedzie. - uśmiechnęłam się.
- O... Fajnie. Czyli zostawiasz mnie samego ? - wywinął dolną wargę i zrobił oczy jak kot ze Shreka.
- Tak. Dasz sobie radę. - cmoknęłam go w policzek. - Lecę się spakować.
- Może Ci pomogę ?
- To zapraszam.
***
*oczami Louisa*
Harry uciekł gdzieś z telefonem. Po chwili wrócił z "bananem" na twarzy i wesoło oznajmił.
- Dziś przyjedzie do nas Nouisa ! Cieszysz się ?
- Nie. - odpowiedziałem szczerze.
- Jak to ... ? Przecież to nasza. Bynajmniej moja przyjaciółka. Myślałem, że wy też się przyjaźnicie. - Harry na prawdę był zmieszany.
- Ja jestem jej przyjacielem, ale ona jest dla mnie...kimś więcej. Ale nie chcę nawet, żeby o tym wiedziała. Wolę się z nią przyjaźnić. I masz nic nikomu nie mówić. Mam nadzieje, że zrozumiałeś. - mój ton był chyba zbyt szorstki.
- Dobra....
Harry odwrócił się na pięcie i poszedł na taras. Po chwili dołączyłem do niego.
- Przepraszam. - zacząłem.- Nie powinienem być taki ostry. Wybacz.
- Dobra, nie ma problemu. Dziś i tak mam coś gorszego do załatwienia... - Harry odwrócił głowę, wiedziałem, że pewnie oczy mu się zeszkliły.
- Harry ? Coś się stało... ? - położyłem swą dłoń na jego plecach.
- Będzie mi trudno z nią zerwać... - Harry schował twarz w dłoniach.
- Nie kochasz jej ?
- Nie. Już nie...
- Nie przejmuj się Hazz.
- Już chyba nie znajdę drugiej połówki.
- Nie mów tak ! Może masz ją pod nosem. Tylko tego nie widzisz, ale zobaczysz to kiedy nadejdzie czas... Zbieraj się bo już po 17.
Harry wstał i bez słowa wsiadł do samochodu. Odjechał.
*oczami Harrego*
"Dlaczego wszystko musi być tak trudne i pogmatwane ?
Dlaczego zawsze mi coś nie pasuje ?
Dlaczego ?
Eh... wolę się tym nie przejmować."
Zaparkowałem na podjeździe.
- Weź się w garść Harry ! Jesteś mężczyzną !- powiedziałem sam do siebie.
Wysiadłem z samochodu i trzasnąłem drzwiami. Kierowałem się do drzwi wejściowych. Szarpnąłem za klamkę. Zamknięte. Jak dziwnie używać dzwonka. Otworzyła mi Nouisa. Od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła piszczeć. Wydało mi się to trochę dziwne. No ale dziewczyny są dziwne. Kiedy się ode mnie odczepiła rzuciłem.
- Pożegnaj się i idź do samochodu
-okey.
Wszedłem do salonu siedzieli tam Zayn z Adą, Liam oraz Bells.
-Hej.
- Cześć Hazz . - Ada posłała mi wesoły uśmiech.
- Siema, stary. - rzucił Zayn.
Liam mi pomachał, natomiast Bells wpatrywała się we mnie ze złością w oczach.
-Bells ? Możemy pogadać ?
Nic nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła do kuchni.
- Czego chcesz ? - rzuciła ostrym tonem.
- Chcę Ci za wszystko podziękować.
- Ale z nami koniec. Domyśliłam się. Czekałam póki to powiesz sam. Jutro mam pociąg do rodzinnego miasta. Miło mi było Cię poznać.
- Bells..
- Nie odzywaj się do mnie.
- Nie złość się.
- Jestem ciekawa czym zawiniłam.
-Ty niczym. Po prostu jak widać to nie było stałe uczucie.
- Pie***l się ! - rzuciła wychodząc z kuchni.
Poszedłem pożegnać się z przyjaciółmi. Wiedzieli, że coś się stało, ale nie pytali. Na szczęście nie pytali.
Wyszedłem z domu i ruszyłem ku autu. Wsiadłem, trzasnąłem drzwiami i depnąłem w pedał gazu. Nouisa podskoczyła na swoim miejscu. Zacisnąłem dłonie na kierownicy.
*oczami Nouisy*
Co go ugryzło ?
Jest cały czerwony, jego oczy pociemniały, kłykcie zrobiły się białe, żyły w niektórych miejscach stały się widoczne. Zaczęłam się bać. Ale nie powstrzymałam się by zapytać.
- Harry stało się coś ? - spytałam łagodnie.
Hazz skręcił w leśną dróżkę. Zatrzymał się przed średniej wielkości, piętrowym domkiem. Przed nim stał Louis z założonymi rękami.
- Miłość. To wystarczy. A raczej je brak. - rzucił i wystrzelił jak armata z auta. Po chwili moje drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Louisa.
Rzuciłam mu się na szyję.
- Louiiiiiiis ! Tęskniłam, okropnie tęskniłam.
*oczami Louisa*
Czy ona powiedziała, że "cholernie tęskniła ?!
Wow!
- Ja też. Uwierz ja też. - Przytuliłem ją mocniej. Po chwili odkleliliśmy się od siebie. - Masz jakiś bagaż ?
- Tak, w bagażniku.
- Wezmę go. - wyjąłem ciemną torbę z bagażnika - To chodź poproszę. Pokażę Ci twój pokój. Będzie koło naszego. To znaczy mojego i harrego. Mieszkamy w jednym, żeby mieć później mniej do sprzątania.
Zaśmiałam się.
- Dobra, nie wnikam co wy tam robicie.
- Nic. Oszalałaś !? - spojrzał na mnie ze wzrokiem zabójcy.
- Żartowałam.
Louis wprowadził mnie do średniej wielkości pokoju. A potem oprowadził po domku.
***
- Wyspałaś się ? - spytał Harry kiedy rano weszłam do kuchni.
- Tak oczywiście !
- Dziś przyjedzie mój przyjaciel Stan. To jego domek. Chciał zasadzić jakieś kwiatki w ogródku czy coś. I zostanie na grillu.
- Mm...smacznie.
- A może na razie pójdziemy nad staw ?
- Taak ! Wreszcie napatrzę się na wasze klateczki.
- Ja nic nie mówię, ale Ty będziesz w bikini i sądzę, że też będzie się czemu przyglądać. - Harry się wyszczerzył. A ja zaśmiałam.
CDN.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
z życia nastolatki 52
Siedziałam na łóżku oglądając jakiś kolorowy magazyn. Po chwili oderwałam wzrok od literek i
rozejrzałam się po pokoju. Panował w nim niesamowity chaos. Niektóre rzeczy
leżały jeszcze w pudełkach. Postanowiłam
zrobić z tym porządek. Ale sama raczej nie dam rady. Pójdę na dół, poproszę,
może ktoś pomoże. Wstałam z łóżka i
brnęłam w stronę drzwi. Chwilę później byłam już w salonie. Siedział tam tylko
Liam. Oglądał telewizję. Nie wyglądał na zainteresowanego treścią programu.
-Hej Liam ! – rzuciłam siadając koło niego na kanapie.
- Hej.. – odpowiedział obojętnie.
- Gdybyś miał czas i chęć to może pomógł byś mi ogarnąć pokój … ? – uśmiechnęłam się krzywo.
- No jasne ! – rozpromienił się.
- To może teraz ?
- No to chodźmy.
***
Liam siedział pod ścianą przeglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Po chwili podał jedno i zapytał:
- Ta dziewczynka po prawo to Ty, prawda ?
- Tak – uśmiechnęłam się, wyciągając rękę ze zdjęciem w jego stronę. On tylko na nią spojrzał i zapytał o coś jeszcze:
- A co to za chłopiec po lewo ?
Wstrzymałam oddech. Po chwili szybko odburknęłam.
- Mój brat.
- Nie mówiłaś, że masz rodzeństwo.
- No bo nie mam. Już nie mam. – dodałam.
-Hej Liam ! – rzuciłam siadając koło niego na kanapie.
- Hej.. – odpowiedział obojętnie.
- Gdybyś miał czas i chęć to może pomógł byś mi ogarnąć pokój … ? – uśmiechnęłam się krzywo.
- No jasne ! – rozpromienił się.
- To może teraz ?
- No to chodźmy.
***
Liam siedział pod ścianą przeglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Po chwili podał jedno i zapytał:
- Ta dziewczynka po prawo to Ty, prawda ?
- Tak – uśmiechnęłam się, wyciągając rękę ze zdjęciem w jego stronę. On tylko na nią spojrzał i zapytał o coś jeszcze:
- A co to za chłopiec po lewo ?
Wstrzymałam oddech. Po chwili szybko odburknęłam.
- Mój brat.
- Nie mówiłaś, że masz rodzeństwo.
- No bo nie mam. Już nie mam. – dodałam.
*oczami Liama*
Ojć ! Chyba poruszyłem nie wesoły temat…
- Przykro mi… - powiedziałem czule, po czym przysunąłem się do niej i ją przytuliłem.
- Każdemu jest przykro. A mi wręcz przeciwnie. Cieszę się z jednej strony, bo tam mu najlepiej. Ale chciała bym by był przy mnie…
- On jest przy tobie. Zawsze. O tutaj – położyłem swoją dłoń na jej sercu i się uśmiechnąłem. – Teraz na pewno patrzy na Ciebie tam z góry i cieszy się, że o nim pamiętasz i że sobie radzisz. Nie smuć się, bo i jemu i mi będzie smutno.
- Liam.. – nie powiedziała nic tylko wtuliła się w mój tors. Po chwili poczułem, że zaczynam mieć mokrą koszulkę. Ale co mi tam. Niech się wypłacze bidulka.
***
Ojć ! Chyba poruszyłem nie wesoły temat…
- Przykro mi… - powiedziałem czule, po czym przysunąłem się do niej i ją przytuliłem.
- Każdemu jest przykro. A mi wręcz przeciwnie. Cieszę się z jednej strony, bo tam mu najlepiej. Ale chciała bym by był przy mnie…
- On jest przy tobie. Zawsze. O tutaj – położyłem swoją dłoń na jej sercu i się uśmiechnąłem. – Teraz na pewno patrzy na Ciebie tam z góry i cieszy się, że o nim pamiętasz i że sobie radzisz. Nie smuć się, bo i jemu i mi będzie smutno.
- Liam.. – nie powiedziała nic tylko wtuliła się w mój tors. Po chwili poczułem, że zaczynam mieć mokrą koszulkę. Ale co mi tam. Niech się wypłacze bidulka.
***
- Liam… ? – chyba chce o coś zapytać.
- Tak ? – odpowiedziałem.
- Każdy z chłopaków mówił coś o swoich byłych, albo przyprowadzał je tu, a Ty nigdy nic ani słowa…
- Ech… no dobra, chyba powinienem Ci coś opowiedzieć. Więc, parę lat temu poznałem wspaniałą dziewczynę Danielle. Była śliczna, kochana… Idealna. Po paru miesiącach znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byliśmy zgraną parą. Bardzo się kochaliśmy. Po mniej więcej roku coś się zaczęło psuć. Potem usłyszałem, że poznała innego i coś między nimi zaiskrzyło. Z resztą ja też poznałem fajną dziewczynę. Ale nie miałem zamiaru z nią być. Chciałem być z Dan. Na zawsze. W końcu zobaczyłem ich kiedyś na ulicy. Trzymali się za rączkę i takie tam. Postanowiłem, że to koniec. Mieszkaliśmy razem. To znaczy ja pomieszkiwałem trochę u niej. Pewnego razu kiedy wróciłem do domu Dan siedziała na kanapie i rozradowana gadała przez telefon. Kiedy się zjawiłem szybko ucięła rozmowę i schowała telefon. Wiedziałem, że gadała z nim. Kiedy gadała z koleżankami czy rodziną nie było takich problemów. To tamtego wieczoru się rozstaliśmy. Zdążyłem zejść po schodach piętro niżej. Po czym zacząłem płakać. Jak dziecko. Nie wyobrażałem sobie niczego bez niej. Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy pierwszym widokiem po otworzeniu oczów kiedy się obudzę będzie ona. Że nie poczuję jej zapachu. Nie zanurzę ręki w jej włosach. Że nie poczuje smaku jej warg. Że po prostu jej nie będę miał. Ale tłumaczyłem sobie, że ona ma teraz innego chłopaka. I to teraz on ma najśliczniejszą księżniczkę na świecie. I że już nie ma nas. Przeleżałem miesiąc zamknięty w domu płacząc. Wychodziłem tylko na próby i koncerty. I niekiedy na miasto kiedy menadżer kazał. Pocieszała minie tamta dziewczyna którą wcześniej poznałem. Niby ze sobą chodziliśmy, ale tak naprawdę byliśmy ze sobą tylko na tych wszystkich galach, koncertach, spacerach czy wywiadach. W domu nie często się do siebie odzywaliśmy. Ona próbowała mnie pocieszać. Ale jej to nie wychodziło. Niestety. Miałem szczęście, że po czasie chłopcy zamieszkali razem ze mną. Ale i tak cholernie mi jej brakowało. Kiedy pewnego razu gadałem z wspólnym znajomym, moim i Dan, dowiedziałem się, że Dan znów jest wolna. Od razu nasunął mi się pomysł by spróbować do niej wrócić. Ale szybko wybiłem go sobie z głowy. Po jakimś tygodniu od rozmowy ze znajomym, Dan zadzwoniła do mnie czy bym do niej nie wpadł. Zgodziłem się. Kiedy z nią gadałem w końcu powiedziała, że znów chciała by być ze mną, że tęskni, że nadal mnie kocha… Ale ja odmówiłem. Powiedziałem, że też nadal ją kocham i zawsze będę lecz nie potrafię jej znów zaufać. Że to już drugi raz nie wyjdzie. Ale, że jeszcze się zastanowię. Bo mam mętlik w głowie. Obiecałem, że przyjdę dokładnie za tydzień o godzinie w której poprosiłem ją o chodzenie. Więc byliśmy umówieni na piątek o 19:35. Wróciłem do domu. Od razu pogadałem z chłopakami. Głosy były podzielone. Louis i Harry powiedzieli, że jeśli nadal ją kocham to żebym do niej wrócił. Natomiast Zayn i Naill powiedzieli, że na moim miejscu nie wchodzili by dwa razy do tej samej rzeki. Posłuchałem Zayna i Nailla. Kiedy się z nią spotkałem powiedziałem, że nici z związku. Zaczęła prosić, błagać, żebym jej zaufał. Ja powiedziałem, że kiedy po długim czasie się pozbierałem ona chce nagle wrócić. Przeprosiłem i podziękowałem. Wyszedłem. Słyszałem, że wyszła za mną. Zacząłem biec. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili przebiegłem na zielonym. Ona i tak biegła za mną. Była dwa kroki od tego by znaleźć się po drugiej stronie. Usłyszałem klakson, a potem uderzenie. Stanąłem. Po mojej głowie przebiegły najgorsze myśli. Odwróciłem się. Leżała przed samochodem w dziwnej pozycji. W koło niej była wielka kałuża krwi. Nie chciałem uwierzyć, że to ona. Podbiegłem do niej. Po chwili przyjechała karetka. Zgon na miejscu. – po mojej twarzy spłynęły łzy – Wiedziałem, że to przeze mnie. Ja to po prostu wiedziałem. Kiedy przed pogrzebem spotkałem się z jej mamą i opowiedziałem jak było. Nie odpowiedziała nic. Kiedy dodałem, że to prze ze mnie powiedziała, ze to nie prawda. Lecz ja wiedziałem swoje. I nadal wiem. Nikt mi tego nie wybije z głowy. Nikt.- kiedy skończyłem schowałem twarz w dłonie.
- Liam.. - zaczęła lecz jej przerwałem.
- Nic nie mów, nie pocieszaj, nie współczuj. Nie chce tego. Proszę. Choć Ty jedna.
- Jeśli chcesz. - Przytuliła mnie.
- Dobra koniec mazgajenia ! Sprzątajmy dalej - uśmiechnąłem się i wróciłem do opróżniania pudła. Nouisa tylko spojrzała kątem oka i również się uśmiechnęła.
CDN.
- Tak ? – odpowiedziałem.
- Każdy z chłopaków mówił coś o swoich byłych, albo przyprowadzał je tu, a Ty nigdy nic ani słowa…
- Ech… no dobra, chyba powinienem Ci coś opowiedzieć. Więc, parę lat temu poznałem wspaniałą dziewczynę Danielle. Była śliczna, kochana… Idealna. Po paru miesiącach znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byliśmy zgraną parą. Bardzo się kochaliśmy. Po mniej więcej roku coś się zaczęło psuć. Potem usłyszałem, że poznała innego i coś między nimi zaiskrzyło. Z resztą ja też poznałem fajną dziewczynę. Ale nie miałem zamiaru z nią być. Chciałem być z Dan. Na zawsze. W końcu zobaczyłem ich kiedyś na ulicy. Trzymali się za rączkę i takie tam. Postanowiłem, że to koniec. Mieszkaliśmy razem. To znaczy ja pomieszkiwałem trochę u niej. Pewnego razu kiedy wróciłem do domu Dan siedziała na kanapie i rozradowana gadała przez telefon. Kiedy się zjawiłem szybko ucięła rozmowę i schowała telefon. Wiedziałem, że gadała z nim. Kiedy gadała z koleżankami czy rodziną nie było takich problemów. To tamtego wieczoru się rozstaliśmy. Zdążyłem zejść po schodach piętro niżej. Po czym zacząłem płakać. Jak dziecko. Nie wyobrażałem sobie niczego bez niej. Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy pierwszym widokiem po otworzeniu oczów kiedy się obudzę będzie ona. Że nie poczuję jej zapachu. Nie zanurzę ręki w jej włosach. Że nie poczuje smaku jej warg. Że po prostu jej nie będę miał. Ale tłumaczyłem sobie, że ona ma teraz innego chłopaka. I to teraz on ma najśliczniejszą księżniczkę na świecie. I że już nie ma nas. Przeleżałem miesiąc zamknięty w domu płacząc. Wychodziłem tylko na próby i koncerty. I niekiedy na miasto kiedy menadżer kazał. Pocieszała minie tamta dziewczyna którą wcześniej poznałem. Niby ze sobą chodziliśmy, ale tak naprawdę byliśmy ze sobą tylko na tych wszystkich galach, koncertach, spacerach czy wywiadach. W domu nie często się do siebie odzywaliśmy. Ona próbowała mnie pocieszać. Ale jej to nie wychodziło. Niestety. Miałem szczęście, że po czasie chłopcy zamieszkali razem ze mną. Ale i tak cholernie mi jej brakowało. Kiedy pewnego razu gadałem z wspólnym znajomym, moim i Dan, dowiedziałem się, że Dan znów jest wolna. Od razu nasunął mi się pomysł by spróbować do niej wrócić. Ale szybko wybiłem go sobie z głowy. Po jakimś tygodniu od rozmowy ze znajomym, Dan zadzwoniła do mnie czy bym do niej nie wpadł. Zgodziłem się. Kiedy z nią gadałem w końcu powiedziała, że znów chciała by być ze mną, że tęskni, że nadal mnie kocha… Ale ja odmówiłem. Powiedziałem, że też nadal ją kocham i zawsze będę lecz nie potrafię jej znów zaufać. Że to już drugi raz nie wyjdzie. Ale, że jeszcze się zastanowię. Bo mam mętlik w głowie. Obiecałem, że przyjdę dokładnie za tydzień o godzinie w której poprosiłem ją o chodzenie. Więc byliśmy umówieni na piątek o 19:35. Wróciłem do domu. Od razu pogadałem z chłopakami. Głosy były podzielone. Louis i Harry powiedzieli, że jeśli nadal ją kocham to żebym do niej wrócił. Natomiast Zayn i Naill powiedzieli, że na moim miejscu nie wchodzili by dwa razy do tej samej rzeki. Posłuchałem Zayna i Nailla. Kiedy się z nią spotkałem powiedziałem, że nici z związku. Zaczęła prosić, błagać, żebym jej zaufał. Ja powiedziałem, że kiedy po długim czasie się pozbierałem ona chce nagle wrócić. Przeprosiłem i podziękowałem. Wyszedłem. Słyszałem, że wyszła za mną. Zacząłem biec. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili przebiegłem na zielonym. Ona i tak biegła za mną. Była dwa kroki od tego by znaleźć się po drugiej stronie. Usłyszałem klakson, a potem uderzenie. Stanąłem. Po mojej głowie przebiegły najgorsze myśli. Odwróciłem się. Leżała przed samochodem w dziwnej pozycji. W koło niej była wielka kałuża krwi. Nie chciałem uwierzyć, że to ona. Podbiegłem do niej. Po chwili przyjechała karetka. Zgon na miejscu. – po mojej twarzy spłynęły łzy – Wiedziałem, że to przeze mnie. Ja to po prostu wiedziałem. Kiedy przed pogrzebem spotkałem się z jej mamą i opowiedziałem jak było. Nie odpowiedziała nic. Kiedy dodałem, że to prze ze mnie powiedziała, ze to nie prawda. Lecz ja wiedziałem swoje. I nadal wiem. Nikt mi tego nie wybije z głowy. Nikt.- kiedy skończyłem schowałem twarz w dłonie.
- Liam.. - zaczęła lecz jej przerwałem.
- Nic nie mów, nie pocieszaj, nie współczuj. Nie chce tego. Proszę. Choć Ty jedna.
- Jeśli chcesz. - Przytuliła mnie.
- Dobra koniec mazgajenia ! Sprzątajmy dalej - uśmiechnąłem się i wróciłem do opróżniania pudła. Nouisa tylko spojrzała kątem oka i również się uśmiechnęła.
CDN.
z życia nastolatki 51
*oczami Lou*
-No nie, oczywiście, że nie!- krzyknął Harry.
- No i taki Hazz mi się podoba ! - odpowiedziałem otwierając książkę.
*20 minut później*
- Nie wyobrażam sobie Stan'a robiącego...to - Loczek wskazał na książkę.
- Nie ty jeden. - podałem mu ją- schowaj tam gdzie była.
- To mnie podsadź.
Podsadziłem chłopaka i wróciliśmy do szperania. Znaleźliśmy dużo przeróżnych zabawek.
- Lou... - zaczął Harry - jestem głodny, zrób mi coś do jedzenia.
- A sam nie możesz ? - Nie chciało mi się. To chyba normalne. W odpowiedzi od Harrego dostałem przesłodką minę. Hazz wybrzuszył dolną wargę i zrobił oczy jak ten kotek ze Shrek'a. - Okey. Ale to pierwszy i ostatni raz !
Wszedłem z pokoju ciągnąć za sobą Harrego. Weszliśmy do kuchni.
- Louis.. zrób mi grzanki z Nutellą i kakao .. - prosił, a właściwie błagał Hazz.
- Um... no dobra.. - odparłem z irytacją.
- Jak tak bardzo nie chcesz to sam mogę sobie zrobić.
Harry napierać na mnie ciałem.
- Nie pchaj się na mnie !
- To się przesuń !
- Nie ! Siadaj przy stole i czekaj na jedzenie !
- Ale ja sobie sam zrobię !
- Nie!
- Tak !
- Zamknij się już. - żeby Harry już się zamknął włożyłem wy do buzi łyżkę po Nutelli.
Harry zrezygnowany usiadł przy stole. Podając mu tależ cicho szepnąłem
- Ze mną nie wygrasz.
Hazz tylko się spojrzał. Widziałem błysk w jego oczach. Dobrze wiedziałem co to oznacza. Będzie ''walczył''.
**oczami Bells**
Siedziałam z Nouisą na balkonie w jej pokoju. Gadałyśmy o jakiś pierdołach słuchając radia.
Akurat w radiu leciała piosenka ''Cal me maby''. Właśnie zbliżał się refren.
- Hey, I just meet you - Nouisa zaczęła śpiewać.
- And this is crazy - zaśpiewałam następny wers.
- But here's my number - i znów ona.
- So, call me maby.
- Hey, no właśnie może zadzwonimy do chłopaków. - rzuciła ze szczerym uśmiechem na ustach.
- Skoro chcesz. - rzuciłam bez przekonania.
Nouisa wyjęła z kieszeni swoich czerwonych spodni telefon. Przyciszyła radio i położyła telefon na stole.
*piip* *piip* *wybrany abonent jest poza zasięgiem sieci*
- Super. - bąknęłam tylko i chwyciłam jakąś gazetę. Zaczęłam czytać o jakiś torebkach i innych pierdołach.
*oczami Liama*
-Hej dziewczyny ! - wszedłem na balkon z uśmiechem na twarzy.
- Hej Liaś ! - również z uśmiechem odpowiedziała Nouisa.
-siema. - bąknęła Bells.
- Hej, co się stało ? - zwróciłem się do szarookiej dziewczyny.
- Nic. - bąknęła. Miałem wrażenie, że tylko w taki sposób potrafi się odzywać.
- okeey. Jak coś to możesz mi się późnij wygadać. - zdobyłem się na drobny uśmieszek - jeśli byś chciała oczywiście. - dodałem. W odpowiedzi dostałem wymuszony uśmiech + wzrok zabójcy. Brr.. aż mi się zimno zrobiło. Postanowiłem zwrócić się do tej pogodnej dziewczyny.
- Nou jedziesz ze mną do sklepu ? Bo po minie Bells sądzę, że raczej nie jest zainteresowana. - kątem oka spojrzałem na szarooką lecz jej twarz nadal była jak z kamienia.
- Okey, tylko się przebiorę - dodała uśmiech i zeskoczyła z fotela biegnąc w głąb pokoju.
Zasiadłem na jej miejscu. Zdobyłem się na odwagę i po cichu rzekłem do Bells
- To, że masz zły humor nie daje Ci prawa na wszystkich warczeć.
- Zamknij się, bo Ci przyłożę. - kiedy to usłyszałem oniemiałem.
- No z takiej strony to Cię nie znałem.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.
- Mylisz się.
Bells już chciała coś powiedzieć lecz Nou wpadła na balkon ciągnąc mnie za rękę.
- Podskoczymy jeszcze do butiku. Muszę kupić sobie jakąś koszulkę.
- Możemy nawet jechać do centrum. Lubię zakupy.
- Serio ?!
- Tak. - uśmiechnąłem się.
- To jedziemy !
-No nie, oczywiście, że nie!- krzyknął Harry.
- No i taki Hazz mi się podoba ! - odpowiedziałem otwierając książkę.
*20 minut później*
- Nie wyobrażam sobie Stan'a robiącego...to - Loczek wskazał na książkę.
- Nie ty jeden. - podałem mu ją- schowaj tam gdzie była.
- To mnie podsadź.
Podsadziłem chłopaka i wróciliśmy do szperania. Znaleźliśmy dużo przeróżnych zabawek.
- Lou... - zaczął Harry - jestem głodny, zrób mi coś do jedzenia.
- A sam nie możesz ? - Nie chciało mi się. To chyba normalne. W odpowiedzi od Harrego dostałem przesłodką minę. Hazz wybrzuszył dolną wargę i zrobił oczy jak ten kotek ze Shrek'a. - Okey. Ale to pierwszy i ostatni raz !
Wszedłem z pokoju ciągnąć za sobą Harrego. Weszliśmy do kuchni.
- Louis.. zrób mi grzanki z Nutellą i kakao .. - prosił, a właściwie błagał Hazz.
- Um... no dobra.. - odparłem z irytacją.
- Jak tak bardzo nie chcesz to sam mogę sobie zrobić.
Harry napierać na mnie ciałem.
- Nie pchaj się na mnie !
- To się przesuń !
- Nie ! Siadaj przy stole i czekaj na jedzenie !
- Ale ja sobie sam zrobię !
- Nie!
- Tak !
- Zamknij się już. - żeby Harry już się zamknął włożyłem wy do buzi łyżkę po Nutelli.
Harry zrezygnowany usiadł przy stole. Podając mu tależ cicho szepnąłem
- Ze mną nie wygrasz.
Hazz tylko się spojrzał. Widziałem błysk w jego oczach. Dobrze wiedziałem co to oznacza. Będzie ''walczył''.
**oczami Bells**
Siedziałam z Nouisą na balkonie w jej pokoju. Gadałyśmy o jakiś pierdołach słuchając radia.
Akurat w radiu leciała piosenka ''Cal me maby''. Właśnie zbliżał się refren.
- Hey, I just meet you - Nouisa zaczęła śpiewać.
- And this is crazy - zaśpiewałam następny wers.
- But here's my number - i znów ona.
- So, call me maby.
- Hey, no właśnie może zadzwonimy do chłopaków. - rzuciła ze szczerym uśmiechem na ustach.
- Skoro chcesz. - rzuciłam bez przekonania.
Nouisa wyjęła z kieszeni swoich czerwonych spodni telefon. Przyciszyła radio i położyła telefon na stole.
*piip* *piip* *wybrany abonent jest poza zasięgiem sieci*
- Super. - bąknęłam tylko i chwyciłam jakąś gazetę. Zaczęłam czytać o jakiś torebkach i innych pierdołach.
*oczami Liama*
-Hej dziewczyny ! - wszedłem na balkon z uśmiechem na twarzy.
- Hej Liaś ! - również z uśmiechem odpowiedziała Nouisa.
-siema. - bąknęła Bells.
- Hej, co się stało ? - zwróciłem się do szarookiej dziewczyny.
- Nic. - bąknęła. Miałem wrażenie, że tylko w taki sposób potrafi się odzywać.
- okeey. Jak coś to możesz mi się późnij wygadać. - zdobyłem się na drobny uśmieszek - jeśli byś chciała oczywiście. - dodałem. W odpowiedzi dostałem wymuszony uśmiech + wzrok zabójcy. Brr.. aż mi się zimno zrobiło. Postanowiłem zwrócić się do tej pogodnej dziewczyny.
- Nou jedziesz ze mną do sklepu ? Bo po minie Bells sądzę, że raczej nie jest zainteresowana. - kątem oka spojrzałem na szarooką lecz jej twarz nadal była jak z kamienia.
- Okey, tylko się przebiorę - dodała uśmiech i zeskoczyła z fotela biegnąc w głąb pokoju.
Zasiadłem na jej miejscu. Zdobyłem się na odwagę i po cichu rzekłem do Bells
- To, że masz zły humor nie daje Ci prawa na wszystkich warczeć.
- Zamknij się, bo Ci przyłożę. - kiedy to usłyszałem oniemiałem.
- No z takiej strony to Cię nie znałem.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.
- Mylisz się.
Bells już chciała coś powiedzieć lecz Nou wpadła na balkon ciągnąc mnie za rękę.
- Podskoczymy jeszcze do butiku. Muszę kupić sobie jakąś koszulkę.
- Możemy nawet jechać do centrum. Lubię zakupy.
- Serio ?!
- Tak. - uśmiechnąłem się.
- To jedziemy !
środa, 7 sierpnia 2013
z życia nastolatki 50
siema :D
już 50 część xd
nie wiem czy ktoś jeszcze w ogóle to czyta.
Niby liczba wyświetleń ciągle pnie się w górę, ale nie ma żadnych kom... ;--;
CZYTASZ=KOMENTUJ
_______________________________________________________________________________
już 50 część xd
nie wiem czy ktoś jeszcze w ogóle to czyta.
Niby liczba wyświetleń ciągle pnie się w górę, ale nie ma żadnych kom... ;--;
CZYTASZ=KOMENTUJ
_______________________________________________________________________________
-Nouisa ! - usłyszałam swoje imię. Po chwili na taras wbiegła Ada. - Mam Cię ! Bells spadła ze schodów.
- Wspaniale. - burknęłam wstając z leżaka.
Ada prowadziła mnie przez salon do przedpokoju. Bells leżała na ziemi trzymając się za nogę.
- Nic Ci nie jest ? - spytałam troskliwie przykucając przy rannej.
- Noga mnie strasznie boli. - jęknęła.
- Ada pomóż mi ją zanieść do samochodu.
- Co ?! Nie ! - zaczęła drzeć się Bells.
- Przestań marudzić. - uciszyła ją Ada.
W odpowiedzi usłyszała ciche przekleństwo.
***
Po dość długim czasie Bells wyszła z gabinetu o kulach z wielkim białym gipsem na nodze.
- Piękny prawda ? - zdobyła się na wymuszony uśmiech.
- Przecudny. - Pocałowałam ją w policzek. - Chodź już łamago do domu.
W drodze do domu Bells nie odezwała się ani słowem. Kiedy zaparkowałyśmy na podjeździe wyskoczyła z samochodu i prawie biegiem pokuśtykała do pokoju.
Wiedziałam, że coś ją trapi. Po drodze do jej pokoju natknęłam się na Marka.
- Hej właśnie Cię szukałem. - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Pogadamy późnij oki ? Mam sprawę do załatwienia. Pa. - mówiłam szybko, na jednym wdechu.
W odpowiedzi blondyn obdarzył mnie pytającym spojrzeniem, lecz ja bez skrupułów wyminęłam go i zapukałam do drzwi w końcu korytarza. Po drugiej stronie drewna nikt się nie odezwał. Zapukałam jeszcze raz. Lecz tym razem mocniej. Usłyszałam ciche przekleństwo. Po chwili drzwi się otworzyły i ujrzałam Bells z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Był sztuczny.
- Mogę wejść ? - spytałam.
- Nie - po chwili dziewczyna się zaśmiała i na prawdę rozbawiona powiedziała - no jasne wchodź !
Weszłam do środka. Usiadłam na skraju łóżka i obserwowałam jak Bells zamyka drzwi na wielką, metalową zasuwę. Po chwili znalazła się na łóżku w pozycji pół leżącej. Ułożyła swoją złamaną nogę na małej różowej poduszce.
- Mogę Cię o coś zapytać ? - popatrzyła na dziewczynę. W odpowiedzi pokiwała głową w górę i dół. - Dlaczego tak szybko uciekłaś z samochodu ?
- No bo... kurde z resztą to nie twoja sprawa.
- Skoro tak uważasz.
- No dobra. Ale jeśli komukolwiek piśniesz tylko jedno chociaż słówko rozszarpię Cię własnymi rękami.
- Okej. Myślę, że zrozumiałam.
- Jestem wściekła.
- Na kogo ?
- Na Harolda. - swoją drogą tylko ona go tak nazywała - Nagle coś mu odbiło i sobie wyjechał. Nawet nie zapytał czy może. Myślałam, że jesteśmy parą. Ugh.. I do tego ma wyłączony telefon.
- Może po prostu nie ma zasięgu. Nie panikuj. Chyba wolisz, żeby odreagował od wszystkiego wyjeżdżając na trochę niż np. popadł w jakiś nałóg.
- Może i masz racje... nie wiem co myśleć.
- To o tym nie myśl tylko złaź na dół. Nie jesteś tu sama. Dziś mamy maraton filmowy. Na dole siedzą; Ada, Zayn, Liam, -wyliczałam na palcach - Niall, Marek, Oskar, Mari... Czekają na Ciebie. No chodź nie daj się prosić.
- No okej.
Całą noc oglądaliśmy jakieś durne filmy. Nikt ich nie rozumiał. Na koniec włączyliśmy horror. Lecz zamiast nas wystraszyć rozbawił nas do łez.
***
- Wspaniale. - burknęłam wstając z leżaka.
Ada prowadziła mnie przez salon do przedpokoju. Bells leżała na ziemi trzymając się za nogę.
- Nic Ci nie jest ? - spytałam troskliwie przykucając przy rannej.
- Noga mnie strasznie boli. - jęknęła.
- Ada pomóż mi ją zanieść do samochodu.
- Co ?! Nie ! - zaczęła drzeć się Bells.
- Przestań marudzić. - uciszyła ją Ada.
W odpowiedzi usłyszała ciche przekleństwo.
***
Po dość długim czasie Bells wyszła z gabinetu o kulach z wielkim białym gipsem na nodze.
- Piękny prawda ? - zdobyła się na wymuszony uśmiech.
- Przecudny. - Pocałowałam ją w policzek. - Chodź już łamago do domu.
W drodze do domu Bells nie odezwała się ani słowem. Kiedy zaparkowałyśmy na podjeździe wyskoczyła z samochodu i prawie biegiem pokuśtykała do pokoju.
Wiedziałam, że coś ją trapi. Po drodze do jej pokoju natknęłam się na Marka.
- Hej właśnie Cię szukałem. - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Pogadamy późnij oki ? Mam sprawę do załatwienia. Pa. - mówiłam szybko, na jednym wdechu.
W odpowiedzi blondyn obdarzył mnie pytającym spojrzeniem, lecz ja bez skrupułów wyminęłam go i zapukałam do drzwi w końcu korytarza. Po drugiej stronie drewna nikt się nie odezwał. Zapukałam jeszcze raz. Lecz tym razem mocniej. Usłyszałam ciche przekleństwo. Po chwili drzwi się otworzyły i ujrzałam Bells z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Był sztuczny.
- Mogę wejść ? - spytałam.
- Nie - po chwili dziewczyna się zaśmiała i na prawdę rozbawiona powiedziała - no jasne wchodź !
Weszłam do środka. Usiadłam na skraju łóżka i obserwowałam jak Bells zamyka drzwi na wielką, metalową zasuwę. Po chwili znalazła się na łóżku w pozycji pół leżącej. Ułożyła swoją złamaną nogę na małej różowej poduszce.
- Mogę Cię o coś zapytać ? - popatrzyła na dziewczynę. W odpowiedzi pokiwała głową w górę i dół. - Dlaczego tak szybko uciekłaś z samochodu ?
- No bo... kurde z resztą to nie twoja sprawa.
- Skoro tak uważasz.
- No dobra. Ale jeśli komukolwiek piśniesz tylko jedno chociaż słówko rozszarpię Cię własnymi rękami.
- Okej. Myślę, że zrozumiałam.
- Jestem wściekła.
- Na kogo ?
- Na Harolda. - swoją drogą tylko ona go tak nazywała - Nagle coś mu odbiło i sobie wyjechał. Nawet nie zapytał czy może. Myślałam, że jesteśmy parą. Ugh.. I do tego ma wyłączony telefon.
- Może po prostu nie ma zasięgu. Nie panikuj. Chyba wolisz, żeby odreagował od wszystkiego wyjeżdżając na trochę niż np. popadł w jakiś nałóg.
- Może i masz racje... nie wiem co myśleć.
- To o tym nie myśl tylko złaź na dół. Nie jesteś tu sama. Dziś mamy maraton filmowy. Na dole siedzą; Ada, Zayn, Liam, -wyliczałam na palcach - Niall, Marek, Oskar, Mari... Czekają na Ciebie. No chodź nie daj się prosić.
- No okej.
Całą noc oglądaliśmy jakieś durne filmy. Nikt ich nie rozumiał. Na koniec włączyliśmy horror. Lecz zamiast nas wystraszyć rozbawił nas do łez.
***
*oczami Harrego*
- Louis !
- No ?
- Taak w sumie to w tym domu byłem tylko w salonie, toalecie, sypialni i kuchni. A przecież jest on wielki.
- A myślisz, że ja to tu byłem gdzieś jeszcze ?
- No, ale to domek twojego przyjaciela.
- Byłem tu na paru imprezach...ale jak się domyślasz nic nie pamiętam - Lou wyszczerzył zęby.
- To może pozwiedzamy ?
- No dobra. Może coś znajdziemy - znów Lou wyszczerzył zęby
- Co masz na myśli. - znałem odpowiedź, ale chciałem żeby sam to powiedział.
- No jakieś ciekawe zabawki Stan'a ... - i znów ten wyszczerz.
- A co chciał byś skorzystać ?
Louis nic nie odpowiedział.
Weszliśmy na piętro. Mieliśmy nadzieję, że drzwi są otwarte, ale w sumie nie miało to znaczenia, bo Lou miał klucze od każdego pomieszczenia.
- Hej Lou patrz ! - wskazałem palcem na duże hebanowe drzwi. Wisiała na nich tabliczka "Królestwo Stan'a"-może udajmy się do "królestwa Stan'a" ? Haha.
- Okej, raz się żyję. Tylko nie nabałagań bo się skapnie. - i znów się wyszczerzył. Zacząłem nie cierpieć tego wyrazu twarzy.
Zaczęliśmy od dużej, również hebanowej szafy. Nie było w niej nic ciekawego. Pełno kolorowych t-shirt'ów, spodni, głównie rurek w różnych kolorach, koszuli, marynarek. Na dole leżało parę pudełek. W większości były w nich buty. Reszta była pusta. Zamknąłem drzwi szafy lecz coś pokusiło mnie by sięgnąć na szafę. Moje palce odkryły jakąś krawędź. Nie mogłem przyciągnąć tego przedmiotu.
- Lou ! W szafie nic nie ma, natomiast jest coś na niej, nie mogę tego dostać. Podsadź mnie.
Lou spełnił moje życzenie. Po chwili stałem na przeciwko bruneta z książką obłożoną w szary papier. Na papierze wybazgrolone markerem bylo "własność Stan'a" .
- Lou ? Po co stan tak wszędzie podkreśla, że coś jest jego ?
- Wcześniej mieszkał tu z rodzicami.
- A... To chyba wszystko wyjaśnia.
Otworzyłem książkę. Obaj zaczęliśmy się śmiać. Była to książka do kamasutry dla gejów.
- No Stan pewnie całą przestudiował. - powiedział Lou. Zabrał mi książkę i przysiadł na łóżku Stan'a. Poklepał miejsce obok siebie. Usiadłem więc koło niego. - Chyba nie zaszkodzi jak troszkę poczytamy. - i znów ten świński uśmieszek.
CDN.
- Louis !
- No ?
- Taak w sumie to w tym domu byłem tylko w salonie, toalecie, sypialni i kuchni. A przecież jest on wielki.
- A myślisz, że ja to tu byłem gdzieś jeszcze ?
- No, ale to domek twojego przyjaciela.
- Byłem tu na paru imprezach...ale jak się domyślasz nic nie pamiętam - Lou wyszczerzył zęby.
- To może pozwiedzamy ?
- No dobra. Może coś znajdziemy - znów Lou wyszczerzył zęby
- Co masz na myśli. - znałem odpowiedź, ale chciałem żeby sam to powiedział.
- No jakieś ciekawe zabawki Stan'a ... - i znów ten wyszczerz.
- A co chciał byś skorzystać ?
Louis nic nie odpowiedział.
Weszliśmy na piętro. Mieliśmy nadzieję, że drzwi są otwarte, ale w sumie nie miało to znaczenia, bo Lou miał klucze od każdego pomieszczenia.
- Hej Lou patrz ! - wskazałem palcem na duże hebanowe drzwi. Wisiała na nich tabliczka "Królestwo Stan'a"-może udajmy się do "królestwa Stan'a" ? Haha.
- Okej, raz się żyję. Tylko nie nabałagań bo się skapnie. - i znów się wyszczerzył. Zacząłem nie cierpieć tego wyrazu twarzy.
Zaczęliśmy od dużej, również hebanowej szafy. Nie było w niej nic ciekawego. Pełno kolorowych t-shirt'ów, spodni, głównie rurek w różnych kolorach, koszuli, marynarek. Na dole leżało parę pudełek. W większości były w nich buty. Reszta była pusta. Zamknąłem drzwi szafy lecz coś pokusiło mnie by sięgnąć na szafę. Moje palce odkryły jakąś krawędź. Nie mogłem przyciągnąć tego przedmiotu.
- Lou ! W szafie nic nie ma, natomiast jest coś na niej, nie mogę tego dostać. Podsadź mnie.
Lou spełnił moje życzenie. Po chwili stałem na przeciwko bruneta z książką obłożoną w szary papier. Na papierze wybazgrolone markerem bylo "własność Stan'a" .
- Lou ? Po co stan tak wszędzie podkreśla, że coś jest jego ?
- Wcześniej mieszkał tu z rodzicami.
- A... To chyba wszystko wyjaśnia.
Otworzyłem książkę. Obaj zaczęliśmy się śmiać. Była to książka do kamasutry dla gejów.
- No Stan pewnie całą przestudiował. - powiedział Lou. Zabrał mi książkę i przysiadł na łóżku Stan'a. Poklepał miejsce obok siebie. Usiadłem więc koło niego. - Chyba nie zaszkodzi jak troszkę poczytamy. - i znów ten świński uśmieszek.
CDN.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
z życia nastolatki 49
*oczami Lou*
Harry patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem. Nie dziwiłem mu się. Próbując nie zwracać na to uwagi położyłem się na łóżko i przykryłem kołdrą.
- No co taki zdziwiony ? - zapytałem próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Nie na co dzień jakiś chłopak się przede mną rozbiera. - zachichotał.
- To się przyzwyczaj. - powiedziałem dość cicho. Niestety nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Słucham ?! - krzyknął loczek opierając się na łokciach.
- To się nie przyzwyczajaj powiedziałem. - skłamałem, lecz miałem nadzieję, że to przełknie.
*oczami Harrego*
- A okey.
Szkoda. Mógłbym. Szczególnie, że byłby to on.
- Chce Ci się spać ? - zapytał lezący obok Lou.
- Nie, ale nie chce mi się ruszać z łóżka. - Lou pokiwał głową, na znak że zrozumiał. - Byłeś tu kiedyś ?
- Tak, ale wtedy nie był jeszcze umeblowany. Wiesz, że Stan tu przyjeżdża żeby się odstresować ? Wiesz co mam na myśli. - dodał zaczynając śmiać się do rozpuku.
- Domyślam się. - powiedziałem - Ale nie śmiej się z niego. Przecież ty chyba też to lubisz.
Lou natychmiast zamilkł i odwrócił się do mnie plecami.
- Idę spać. - powiedział zezłoszczony.
- Nie nie idziesz! - krzyknąłem.
- Nie zabronisz mi.
- Jak się w tej chwili nie odwrócisz i nie porozmawiasz ze mną to wstanę, ubiorę się i zabiorę swoje rzeczy a następnie pójdę do samochodu i pojadę do domu.
Widziałem jak Louis powoli odwraca się i kładzie na drugim boku, twarzą do mnie.
- Zadowolony ? - zapytał.
- Bardzo - uśmiechnąłem się - a teraz wyjaśnij dlaczego tak zareagowałeś.
- Nie bo będziesz się ze mnie śmiał.
- Nie będę.
- Robiłeś to kiedyś z chłopakiem ? - zapytał.
Zaskoczył mnie.
- Nie.. ale lizałem, to znaczy całowałem się z chłopakiem. Jestem bi.
- A ja tak. Robiłem to z chłopcami a zarówno z dziewczynami. Nie raz, nie dwa. Nie chcę o tym mówić.
- Jak wolisz.
Sam teraz odwróciłem się plecami do Lou i usnąłem.
Harry patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem. Nie dziwiłem mu się. Próbując nie zwracać na to uwagi położyłem się na łóżko i przykryłem kołdrą.
- No co taki zdziwiony ? - zapytałem próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Nie na co dzień jakiś chłopak się przede mną rozbiera. - zachichotał.
- To się przyzwyczaj. - powiedziałem dość cicho. Niestety nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Słucham ?! - krzyknął loczek opierając się na łokciach.
- To się nie przyzwyczajaj powiedziałem. - skłamałem, lecz miałem nadzieję, że to przełknie.
*oczami Harrego*
- A okey.
Szkoda. Mógłbym. Szczególnie, że byłby to on.
- Chce Ci się spać ? - zapytał lezący obok Lou.
- Nie, ale nie chce mi się ruszać z łóżka. - Lou pokiwał głową, na znak że zrozumiał. - Byłeś tu kiedyś ?
- Tak, ale wtedy nie był jeszcze umeblowany. Wiesz, że Stan tu przyjeżdża żeby się odstresować ? Wiesz co mam na myśli. - dodał zaczynając śmiać się do rozpuku.
- Domyślam się. - powiedziałem - Ale nie śmiej się z niego. Przecież ty chyba też to lubisz.
Lou natychmiast zamilkł i odwrócił się do mnie plecami.
- Idę spać. - powiedział zezłoszczony.
- Nie nie idziesz! - krzyknąłem.
- Nie zabronisz mi.
- Jak się w tej chwili nie odwrócisz i nie porozmawiasz ze mną to wstanę, ubiorę się i zabiorę swoje rzeczy a następnie pójdę do samochodu i pojadę do domu.
Widziałem jak Louis powoli odwraca się i kładzie na drugim boku, twarzą do mnie.
- Zadowolony ? - zapytał.
- Bardzo - uśmiechnąłem się - a teraz wyjaśnij dlaczego tak zareagowałeś.
- Nie bo będziesz się ze mnie śmiał.
- Nie będę.
- Robiłeś to kiedyś z chłopakiem ? - zapytał.
Zaskoczył mnie.
- Nie.. ale lizałem, to znaczy całowałem się z chłopakiem. Jestem bi.
- A ja tak. Robiłem to z chłopcami a zarówno z dziewczynami. Nie raz, nie dwa. Nie chcę o tym mówić.
- Jak wolisz.
Sam teraz odwróciłem się plecami do Lou i usnąłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)