Z Adą postanowiłyśmy iść do kuchni po kiełbaski i pianki, by upiec wszystko na ognisku. Widziałam jak Niall bawi się przy ognisku, aż nagle odskoczył i zawył, po czym siarczyście przeklnął. Zaczął skakać trzymając się za prawą dłoń. Podbiegłam do niego i łapiąc go za ramię spokojnym, lecz głośnym głosem powiedziałam:
Ja: Niall, co się stało ?
Niall: Oparzyłem się, cholera boli. - wrzeszczał jak opętany.
Złapałam go za lewe ramię i biegnąc ciągnęłam za sobą w stronę domu. Wpadliśmy do salonu, drzwiami od tarasu, szybkim krokiem przemierzyłam pokój po czym nogą popchnęłam kuchenne drzwi. Nadal ciągnąc blondyna wsadziłam jego rękę pod klan odkręcając zimną wodę. Chciał odciągnąć rękę, ale ją zatrzymałam. Kiedy zakręciłam niebieski kurek delikatnie, ale zwinnie osuszyłam dłoń Niall'a ręcznikiem. Zwinnie z szafki wyjęłam bandaż, maść i kawałek gazy. Spojrzałam w niebieskie oczy mojego ukochanego, były pełne bólu, widziałam, że cisnęły się do nich łzy. Powoli wycisnęłam z tubki trochę przezroczystego żelu. Dwoma palcami zaczęłam delikatnie wsmarowywać żel w poranione miejsce. Potem przyłożyłam na nie kawałek białej, nieskazitelnej gazy, a bandażem owinęłam dłoń. Tata mnie tego nauczył kiedy byłam mała. Łzy cisnęły mi się na samą myśl o nim, kiedy przypominałam sobie ten jego uśmiech, ale po chwili jego miejsce zastępował rozzłoszczony tatuś bijący mnie, i mojego, teraz już świętej pamięci, brata, zamykający nasz w składziku, czy bijący naszą mamę. W końcu kiedy ja ukończyłam upragnione 18 lat, jakieś dwa lata temu, ruszyłam z domu w świat. Niestety moja matka nie dała mi zabrać ze sobą brata. A kiedy dowiedziałam się że mój mały, ukochany braciszek odszedł z tego świata wpadłam w istną histerię. Mój "ukochany tatulek" wywiózł go do lasy i zostawił w grudniowy wieczór. Kiedy przyjechał dwa dni później znalazł Dan'a, ale już martwego. Z zamyśleń wyrwał mnie Niall.
Niall: Hej, wszystko dobrze, kochanie ?
Ja: Tak. - odpowiedziałam ocierając łzę. - A w sumie to jednak nie. Nic nie jest dobrze, i nigdy nie było puki nie poznałam Ciebie.
Niall: Nie płacz.
Ja: Nie umiem, nie panuję nad tym.
Niall: Spróbuj.
Zaczęłam ocierać łzy. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Do kuchni stopniowo zaczęły napływać pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. Oczami podążyłam do ich źródła. W drzwiach ukazał się wysoki blondyn. Po chwili rozpoznałam jego twarz. Nie chciałam by widział mnie w takim stanie. Schowałam twarz w dłoniach, plecami opierając się o zimne drzwi lodówki. Słyszałam jak podbiegł. Jedną rękę położył na moim ramieniu, drugą powoli odciągnął ręce od twarzy. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Widziałam jak jego niebieskie tęczówki wpatrują się w moją twarz, kątem oka widziałam jak Niall patrzy na niego ze złością.
Marek: Co się stało ?
Ja: Nic.
Marek: Przecież widzę. Nie oszukasz mnie. Mów co się stało, mnie możesz zaufać.
Ja: Przeszłość. - wyduszenie tego jednego słowa było bardzo trudne, szczególnie z tą gulą w gardle narastającą z każdą sekundą.
Marek: Przypomniałaś sobie ojca ? - powiedział, jego troska w głosie była muzyką dla moich uszu.
Ja: Ta - ak. - powiedziałam przerywając, dobrze wiedział, że nie byłam w stanie nic więcej wydusić. On objął mnie swoimi ramionami. Zawsze ciepłymi. Poczułam się jak kiedyś, kiedy byliśmy parą, ale nie żałowałam, że z nami koniec. Po mojej twarzy pływały łzy, tą samą słoną ścieżką.
Marek: Obiecałaś mi kiedyś, że więcej nie będziesz o nim myśleć. Myślałem, że tego nie zrobisz, bo wiem, że nigdy nie rzucasz słów na wiatr.
Ja: Do głowy wkradł mi się Dan, a za Dan'em on. - wydukałam.
Słyszałam jak Marek szepnął do Nialla:
Marek: <szeptem> Weź ją teraz na ręcę, zanieś na górę. Połóż na łóżku i albo koło niej się połóż, albo siedź przy niej trzymając ją za rękę. To zawsze ją uspokajało, a gdy już przestanie płakać, pobaw się trochę jej włosami oplatając je sobie wokół palcy, to zawsze ją odprężą.
Niall: wiem - warknął, ale byłam pewna, że nie wiedział.
Marek powoli mnie puścił. Niall podszedł bliżej, złapał mnie pod kolana i plecy. Zanim się zorientowałam moje stopy oderwały się od ziemi. Półgłosem powiedziałam do Marka:
Ja: Powiedz, że się źle poczułam i już raczej nie przyjdę. A! I nie zapomnij powiedzieć, żeby nie przychodzili do mnie i się nie martwili.
Marek: Dobrze, nie ma sprawy. Dla Ciebie wszystko. - obdarzył mnie szczerym uśmiechem.
Niall zaniósł mnie na górę i powoli ułożył mnie na łóżko. Lekko nakrył ciepłą kołdrą. Ułożył się koło mnie, złapał za rękę i ciepłym głosem rzucił:
Niall: Dlaczego płaczesz ? Jeśli nie chcesz nie mów, ale będzie mi przykro jeśli tego nie zrobisz. - obdarował mój słony policzek lekkim jak piórko całusem. Ja krzywo się uśmiechnęłam i zaczęłam...
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz