wtorek, 27 sierpnia 2013

z życia nastolatki 53

-Liam...tęsknię za Lou i Harrym...
- To zadzwoń do nich. - odpowiedział krótko chłopak nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Ale ja się chcę z nimi spotkać !
- No to zadzwoń i się umów. - nadal nie odezwał wzroku.
- Ależ Ty pomocny. - rzuciłam i wstałam po swój telefon.
- Nie dziękuj. - cmoknął ustami. Tymczasem ja udałam się do kuchni by mieć lepszy zasięg.
Wybrałam numer Harrego.
- Halo. - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Cześć Hazz. Stęskniłam się. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- My też. - odpowiedział. - Może się spotkamy.
- Tak ! Właśnie po to dzwonię.
Hazz się zaśmiał.
- Dziś będę w mieście na zakupach. Muszę pogadać z Bells... - przycichł na chwilę- więc przyszykuj się. Będę koło 18. Weź troche ciuchów to pomieszkasz z nami trochę. Jeśli chcesz oczywiście...
- Jasne ! Czekam.
- No to do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się i wsunęłam telefon do kieszeni ciemnych, krótkich spodenek.
Wróciłam do salonu.
- Liam, wychodze o 18. Wrócę za jakiś tydzień, dwa.
Liaś zachłysnął się powietrzem.
- To gdzie Ty idziesz ?!
- Jadę do chłopaków, Hazz po mnie wieczorem przyjedzie. - uśmiechnęłam się.
- O... Fajnie. Czyli zostawiasz mnie samego ? - wywinął dolną wargę i zrobił oczy jak kot ze Shreka.
- Tak. Dasz sobie radę. - cmoknęłam go w policzek. - Lecę się spakować.
- Może Ci pomogę ?
- To zapraszam.
***
*oczami Louisa*
Harry uciekł gdzieś z telefonem. Po chwili wrócił z "bananem" na twarzy i wesoło oznajmił.
- Dziś przyjedzie do nas Nouisa ! Cieszysz się ?
- Nie. - odpowiedziałem szczerze.
- Jak to ... ? Przecież to nasza. Bynajmniej moja przyjaciółka. Myślałem, że wy też się przyjaźnicie. - Harry na prawdę był zmieszany.
- Ja jestem jej przyjacielem, ale ona jest dla mnie...kimś więcej. Ale nie chcę nawet, żeby o tym wiedziała. Wolę się z nią przyjaźnić. I masz nic nikomu nie mówić. Mam nadzieje, że zrozumiałeś. - mój ton był chyba zbyt szorstki.
- Dobra....
Harry odwrócił się na pięcie i poszedł na taras. Po chwili dołączyłem do niego.
- Przepraszam. - zacząłem.- Nie powinienem być taki ostry. Wybacz.
- Dobra, nie ma problemu. Dziś i tak mam coś gorszego do załatwienia...   - Harry odwrócił głowę, wiedziałem, że pewnie oczy mu się zeszkliły.
- Harry ? Coś się stało... ? - położyłem swą dłoń na jego plecach.
- Będzie mi trudno z nią zerwać... - Harry schował twarz w dłoniach.
- Nie kochasz jej ?
- Nie. Już nie...
- Nie przejmuj się Hazz.
- Już chyba nie znajdę drugiej połówki.
- Nie mów tak ! Może masz ją pod nosem. Tylko tego nie widzisz, ale zobaczysz to kiedy nadejdzie czas... Zbieraj się bo już po 17.
Harry wstał i bez słowa wsiadł do samochodu. Odjechał.
*oczami Harrego*
"Dlaczego wszystko musi być tak trudne i pogmatwane ?
Dlaczego zawsze mi coś nie pasuje ?
Dlaczego ?
Eh... wolę się tym nie przejmować."
Zaparkowałem na podjeździe. 
- Weź się w garść Harry ! Jesteś mężczyzną !- powiedziałem sam do siebie.
Wysiadłem z samochodu i trzasnąłem drzwiami. Kierowałem się do drzwi wejściowych. Szarpnąłem za klamkę. Zamknięte. Jak dziwnie używać dzwonka. Otworzyła mi Nouisa. Od razu rzuciła mi się na szyję i zaczęła piszczeć. Wydało mi się to trochę dziwne. No ale dziewczyny są dziwne. Kiedy się ode mnie odczepiła rzuciłem.
- Pożegnaj się i idź do samochodu
-okey.
Wszedłem do salonu siedzieli tam Zayn z Adą, Liam oraz Bells.
-Hej.
- Cześć Hazz . - Ada posłała mi wesoły uśmiech.
- Siema, stary. - rzucił Zayn.
Liam mi pomachał, natomiast Bells wpatrywała się we mnie ze złością w oczach.
-Bells ? Możemy pogadać ?
Nic nie odpowiedziała. Wstała i ruszyła do kuchni.
- Czego chcesz ? - rzuciła ostrym tonem.
- Chcę Ci za wszystko podziękować.
- Ale z nami koniec. Domyśliłam się. Czekałam póki to powiesz sam. Jutro mam pociąg do rodzinnego miasta. Miło mi było Cię poznać.
- Bells..
- Nie odzywaj się do mnie.
- Nie złość się.
- Jestem ciekawa czym zawiniłam.
-Ty niczym. Po prostu jak widać to nie było stałe uczucie.
- Pie***l się ! - rzuciła wychodząc z kuchni.
Poszedłem pożegnać się z przyjaciółmi. Wiedzieli, że coś się stało, ale nie pytali. Na szczęście nie pytali.
Wyszedłem z domu i ruszyłem ku autu. Wsiadłem, trzasnąłem drzwiami i depnąłem w pedał gazu. Nouisa podskoczyła na swoim miejscu. Zacisnąłem dłonie na kierownicy.
*oczami Nouisy*
Co go ugryzło ?
Jest cały czerwony, jego oczy pociemniały, kłykcie zrobiły się białe, żyły w niektórych miejscach stały się widoczne. Zaczęłam się bać. Ale nie powstrzymałam się by zapytać.
- Harry stało się coś ? - spytałam łagodnie.
Hazz skręcił w leśną dróżkę. Zatrzymał się przed średniej wielkości, piętrowym domkiem. Przed nim stał Louis z założonymi rękami.
- Miłość. To wystarczy. A raczej je brak. - rzucił i wystrzelił jak armata z auta. Po chwili moje drzwi się otworzyły. Zobaczyłam Louisa.
Rzuciłam mu się na szyję.
- Louiiiiiiis ! Tęskniłam, okropnie tęskniłam.
*oczami Louisa*
Czy ona powiedziała, że "cholernie tęskniła ?!
Wow!
- Ja też. Uwierz ja też. - Przytuliłem ją mocniej. Po chwili odkleliliśmy się od siebie. - Masz jakiś bagaż ?
- Tak, w bagażniku.
- Wezmę go. - wyjąłem ciemną torbę z bagażnika - To chodź poproszę. Pokażę Ci twój pokój. Będzie koło naszego. To znaczy mojego i harrego. Mieszkamy w jednym, żeby mieć później mniej do sprzątania.
Zaśmiałam się.
- Dobra, nie wnikam co wy tam robicie.
- Nic. Oszalałaś !? - spojrzał na mnie ze wzrokiem zabójcy.
- Żartowałam.
Louis wprowadził mnie do średniej wielkości pokoju. A potem oprowadził po domku.
***
- Wyspałaś się ? - spytał Harry kiedy rano weszłam do kuchni.
- Tak oczywiście !
- Dziś przyjedzie mój przyjaciel Stan. To jego domek. Chciał zasadzić jakieś kwiatki w ogródku czy coś. I zostanie na grillu.
- Mm...smacznie.
- A może na razie pójdziemy nad staw ?
- Taak ! Wreszcie napatrzę się na wasze klateczki.
- Ja nic nie mówię, ale Ty będziesz w bikini i  sądzę, że też będzie się czemu przyglądać. - Harry się wyszczerzył. A ja zaśmiałam.

CDN.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

z życia nastolatki 52

Siedziałam na łóżku oglądając jakiś kolorowy magazyn.  Po chwili oderwałam wzrok od literek i rozejrzałam się po pokoju. Panował w nim niesamowity chaos. Niektóre rzeczy leżały jeszcze w pudełkach.  Postanowiłam zrobić z tym porządek. Ale sama raczej nie dam rady. Pójdę na dół, poproszę, może ktoś pomoże. Wstałam z łóżka  i brnęłam w stronę drzwi. Chwilę później byłam już w salonie. Siedział tam tylko Liam. Oglądał telewizję. Nie wyglądał na zainteresowanego treścią programu.
-Hej Liam ! – rzuciłam siadając koło niego na kanapie.
- Hej.. – odpowiedział obojętnie.
- Gdybyś miał czas i chęć to może pomógł byś mi ogarnąć pokój … ? – uśmiechnęłam się krzywo.
- No jasne ! – rozpromienił się.
- To może teraz ?
- No to chodźmy.
***
Liam siedział pod ścianą przeglądając moje zdjęcia z dzieciństwa. Po chwili podał jedno i zapytał:
- Ta dziewczynka po prawo to Ty, prawda  ?
- Tak – uśmiechnęłam się, wyciągając  rękę ze zdjęciem w jego stronę. On tylko na nią spojrzał i zapytał o coś jeszcze:
- A co to za chłopiec po lewo ?
Wstrzymałam oddech. Po chwili szybko odburknęłam.
- Mój brat.
- Nie mówiłaś, że masz rodzeństwo.
- No bo nie mam.  Już  nie mam. – dodałam.                                       
*oczami Liama*
Ojć ! Chyba poruszyłem nie wesoły temat…
- Przykro mi… - powiedziałem czule, po czym przysunąłem się do niej i ją przytuliłem.
- Każdemu jest przykro. A  mi wręcz przeciwnie. Cieszę się z jednej strony, bo tam mu najlepiej. Ale chciała bym by był przy mnie…
- On jest przy tobie. Zawsze. O tutaj – położyłem swoją dłoń na jej sercu i się uśmiechnąłem. – Teraz na pewno patrzy na Ciebie tam z góry i cieszy się, że o nim pamiętasz i że sobie radzisz. Nie smuć się, bo i jemu i mi będzie smutno.
- Liam.. – nie powiedziała nic tylko wtuliła się w mój tors.  Po chwili poczułem, że zaczynam mieć mokrą koszulkę. Ale co mi tam. Niech się wypłacze bidulka.
***

- Liam… ? – chyba chce o coś zapytać.
- Tak ? – odpowiedziałem.
- Każdy z chłopaków mówił coś o swoich byłych, albo przyprowadzał je tu, a Ty nigdy nic ani słowa…
- Ech… no dobra, chyba powinienem Ci coś opowiedzieć. Więc, parę lat temu poznałem wspaniałą dziewczynę Danielle. Była śliczna, kochana… Idealna. Po paru miesiącach znajomości zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byliśmy zgraną parą. Bardzo się kochaliśmy. Po mniej więcej roku coś się zaczęło psuć. Potem usłyszałem, że poznała innego i coś między nimi zaiskrzyło. Z resztą ja też poznałem fajną dziewczynę. Ale nie miałem zamiaru z nią być. Chciałem być z Dan. Na zawsze. W końcu zobaczyłem ich kiedyś na ulicy. Trzymali się za rączkę i takie tam.  Postanowiłem, że to koniec. Mieszkaliśmy razem. To znaczy ja pomieszkiwałem trochę u niej. Pewnego razu kiedy wróciłem do domu Dan siedziała na kanapie i rozradowana gadała przez telefon. Kiedy się zjawiłem szybko ucięła rozmowę i schowała telefon. Wiedziałem, że gadała z nim. Kiedy gadała z koleżankami czy rodziną nie było takich problemów.  To tamtego wieczoru się rozstaliśmy. Zdążyłem zejść po schodach piętro niżej. Po czym zacząłem płakać. Jak dziecko. Nie wyobrażałem sobie niczego bez niej. Nie wyobrażałem sobie, że już nigdy pierwszym widokiem po otworzeniu oczów kiedy się obudzę będzie ona. Że nie poczuję jej zapachu. Nie zanurzę ręki w jej włosach. Że nie poczuje smaku jej warg. Że po prostu jej nie będę miał. Ale tłumaczyłem sobie, że ona ma teraz innego chłopaka. I to teraz on ma najśliczniejszą księżniczkę na świecie. I że już nie ma nas. Przeleżałem miesiąc zamknięty w domu płacząc. Wychodziłem tylko na próby i koncerty. I niekiedy na miasto kiedy menadżer kazał. Pocieszała minie tamta dziewczyna którą wcześniej poznałem. Niby ze sobą chodziliśmy, ale tak naprawdę byliśmy ze sobą tylko na tych wszystkich galach, koncertach, spacerach czy wywiadach. W domu nie często się do siebie odzywaliśmy. Ona próbowała mnie pocieszać. Ale jej to nie wychodziło. Niestety. Miałem szczęście, że po czasie chłopcy zamieszkali razem ze mną.  Ale i tak cholernie mi jej brakowało. Kiedy pewnego razu gadałem z wspólnym znajomym, moim i Dan, dowiedziałem się, że Dan znów jest wolna. Od razu nasunął mi się pomysł by spróbować do niej wrócić. Ale szybko wybiłem go sobie z głowy. Po jakimś tygodniu od rozmowy ze znajomym, Dan zadzwoniła do mnie czy bym do niej nie wpadł. Zgodziłem się.  Kiedy z nią gadałem w końcu powiedziała, że znów chciała by być ze mną, że tęskni, że nadal mnie kocha… Ale ja odmówiłem. Powiedziałem, że też nadal ją kocham i zawsze będę lecz nie potrafię jej znów zaufać. Że to już drugi raz nie wyjdzie. Ale, że jeszcze się zastanowię. Bo mam mętlik w głowie. Obiecałem, że przyjdę dokładnie za tydzień o godzinie w której poprosiłem ją o chodzenie.  Więc byliśmy umówieni na piątek o 19:35. Wróciłem do domu. Od razu pogadałem z chłopakami. Głosy były podzielone. Louis i Harry powiedzieli, że jeśli nadal ją kocham to żebym do niej wrócił. Natomiast Zayn i Naill powiedzieli, że na moim miejscu nie wchodzili by dwa razy do tej samej rzeki. Posłuchałem Zayna i Nailla. Kiedy się z nią spotkałem powiedziałem, że nici z związku. Zaczęła prosić, błagać, żebym jej zaufał. Ja powiedziałem, że kiedy po długim czasie się pozbierałem ona chce nagle wrócić. Przeprosiłem i podziękowałem. Wyszedłem. Słyszałem, że wyszła za mną. Zacząłem biec. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili przebiegłem na zielonym. Ona i tak biegła za mną. Była dwa kroki od tego by znaleźć się po drugiej stronie. Usłyszałem klakson, a potem uderzenie. Stanąłem. Po mojej głowie przebiegły najgorsze myśli. Odwróciłem się. Leżała przed samochodem w dziwnej pozycji. W koło niej była wielka kałuża krwi. Nie chciałem uwierzyć, że to ona. Podbiegłem do niej. Po chwili przyjechała karetka. Zgon na miejscu. – po mojej twarzy spłynęły łzy – Wiedziałem, że to przeze mnie. Ja to po prostu wiedziałem. Kiedy przed pogrzebem spotkałem się z jej mamą i opowiedziałem jak było. Nie odpowiedziała nic. Kiedy dodałem, że to prze ze mnie powiedziała, ze to nie prawda. Lecz ja wiedziałem swoje. I nadal wiem. Nikt mi tego nie wybije z głowy. Nikt.- kiedy skończyłem schowałem twarz w dłonie.
- Liam.. - zaczęła lecz jej przerwałem.
- Nic nie mów, nie pocieszaj, nie współczuj. Nie chce tego. Proszę. Choć Ty jedna.
- Jeśli chcesz. - Przytuliła mnie.
- Dobra koniec mazgajenia ! Sprzątajmy dalej - uśmiechnąłem się i wróciłem do opróżniania pudła. Nouisa tylko spojrzała kątem oka i również się uśmiechnęła.

CDN. 

z życia nastolatki 51

*oczami Lou*
-No nie, oczywiście, że nie!- krzyknął Harry.
- No i taki Hazz mi się podoba ! - odpowiedziałem otwierając książkę.
*20 minut później*
- Nie wyobrażam sobie Stan'a robiącego...to - Loczek wskazał na książkę.
- Nie ty jeden. - podałem mu ją- schowaj tam gdzie była.
- To mnie podsadź.
Podsadziłem chłopaka i wróciliśmy do szperania. Znaleźliśmy dużo przeróżnych zabawek.
- Lou... - zaczął Harry - jestem głodny, zrób mi coś do jedzenia.
- A sam nie możesz ? - Nie chciało mi się. To chyba normalne. W odpowiedzi od Harrego dostałem przesłodką minę. Hazz wybrzuszył dolną wargę i zrobił oczy jak ten kotek ze Shrek'a. - Okey. Ale to pierwszy i ostatni raz !
Wszedłem z pokoju ciągnąć za sobą Harrego. Weszliśmy do kuchni.
- Louis.. zrób mi grzanki z Nutellą i kakao .. - prosił, a właściwie błagał Hazz.
- Um... no dobra.. - odparłem z irytacją.
- Jak tak bardzo nie chcesz to sam mogę sobie zrobić.
Harry napierać na mnie ciałem.
- Nie pchaj się na mnie !
- To się przesuń !
- Nie ! Siadaj przy stole i czekaj na jedzenie !
- Ale ja sobie sam zrobię !
- Nie!
- Tak !
- Zamknij się już. - żeby Harry już się zamknął włożyłem wy do buzi łyżkę po Nutelli.
Harry zrezygnowany usiadł przy stole. Podając mu tależ cicho szepnąłem
- Ze mną nie wygrasz.
Hazz tylko się spojrzał. Widziałem błysk w jego oczach. Dobrze wiedziałem co to oznacza. Będzie ''walczył''.


**oczami Bells**
Siedziałam z Nouisą na balkonie w jej pokoju. Gadałyśmy o jakiś pierdołach słuchając radia.
Akurat w radiu leciała piosenka ''Cal me maby''. Właśnie zbliżał się refren.
- Hey, I just meet you - Nouisa zaczęła śpiewać.
- And this is crazy - zaśpiewałam następny wers.
- But here's my number - i znów ona.
- So, call me maby.
- Hey, no właśnie może zadzwonimy do chłopaków. - rzuciła ze szczerym uśmiechem na ustach.
- Skoro chcesz. - rzuciłam bez przekonania.
Nouisa wyjęła z kieszeni swoich czerwonych spodni telefon. Przyciszyła radio i położyła telefon na stole.
*piip* *piip* *wybrany abonent jest poza zasięgiem sieci*
- Super. - bąknęłam tylko i chwyciłam jakąś gazetę. Zaczęłam czytać o jakiś torebkach i innych pierdołach.
*oczami Liama*
-Hej dziewczyny ! - wszedłem na balkon z uśmiechem na twarzy.
- Hej Liaś ! - również z uśmiechem odpowiedziała Nouisa.
-siema. - bąknęła Bells.
- Hej, co się stało ? - zwróciłem się do szarookiej dziewczyny.
- Nic. - bąknęła. Miałem wrażenie, że tylko w taki sposób potrafi się odzywać.
- okeey. Jak coś to możesz mi się późnij wygadać. - zdobyłem się na drobny uśmieszek - jeśli byś chciała oczywiście. - dodałem. W odpowiedzi dostałem wymuszony uśmiech + wzrok zabójcy. Brr.. aż mi się zimno zrobiło. Postanowiłem zwrócić się do tej pogodnej dziewczyny.
- Nou jedziesz ze mną do sklepu ? Bo po minie Bells sądzę, że raczej nie jest zainteresowana. - kątem oka spojrzałem na szarooką lecz jej twarz nadal była jak z kamienia.
- Okey, tylko się przebiorę - dodała uśmiech i zeskoczyła z fotela biegnąc w głąb pokoju.
Zasiadłem na jej miejscu. Zdobyłem się na odwagę i po cichu rzekłem do Bells
- To, że masz zły humor nie daje Ci prawa na wszystkich warczeć.
- Zamknij się, bo Ci przyłożę. - kiedy to usłyszałem oniemiałem.
- No z takiej strony to Cię nie znałem.
- Ty mnie w ogóle nie znasz.
- Mylisz się.
Bells już chciała coś powiedzieć lecz Nou wpadła na balkon ciągnąc mnie za rękę.
- Podskoczymy jeszcze do butiku. Muszę kupić sobie jakąś koszulkę.
- Możemy nawet jechać do centrum. Lubię zakupy.
- Serio ?!
- Tak. - uśmiechnąłem się.
- To jedziemy !

środa, 7 sierpnia 2013

z życia nastolatki 50

siema :D 
już 50 część xd
nie wiem czy ktoś jeszcze w ogóle to czyta.
Niby liczba wyświetleń ciągle pnie się w górę, ale nie ma żadnych kom... ;--; 
CZYTASZ=KOMENTUJ
_______________________________________________________________________________

-Nouisa ! - usłyszałam swoje imię. Po chwili na taras wbiegła Ada. - Mam Cię ! Bells spadła ze schodów.
- Wspaniale. - burknęłam wstając z leżaka.
Ada prowadziła mnie przez salon do przedpokoju. Bells leżała na ziemi trzymając się za nogę.
- Nic Ci nie jest ? - spytałam troskliwie przykucając przy rannej.
- Noga mnie strasznie boli. - jęknęła.
- Ada pomóż mi ją zanieść do samochodu.
- Co ?! Nie ! - zaczęła drzeć się Bells.
- Przestań marudzić. - uciszyła ją Ada.
W odpowiedzi usłyszała ciche przekleństwo.
***
Po dość długim czasie Bells wyszła z gabinetu o kulach z wielkim białym gipsem na nodze.
- Piękny prawda ? - zdobyła się na wymuszony uśmiech.
- Przecudny. - Pocałowałam ją w policzek. - Chodź już łamago do domu.
W drodze do domu Bells nie odezwała się ani słowem. Kiedy zaparkowałyśmy na podjeździe wyskoczyła z samochodu i prawie biegiem pokuśtykała do pokoju.
Wiedziałam, że coś ją trapi. Po drodze do jej pokoju natknęłam się na Marka.
- Hej właśnie Cię szukałem. - powiedział z uśmiechem na ustach.
- Pogadamy późnij oki ? Mam sprawę do załatwienia. Pa. - mówiłam szybko, na jednym wdechu.
W odpowiedzi blondyn obdarzył mnie pytającym spojrzeniem, lecz ja bez skrupułów wyminęłam go i zapukałam do drzwi w końcu korytarza. Po drugiej stronie drewna nikt się nie odezwał. Zapukałam jeszcze raz. Lecz tym razem mocniej. Usłyszałam ciche przekleństwo. Po chwili drzwi się otworzyły i ujrzałam Bells z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Był sztuczny.
- Mogę wejść ? - spytałam.
- Nie - po chwili dziewczyna się zaśmiała i na prawdę rozbawiona powiedziała - no jasne wchodź !
Weszłam do środka. Usiadłam na skraju łóżka i obserwowałam jak Bells zamyka drzwi na wielką, metalową zasuwę. Po chwili znalazła się na łóżku w pozycji pół leżącej. Ułożyła swoją złamaną nogę na małej różowej poduszce.
- Mogę Cię o coś zapytać ? - popatrzyła na dziewczynę. W odpowiedzi pokiwała głową w górę i dół. - Dlaczego tak szybko uciekłaś z samochodu ?
- No bo... kurde z resztą to nie twoja sprawa.
- Skoro tak uważasz.
- No dobra. Ale jeśli komukolwiek piśniesz tylko jedno chociaż słówko rozszarpię Cię własnymi rękami.
- Okej. Myślę, że zrozumiałam.
- Jestem wściekła.
- Na kogo ?
- Na Harolda. - swoją drogą tylko ona go tak nazywała - Nagle coś mu odbiło i sobie wyjechał. Nawet nie zapytał czy może. Myślałam, że jesteśmy parą. Ugh.. I do tego ma wyłączony telefon.
- Może po prostu nie ma zasięgu. Nie panikuj. Chyba wolisz, żeby odreagował od wszystkiego wyjeżdżając na trochę niż np. popadł w jakiś nałóg.
- Może i masz racje... nie wiem co myśleć.
- To o tym nie myśl tylko złaź na dół. Nie jesteś tu sama. Dziś mamy maraton filmowy. Na dole siedzą; Ada, Zayn, Liam, -wyliczałam na palcach - Niall, Marek, Oskar, Mari... Czekają na Ciebie. No chodź nie daj się prosić.
- No okej.
Całą noc oglądaliśmy jakieś durne filmy. Nikt ich nie rozumiał. Na koniec włączyliśmy horror. Lecz zamiast nas wystraszyć rozbawił nas do łez.
***
*oczami Harrego*
- Louis !
- No ?
- Taak w sumie to w tym domu byłem tylko w salonie, toalecie, sypialni i kuchni. A przecież jest on wielki.
- A myślisz, że ja to tu byłem gdzieś jeszcze ?
- No, ale to domek twojego przyjaciela.
- Byłem tu na paru imprezach...ale jak się domyślasz nic nie pamiętam - Lou wyszczerzył zęby.
- To może pozwiedzamy ?
- No dobra. Może coś znajdziemy - znów Lou wyszczerzył zęby
- Co masz na myśli. - znałem odpowiedź, ale chciałem żeby sam to powiedział.
- No jakieś ciekawe zabawki Stan'a ... - i znów ten wyszczerz.
- A co chciał byś skorzystać ?
Louis nic nie odpowiedział.
Weszliśmy na piętro. Mieliśmy nadzieję, że drzwi są otwarte, ale w sumie nie miało to znaczenia, bo Lou miał klucze od każdego pomieszczenia.
- Hej Lou patrz ! - wskazałem palcem na duże hebanowe drzwi. Wisiała na nich tabliczka "Królestwo Stan'a"-może udajmy się do "królestwa Stan'a" ? Haha.
- Okej, raz się żyję. Tylko nie nabałagań bo się skapnie. - i znów się wyszczerzył. Zacząłem nie cierpieć tego wyrazu twarzy.
Zaczęliśmy od dużej, również hebanowej szafy. Nie było w niej nic ciekawego. Pełno kolorowych t-shirt'ów, spodni, głównie rurek w różnych kolorach, koszuli, marynarek. Na dole leżało parę pudełek. W większości były w nich buty. Reszta była pusta. Zamknąłem drzwi szafy lecz coś pokusiło mnie by sięgnąć na szafę. Moje palce odkryły jakąś krawędź. Nie mogłem przyciągnąć tego przedmiotu.
- Lou ! W szafie nic nie ma, natomiast jest coś na niej, nie mogę tego dostać. Podsadź mnie.
Lou spełnił moje życzenie. Po chwili stałem na przeciwko bruneta z książką obłożoną w szary papier. Na papierze wybazgrolone markerem bylo "własność Stan'a" .
- Lou ? Po co stan tak wszędzie podkreśla, że coś jest jego ?
- Wcześniej mieszkał tu z rodzicami.
- A... To chyba wszystko wyjaśnia.
Otworzyłem książkę. Obaj zaczęliśmy się śmiać. Była to książka do kamasutry dla gejów.
- No Stan pewnie całą przestudiował. - powiedział Lou. Zabrał mi książkę i przysiadł na łóżku Stan'a. Poklepał miejsce obok siebie. Usiadłem więc koło niego. - Chyba nie zaszkodzi jak troszkę poczytamy. - i znów ten świński uśmieszek.

CDN. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

z życia nastolatki 49

*oczami Lou*
Harry patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem. Nie dziwiłem mu się. Próbując nie zwracać na to uwagi położyłem się na łóżko i przykryłem kołdrą.
- No co taki zdziwiony ? - zapytałem próbując powstrzymać się od śmiechu.
- Nie na co dzień jakiś chłopak się przede mną rozbiera. - zachichotał.
- To się przyzwyczaj. - powiedziałem dość cicho. Niestety nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Słucham ?! - krzyknął loczek opierając się na łokciach.
- To się nie przyzwyczajaj powiedziałem. - skłamałem, lecz miałem nadzieję, że to przełknie.
*oczami Harrego*
- A okey.
Szkoda. Mógłbym. Szczególnie, że byłby to on.
- Chce Ci się spać ? - zapytał lezący obok Lou.
- Nie, ale nie chce mi się ruszać z łóżka. - Lou pokiwał głową, na znak że zrozumiał. - Byłeś tu kiedyś ?
- Tak, ale wtedy nie był jeszcze umeblowany. Wiesz, że Stan tu przyjeżdża żeby się odstresować ? Wiesz co mam na myśli. - dodał zaczynając śmiać się do rozpuku.
- Domyślam się. - powiedziałem - Ale nie śmiej się z niego. Przecież ty chyba też to lubisz.
Lou natychmiast zamilkł i odwrócił się do mnie plecami.
- Idę spać. - powiedział zezłoszczony.
- Nie nie idziesz! - krzyknąłem.
- Nie zabronisz mi.
- Jak się w tej chwili nie odwrócisz i nie porozmawiasz ze mną to wstanę, ubiorę się i zabiorę swoje rzeczy a następnie pójdę do samochodu i pojadę do domu.
Widziałem jak Louis powoli odwraca się i kładzie na drugim boku, twarzą do mnie.
- Zadowolony ? - zapytał.
- Bardzo - uśmiechnąłem się - a teraz wyjaśnij dlaczego tak zareagowałeś.
- Nie bo będziesz się ze mnie śmiał.
- Nie będę.
- Robiłeś to kiedyś z chłopakiem ? - zapytał.
Zaskoczył mnie.
- Nie.. ale lizałem, to znaczy całowałem się z chłopakiem. Jestem bi.
- A ja tak. Robiłem to z chłopcami a zarówno z dziewczynami. Nie raz, nie dwa. Nie chcę o tym mówić.
- Jak wolisz.
Sam teraz odwróciłem się plecami do Lou i usnąłem.

piątek, 2 sierpnia 2013

z życia nastolatki 48

Siedziałam jak wryta. Co się stało ? Najpierw rzucił się na łóżko, zakrył kołdrą a potem wyleciał jak strzała. Musze tu zostać.
*oczami Lou*
Leże na podłodze, patrzę w sufit i rozmyślam. Co innego mogę zrobić. Tyle mi pozostało.
W pokoju rozległo się pukanie do drzwi.
- Odejdź ! - krzyknąłem.
- Lou to ja. - usłyszałem głos Harrego.
Wstałem otworzyłem drzwi i go wpuściłem. Kiedy wszedł do pomieszczenia znów je zaryglowałem.
- Stary, co Ci się stało ?
- Mnie, nic - próbowałem brzmieć jak najbardziej prawdziwie.
- Przecież widzę. Mnie nie oszukasz. Jestem twoim przyjacielem. Mnie możesz powiedzieć. Nikomu nie wygadam.
Opowiedziałem mu to co czułem, czuję, co zrobiłem, co zrobię, a czego nie. Płakałem przy tym jak bóbr. W końcu Harry zabrał głos:
- Wiem, że musi Ci być ciężko. Czasem uczucia trzeba skrywać - zauważyłem jak jego mięśnie się napinają - niekiedy jest naprawdę ciężko. Jeszcze gorzej kiedy zauważamy, że druga osoba się domyśla. Wtedy uczucie jest okropne. Jeszcze gorzej kiedy kocha się dwie osoby na raz. Bez wzajemności u jednej. Wiem, że plotę trzy po trzy. Współczuję Ci, serio. Ja może już pójdę.
- Nie, zostań. Ja też kocham dwie osoby na raz. Ale bez wzajemności obydwu. To boli jeszcze bardziej. Życie z pierwszą z nich było by normalne, lecz z drugą ? Nie. Było by ciągłym ukrywaniem się. Ale bardziej kocham tę drugą osobę. Na to nie ma rozwiązania. Niestety. A z resztą. Czym ja Ci głowę zawracam ? Masz dziewczynę... nią powinieneś być zajęty.
- Dziewczyna, dziewczyna. Muszę chyba odpocząć. Chciałbym wyjechać gdzieś na jakiś czas. Lub zamknąć się w pokoju. Najchętniej ze swoim najlepszym przyjacielem, to znaczy z Tobą. - jego uśmiech doprowadzał mnie do szaleństwa - Może zamkniemy się tu. Będziemy przez okno wychodzić po jedzenie, jak w jakimś filmie. Co ty na to ?
- Z Tobą ? Zawsze. - zacząłem się śmiać dla niepoznaki - To może pojedźmy kupić coś do jedzenia ?
- Jasne.
***
Wieczory są przepiękne. Ten jest szczególnie piękny.
- Hej, Lou może pójdziemy na spacer. Wieczór jest przepiękny.
- Tobie też się podoba ?
- Haha, tak.
- To co znów przez okno ?
- Tak. - uśmiechnął się Harry, czym samym jego dołeczki się pogłębiły.
***
Spacerowaliśmy po parku, jak w jednym z moich snów. Byłem wniebowzięty.
- O ! Przypomniałem sobie coś ! Przecież Stan ma domek nad jeziorem 100 kilometrów stąd. Mam do niego klucze. Kiedyś mi je dał... znaczy pożyczył. Ale nie oddałem, więc są moje. Zadzwonię do niego spytam się czy możemy się tam zasiedlić na parę dni. Jeśli Ci to pasuje...
- Tak, dzwoń !
Wyjąłem telefon z kieszeni i zacząłem szukać w nim numeru Stan'a. W końcu go znalazłem, nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem do ucha.
*oczami Harrego*
Słyszałem tylko urywki rozmowy.
Po chwili Louis schował telefon do kieszeni.
- Stan powiedział, że możemy tam siedzieć nawet i miesiąc.
- Wspaniale. - rzuciłem szczerze uradowany.
- To co ? Może chodźmy do domu po jakieś rzeczy skoro mamy tam siedzieć miesiąc.
***
Wpadłem szybko do pokoju, chwyciłem torbę. Zacząłem pakować tam ciuchy, bieliznę, książki, płyty, ładowarki, jakieś gry i inne pierdoły. Po chwili schodziłem na dół z dwoma walizkami bagażów.
Lou czekał już na dole. Postawiliśmy walizki na boku i weszliśmy do salonu.
- Hej..słuchajcie, wyjeżdżam z Lou. Musimy odpocząć. Będziemy za miesiąc. Pa.
- Czekajcie.. co ?! - Liam mówił tak wysoko, że z jego ust wydobywał się pisk, co trochę mnie rozśmieszyło.
- Chcemy odpocząć od problemów. - zaczął wyjaśniać Lou - A żeby się nam nie nudziło bierzemy ze sobą siebie na wzajem. - uśmiechnął się, cudnie - Rozumiecie prawda ? Nie powiem gdzie będziemy bo zaraz przyjedziecie i zrobicie jakąś imprezę, co u was normalne. - znów uśmiech - Wrócimy za jakiś miesiąc, chyba. No..To pa. Zadzwonimy...kiedyś.
***
-Louis już 3 w nocy. Wyłącz ten durny film chcę zasnąć.
- Tu na tej kanapie ? Chyba sobie żarty robisz. - Lou wstał i zabrał mi kołdrę.
- A gdzie ? Jest tylko jedno łóżko. - odpowiedziałem skołowany.
*oczami Louisa*
- To co. Śpijmy razem. Nic Ci nie zrobię spokojnie. - uniosłem ręce do góry - Łóżko na prawdę jest duże. A poza tym to ja się trochę boję.
- Co ? Jak to Lou. Nie rozśmieszaj mnie. - parsknął Hazza.
- W okolicy nikt nie mieszka, jesteśmy w środku samego lasu. Zasięg jest słaby i w ogóle.
- Mały biedny Louis boi się sam spać. O jak słodko.. - Harry nadal się ze mnie nabijał.
- To śpisz ze mną czy nie ?! - wykrzyczałem zdenerwowany.
- Dobrze ! Tylko się tak nie drzyj. Głuchy nie jestem. - Harry powiedział ściszając głos.
- No to na co czekasz. Zbieraj swe loczkowate cztery litery i do łóżka. Samo do Ciebie nie przyjdzie. A tym bardziej ja Cię nie zaniosę.
- Bo nie dasz rady. - odpowiedział podpuszczającym tonem.
- Czy to wyzwanie ?
- Może.
Podbiegłem do Harrego wziąłem go na ręce jak pannę młodą i wprowadziłem do sypialni. Rzuciłem go na łózko. Harry zaczął turlać się ze śmiechu.
***
Wyszedłem z łazienki w samych slipkach gotowy do spania.
- Harry idziemy spać.
-Em..muszę ci coś powiedzieć... - Harry zaczął bełkotać.
- Dawaj ! Niczym mnie już nie zaskoczysz. - uśmiechnąłem się.
- No bo ja śpię bez ubrań.  Tak całkiem bez.
- Okey.
- Co ? Bez sprzeciwów, obrzydzenia ? Nic ?
- Każdy śpi jak chce... Z resztą ja też lubię spać bez.
- No to zdejmuj, będzie mi raźniej. - Harry się zaśmiał.
- Dobra. - Uśmiechnąłem się i zsunąłem slipy z bioder, a potem rzuciłem je na podłogę.

CDN.