poniedziałek, 27 maja 2013

z życia nastolatki 37

Ja: To wszystko przez rodziców. Kiedy byłam małą dziewczynką mój ojciec brał narkotyki i pił. Pod ich wpływem dostawał ataków wściekłości. Bił nas, zamykał w różnych pomieszczeniach, bez wody, jedzenia, bez niczego. Kiedyś zamknął mnie i mojego brata w spiżarce na dwa tygodnie. Chociaż dobrze, że w spiżarce, bo mieliśmy co jeść. Było bardzo trudno. Tym bardziej mojemu świętej pamięci braciszkowi. Kiedy skończyłam 18 lat wyprowadziłam się z domu, chciałam zabrać go ze sobą, ale moja wyrodna matka mi nie pozwoliła. Aż w końcu kiedy ojciec wpadł w szał a matka go zdenerwowała wywiózł mojego braciszka do lasu, a kiedy po niego wrócił on po prostu nie żył. - nie chciałam w tym momencie nikogo widzieć  oprócz jego. Otoczył mnie swoimi silnymi ramionami, a ja po chwili usnęłam.
*********************

Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Leżący koło mnie Niall wstał szybko i wybiegł z pokoju. Słyszałam każdy jego ruch, ponieważ wszyscy jeszcze spali zmęczeni wczorajszym ogniskiem.
Niall: O hej !
Ada: Cześć, byłam w sklepie i zapomniałam kluczy, a drzwi się zatrzasnęły.
Niall: Okey.
Ada: Dobrze już z nią ?
Niall: Lepiej, o wiele lepiej.
Ada: Mogę do niej iść ?
Niall: No nie wiem...
Ada: Zrobie jej śniadanie, wezmę album ze zdjęciami naszymi, wspólnymi i trochę się rozweselimy. Wiem, że trudno Ci na nią patrzeć kiedy jest taka rozbita. Mi też, ale tak jakby mam wprawę w pocieszaniu jej. Prześpij się, bo wyglądasz jakbyś nie spał od tygodnia.
Niall: No dobra, dziękuję.
Ada: Nie ma za co. To mój obowiązek.
Słyszałam jak Ada krząta się w kuchni. W końcu zapukała do moich drzwi. Przetarłam ręką twarz i cicho powiedziałam:
Ja: Proszę.
Ada: Hej młoda, jak się czujesz ?
Ja: Już lepiej....
Ada: Przyniosłam śniadanko i małą niespodziankę.
Ja: Nie jestem głodna.
Ada: Ale zjedz coś wyglądasz jak siedem nieszczęść.
Ja: Czyli koniec mej drogi już blisko ?
Ada: Nie mów tak. Masz wspaniałe życie.
Ja: Tak, tak. Słyszałam to setki razy.
Ada: A Naill ?
Ja: Co Niall ?
Ada: Kocha Cię, a ty jego.
Ja: Miłość. Może wytłumacz co to znaczy, bo nie wiem.
Ada: Przestań. Widzę jak na niego patrzysz.
Ja: Miłość, miłości nie ma są tylko głupie zauroczenia.
Ada: Co się z Tobą dzieje ? - przysiadła na skraju łóżka.
Ja: Sama nie wiem. Nie panuję nad sobą... - po moim policzku spłynęła łza, po czym kapnęła na dekolt.
Bez słów Ada położyła się koło mnie, wtulając się w cieplutką kołdrę. Z mojej szafki nocnej wyjęła gruby album.
Ada: Zobacz - otworzyła gdzieś na początku albumu - nasze pierwsze wspólne wakacje u mojej cioci w Californii. Pamiętasz?
Ja: No jasne - na moją twarz powrócił uśmiech - szczególnie jak Mickey wypadł przez okno w naszym domku na drzewie ?
Ada: No jasne ! A jak do niosłyśmy do domu na deskach ?
Ja: Haha, tak. A jak piekłyśmy mu tort jak miał ze szpitala wyjść ? Co on wtedy złamał ?
Ada: Pamiętam. Mickey złamał lewy obojczyk i palca.
Ja: Tak... Ach... wspomnienia....
Ada przewróciła album raczej ku końcowi, moim oczom ukazało się zdjęcie z moim bratem, Adą i Markiem... Wtedy kiedy byliśmy na wycieczce.
Ada: To też pamiętasz...
Ja: Jakby to było wczoraj...
Ada pogłaskała mnie po głowie, a ja odwróciłam się do niej plecami i zasnęłam.

Obudziłam się po jakiś dwóch godzinach. "Hm... 14, pora obiadu" pomyslałam zerkając na zegarek. Wstała zgarnęłam z jednej z półek szare dresy i przyduży t-shirt. Włosy związałam w niedbałego koka i wyszłam na hall. Zacisnęłam powieki kiedy spojrzałam w okno. Oczy strasznie mnie szczypały, od płaczu i za pewne od tego, że przez tak długi czas byłam w ciemnym pomieszczeniu. Stałam tak chwilę puki oczy się nie przyzwyczaiły. Zeszłam na dół. W salonie nikogo nie było, czyli musieli jeść już obiad w kuchni lub na tarasie. Spojrzałam przez okno na ogród. Cała gromada siedziała przy wielkim stole na zewnątrz. Podeszłam do szklanych drzwi w salonie i lekko je uchyliłam. Od razu otuliło mnie świeże powietrze. Powolnym krokiem zbliżałam się do stołu. Nastała niezręczna cisza. Wszyscy wlepiali we mnie swój zdumiony wzrok. Wyglądali jakby zobaczyli zombie. W sumie to za pewne tak wyglądałam. Podkrążone oczy, zmarnowana twarz, usta wyschnięte. Miałam poobgryzane paznokcie aż do krwi. Wtedy przypomniałam sobie, że nie obgryzałam paznokci od jakiś 15 lat. Zajęłam wolne miejsce obok Nialla. Po chwili przede mną znalazł się talerz pełen jedzenia. Nie byłam głodna, więc wzięłam w dłoń szklankę z sokiem. Sok o mało co nie wylądował na ziemi. Ręce trzęsły mi się, tak bardzo jak jeszcze nigdy. Po tym jak odstawiłam pustą szklankę, odeszłam od stołu i ruszyłam w stronę basenu. Po drodze zdjęłam swoje ubranie pozostając w samej bieliźnie. Zaczęłam biec, po czym wskoczyłam do basenu.

CDN.

czwartek, 16 maja 2013

z życia nastolatki 36

Z Adą postanowiłyśmy iść do kuchni po kiełbaski i pianki, by upiec wszystko na ognisku. Widziałam jak Niall bawi się przy ognisku, aż nagle odskoczył i zawył, po czym siarczyście przeklnął. Zaczął skakać trzymając się za prawą dłoń. Podbiegłam do niego i łapiąc go za ramię spokojnym, lecz głośnym głosem powiedziałam:
Ja: Niall, co się stało ?
Niall: Oparzyłem się, cholera boli. - wrzeszczał jak opętany. 
Złapałam go za lewe ramię i biegnąc ciągnęłam za sobą w stronę domu. Wpadliśmy do salonu, drzwiami od tarasu, szybkim krokiem przemierzyłam pokój po czym nogą popchnęłam kuchenne drzwi. Nadal ciągnąc blondyna wsadziłam jego rękę pod klan odkręcając zimną wodę. Chciał odciągnąć rękę, ale ją zatrzymałam. Kiedy zakręciłam niebieski kurek delikatnie, ale zwinnie osuszyłam dłoń Niall'a ręcznikiem. Zwinnie z szafki wyjęłam bandaż, maść i kawałek gazy. Spojrzałam w niebieskie oczy mojego ukochanego, były pełne bólu, widziałam, że cisnęły się do nich łzy. Powoli wycisnęłam z tubki trochę przezroczystego żelu. Dwoma palcami zaczęłam delikatnie wsmarowywać żel w poranione miejsce. Potem przyłożyłam na nie kawałek białej, nieskazitelnej gazy, a bandażem owinęłam dłoń. Tata mnie tego nauczył kiedy byłam mała. Łzy cisnęły mi się na samą myśl o nim, kiedy przypominałam sobie ten jego uśmiech, ale po chwili jego miejsce zastępował rozzłoszczony tatuś bijący mnie, i mojego, teraz już świętej pamięci, brata, zamykający nasz w składziku, czy bijący naszą mamę. W końcu kiedy ja ukończyłam upragnione 18 lat, jakieś dwa lata temu, ruszyłam z domu w świat. Niestety moja matka nie dała mi zabrać ze sobą brata. A kiedy dowiedziałam się że mój mały, ukochany braciszek odszedł z tego świata wpadłam w istną histerię. Mój "ukochany tatulek" wywiózł go do lasy i zostawił w grudniowy wieczór. Kiedy przyjechał dwa dni później znalazł Dan'a, ale już martwego. Z zamyśleń wyrwał mnie Niall.
Niall: Hej, wszystko dobrze, kochanie ?
Ja: Tak. - odpowiedziałam ocierając łzę. - A w sumie to jednak nie. Nic nie jest dobrze, i nigdy nie było puki nie poznałam Ciebie.
Niall: Nie płacz.
Ja: Nie umiem, nie panuję nad tym. 
Niall: Spróbuj.
Zaczęłam ocierać łzy. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Do kuchni stopniowo zaczęły napływać pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. Oczami podążyłam do ich źródła. W drzwiach ukazał się wysoki blondyn. Po chwili rozpoznałam jego twarz. Nie chciałam by widział mnie w takim stanie. Schowałam twarz w dłoniach, plecami opierając się o zimne drzwi lodówki. Słyszałam jak podbiegł. Jedną rękę położył na moim ramieniu, drugą powoli odciągnął ręce od twarzy. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Widziałam jak jego niebieskie tęczówki wpatrują się w moją twarz, kątem oka widziałam jak Niall patrzy na niego ze złością. 
Marek: Co się stało ?
Ja: Nic.
Marek: Przecież widzę. Nie oszukasz mnie. Mów co się stało, mnie możesz zaufać.
Ja: Przeszłość. - wyduszenie tego jednego słowa było bardzo trudne, szczególnie z tą gulą w gardle narastającą z każdą sekundą. 
Marek: Przypomniałaś sobie ojca ? - powiedział, jego troska w głosie była muzyką dla moich uszu. 
Ja: Ta - ak. - powiedziałam przerywając, dobrze wiedział, że nie byłam w stanie nic więcej wydusić. On objął mnie swoimi ramionami. Zawsze ciepłymi. Poczułam się jak kiedyś, kiedy byliśmy parą, ale nie żałowałam, że z nami koniec. Po mojej twarzy pływały łzy, tą samą słoną ścieżką. 
Marek: Obiecałaś mi kiedyś, że więcej nie będziesz o nim myśleć. Myślałem, że tego nie zrobisz, bo wiem, że nigdy nie rzucasz słów na wiatr.
Ja: Do głowy wkradł mi się Dan, a za Dan'em on. - wydukałam. 
Słyszałam jak Marek szepnął do Nialla:
Marek: <szeptem> Weź ją teraz na ręcę, zanieś na górę. Połóż na łóżku i albo koło niej się połóż, albo siedź przy niej trzymając ją za rękę. To zawsze ją uspokajało, a gdy już przestanie płakać, pobaw się trochę jej włosami oplatając je sobie wokół palcy, to zawsze ją odprężą.
Niall: wiem - warknął, ale byłam pewna, że nie wiedział. 
Marek powoli mnie puścił. Niall podszedł bliżej, złapał mnie pod kolana i plecy. Zanim się zorientowałam moje stopy oderwały się od ziemi. Półgłosem powiedziałam do Marka:
Ja: Powiedz, że się źle poczułam i już raczej nie przyjdę. A! I nie zapomnij powiedzieć, żeby nie przychodzili do mnie i się nie martwili. 
Marek: Dobrze, nie ma sprawy. Dla Ciebie wszystko. - obdarzył mnie szczerym uśmiechem. 
Niall zaniósł mnie na górę i powoli ułożył mnie na łóżko. Lekko nakrył ciepłą kołdrą. Ułożył się koło mnie, złapał za rękę i ciepłym głosem rzucił:
Niall: Dlaczego płaczesz ? Jeśli nie chcesz nie mów, ale będzie mi przykro jeśli tego nie zrobisz. - obdarował mój słony policzek lekkim jak piórko całusem. Ja krzywo się uśmiechnęłam i zaczęłam...


CDN.

wtorek, 14 maja 2013

z życia nastolatki 35

Rano siedziałam na tarasie bawiąc się z Megan i Paulem. Dzieciaki były przesłodkie. Sama chciałam mieć swoją gromadkę, ale jeszcze nie czas. Natalia z Tommym jeszcze spali w moim pokoju na piętrze. Kiedy karmiłam Meg na taras przyszła Bells. 
Bells: Urocze dzieciaki. - powiedziała i usiadła koło mnie.
Ja: Też tak sądzę. Dobrze się spało ?
Bells: Znakomicie. Harry jeszcze śpi. 
Ja: Domyślam się, od zawsze był śpiochem. A nie zgniótł Cię w nocy ?
Bells: Nie, a dlaczego pytasz ? - wpatrywała się we mnie swoimi szarymi oczami o dziwnie długich rzęsach.
Ja: Tak jakoś, kiedyś z nim spałam to najpierw mnie gniótł a potem za karę zepchnęłam go z łóżka. 
Bells: Hm.. ciekawe. - zaśmiała się.
Ja: Może napijesz się kawy, gorącej czekolady, albo kakao ?
Bells: Gorącą czekoladę.
- z piankami i bitą śmietaną na wierzchu. - powiedziałyśmy jednocześnie.
Wstałyśmy i udałyśmy się do kuchni. 
Ja: Możesz się nimi zająć ? - spytałam Bells podjeżdżając bliżej niej wózkiem z dziećmi. 
Bells: No jasne !
Kiedy Bells bawiła się z Paulem, Meg zasnęła. W tym czasie zajęłam się robieniem czekolady. 
Po paru chwilach zanurzyłyśmy swe usta w gorącej, brązowej cieczy. 
Ja: A właściwie to jak poznałaś Harrego ?
Bells: Wylał kiedyś na mnie swoją kawę na ulicy, potem odprowadził mnie do domu. Zaprosiłam go do środka. Chciał nawet wyprać mi tą bluzkę, ale zabroniłam mu czegokolwiek dotykać. Potem zadzwonił do niego Louis pilnie go wzywając. Wyszedł bez słowa, ale zostawił małą różową karteczkę z numerem telefonu. To było dziwne, ale nie mogłam wytrzymać dwóch dni, aby nie zadzwonić. Zaczęliśmy się później spotykać. No a później przyprowadził mnie tutaj. Wczorajszy wieczór był bardzo wesoły.
Ja: Szczególnie kiedy Harry wylał na siebie pół butelki czerwonego wina.
Bells: Dokładnie - przyznała - uwielbiam jak się denerwuje.
Ja: No, robi taką słodką minę.
Do kuchni wszedł Harry.
Harry: O czym rozmawiacie ?
Ja: O Tobie.
Harry: O, słodko. - pocałował Bells w policzek na przywitanie, a mnie przytulił. - nie gniewasz się Bells, że przytuliłem Nouisę ?
Bells: Nie, a dlaczego pytasz ?
Harry: Bo często jesteś o mnie cholernie zazdrosna.
Ja: Nie dziwie się jej.
Do kuchni wszedł Louis.
Louis: Hej, a wy już nie śpicie ?
Bells: No jak widać nie. - uśmiechnęła się. - jak się spało ?
Louis: Dobrze. A co wy tu dzieci niańczycie ? -podszedł do wózka i wziął Meg na ręce.
Ja: Lou, ale ty słodko wyglądasz z dzieckiem na rękach.
Louis: Dzięki, a bez to już nie, co ?
Ja: Jak nie, jak tak. - Wstałam i cmoknęłam go w policzek. 
W tym momencie do kuchni wszedł Niall, widział jak całowałam Lou.
Niall: Co to ma znaczyć ?!
Ja: No bo Louis twierdzi że bez dziecka nie wygląda słodko. 
Niall: Ale chyba nie jest słodszy ode mnie - ręką przeczesał blond włosy i zrobił uwodzicielską minę - hę ?
Ja: Nie ma nikogo słodszego na całym świecie. 
Zaczęliśmy się całować. Pierwsze co Niall zrobił po zetknięciu się naszych ust to wpakował mi język do buzi. Pocałunek trwał bardzo długo. Na plecach czułam ostre spojrzenia Lou. Kiedy skończyliśmy wróciłam do picia czekolady jakby nigdy nic. Do kuchni weszli Ada i Zayn.
Zayn: Witajcie !
Harry: Cześć, a czy mogli byście w nocy tak nie hałasować ?
Ze śmiechu wyplułam na pół stołu czekoladę którą miałam w buzi, oblewając przy tym moją ukochaną piżamę. Ada zaczerwieniona podała mi ścierkę. Wycierając stół rzuciłam:
Ja: No Harry, ty to masz wyczucie !
Harry: No co ? Przez nich nie mogłem spać.
Louis: To trzeba było robić to co oni.
Harry: Lou !! - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Ja: No co Lou dobrze mówi, prawda Bells ?
Bells: Zostawię to bez komentarza.
Zayn: Harry, kto tego posmakuje nie może przestać.
Ada: Zayn, zamknij się lepiej bo zaraz posmakujesz mojej ręki.
Zayn: No dobra, dobra już siedzę cicho.
Do kuchni weszli Natalia z Tommym.
Ja: Już wstałeś braciszku ?
Tommy: Tak, już wstaliśmy.
Natalia: O dzięki, że zajęliście się moimi maluszkami. 
Bells: Nie ma za co.
Ja: Są takie potulne, więc nie robią problemów, a w sumie to chciała bym taką gromadkę. 
Tommy: No to już wiesz chyba co robić Niall ?
Ja: Tommy !
Tommy: No co ? 
Ja: Ty już dobrze wiesz co !
Natalia: To my się już chyba zbieramy.
Ja: Nie ! Zostańcie na obiedzie....
Tommy: No dobra. 
Ja: Bells, Ada i Natalia zbierać się, idziemy na zakupy, a wy w tym czasie chłopcy rozpalicie ognisko w ogrodzie i nalejecie wodę do basenu. 

Po długich męczących zakupach wróciłyśmy do domu. Rzuciłyśmy torby do salonu i poszłyśmy do ogrodu. Zasiadłyśmy na huśtawce powoli się kołysząc oglądałyśmy jak chłopcy nieudolnie rozpalają ognisko. Po niecałej godzinie wreszcie się udało.

CDN.

czwartek, 9 maja 2013

z życia nastolatki 34

Resztę dnia biegałam po domu rozbawiona. Po prostu byłam szczęśliwa. Wszyscy cieszyli się razem ze mną. Kiedy chłopcy opowiadali mi jak ma wyglądać moja praca. Rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi.
Ja: Ja otworze ! - krzyknęłam i skoczyłam w stronę drzwi.
W drzwiach ukazał się Marek. Wpuściłam go do środka. Zaczęliśmy gadać, wszyscy razem.
Marek: A wiecie, że Natalia urodziła ?
Ja: Na prawdę ? 
Marek: No tak !
Ja: Zadzwonię do niej, niech przyjdzie na kolację.
Zaprosiłam Marka do środka, po czym poszłam do kuchni wykonać telefon.
Wybrałam numer Natalii.
Natalia: Halo ?
Ja: Hej, słyszałam że już urodziłaś.
Natalka: No tak.
Ja: Chłopczyk, czy dziewczynka ?
Natalka: Chłopczyk.... i dziewczynka !
Ja: Aż dwójka ?! Wow.
Natalka: Wiem, sama jestem zaskoczona.
Ja: A może przyszła byś z dziećmi i Tommym na kolację ?
Natalka: No dobrze, a o której ?
Ja: Koło 18 ?
Natalka: No dobrze.
Ja: Okey, to czekam.
Kiedy weszłam do pokoju Marek ogłaszał wszystkim, że Natalka urodziła. Wtedy przypomniała mi się rozmowa z Tommym. Miałam nadzieję, że jej nie zostawi. Może zakocha się w niej od nowa. Zdarza się prawda ?
Po południu z Adą poszłam na zakupy.
Ada: Ciekawe jak się czuje Natalka...
Ja: Dowiesz się na kolacji, przyjdzie z Tommym i dzieciakami.
Ada: Fajnie !
Kiedy wróciłyśmy ze sklepu zaczęłyśmy szykować kolację. Postanowiłyśmy upiec ziemniaki i kurczaka z warzywami.
Ja: Mam nadzieję, że nam się uda ! - krzyknęłam kiedy włożyłyśmy kurczaka do piekarnika. Schowałyśmy nasze fartuszki do szafek i pobiegłyśmy na górę się przebrać.
Ja założyłam czarne leginsy, fioletową koszulkę na ramiączka z napisem "hug me". Ada założyła zwiewną pastelowo miętową sukienkę i buty na szpilkach. A właśnie ! Zapomniałam założyć butów. A w sumie, dziś będę na bosaka. Kiedy weszłam do kuchni Niall wlewał sok do dzbanka. Kiedy mnie zobaczył przeczytał na głos napis na mojej koszulce potem rzucił
Niall: No dobra !
I mocno, z całych sił, ale nadal lekko i ciepło przytulił. Znów poczułam się pozornie szczęśliwa.
Kiedy puścił objęcia rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Wszyscy rzuciliśmy się do drzwi. Otworzyła Ada. Wtedy naszym oczom ukazała się objęta pata z wózkiem w ręku. Oby dwoje byli uśmiechnięci, tak szczerze. W oczach Tommiego widziałam szczęście i dumę. Na ich widok sama się uśmiechnęłam. Weszli do środka. W wózku siedziały dwa małe bobasy. Były przesłodkie. Chłopczyk miał wielkie niebieskie oczy. Dziewczynka brązowe. Ich buźki były roześmiane.
Ada z chłopcami zajęli się gośćmi a ja poszłam po kolację.

Po posiłku zaczęliśmy gadać.
Natalka: No to chyba czas najwyższy zdradzić imiona naszych bobasów !
Harry: No jasne !
Tommy: Więc dziewczynka to Meg.
Natalia: A chłopczyk to Paul.
Ja: Ooo... słodko.
*dzwonek do drzwi*
Ada: Kto to ?
Liam: Spodziewamy się kogoś ?
Harry: W pewnym sensie...
Louis: To znaczy ?
Harry: Zaczekajcie - Hazza poszedł otworzyć drzwi. Po chwili do naszego salonu weszła wysoka dziewczyna. Była brunetką. Miała nieziemską figurę. Miała brązowe oczy.- To moja dziewczyna.
Dziewczyna: Hej, jestem Bells. Miło was poznać. - dziewczyna uśmiechnęła się słodko - Harry dużo o was opowiadał.
Ja: Hej - wstałam - jestem Nouisa, miło mi Cię poznać, lecz Harry nam nic o Tobie nie wspominał.
Bells: Również miło mi Cię poznać. O tobie, czyli Nouisie opowiadał najwięcej.
Ja: Na serio ? - patrzyłam na Harrego z uśmieszkiem. - Wię tak! - wskazałam na Nialla- To Niall, mój chłopak, tam siedzi Ada, moja przyjaciółka, obok niej jej chłopak Zayn, tam przyjaciel Hazzy Lou, koło niego Liam, a ta śliczna panienka to Natalia, koło niej jej chłopak Tommy a tam ich dzieci, Paul i Meg.
Bells: Jakie słodkie bobaski !
Ja: Też tak uważam, usiądźmy.
Zasiedliśmy do stołu. Bells usiadła obok Hazzy. Pasowali do siebie znakomicie. Pomyślałam, że teraz Liam i Lou powinni sobie znaleźć dziewczyny. Ale czas pokaże co będzie z tego związku.

CDN.