- Lou o której ma Stan przyjechać ? - spytałam przecierając mokre ręce ciemnym ręcznikiem.
- Koło 18, a co ?
- Jest w pół do ósmej.
- Co ?!
Zaczęłam się śmiać.
- Harry jedziemy ! - krzyknęłam na bawiącego się na brzegu jak dziecko Harrego.
- Ale jeszcze nie skończyłem budować. - krzyknął oburzony unosząc w ręku garstkę piachu.
- Ale Stan przyjedzie, lub już na nas czeka.
Harry wstał kopnął w górę piachu i zaczął się ubierać.
Kiedy zajechaliśmy pod dom zauważyliśmy Stana opierającego się plecami o swojego czarnego Jeep'a. Kiedy wysiadłam uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam ku drzwiom by je otworzyć.
Słyszałam urywek rozmowy:
Louis: A gdzie jest ten Twój kolega ?
Stan: Żaden kolego, to Niall. Chciał pogadać z Nou. Ale na nie chciała się spotkać, więc poprosił mnie o pomoc.
Harry: Więc gdzie on jest ?
Stan: Za 20 minut będzie.
Louis: To się źle skończy.
"Super, ale ja się stąd zmywam".
-Louis, mógłbyś mnie zawieść do cioci ? - spytałam podchodząc.
- Nie ! - krzyknął Stan, a ja udałam zdziwioną-Zostań na ognisko, czy grilla.
- Przepraszam nie mam ochoty.
- A gdybym zawiózł Cię za godzinę gdzie Tylko chcesz ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ na podjazd wjechał dobrze mi znany samochód.
- Niall... - szepnęłam - fuck..
Kątem oka widziałam jak Stan ciągnie chłopaków w stronę domu.
Kiedy blondyn wysiadł z samochodu obróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam.
- Po co tu przyjechałeś ? - zaczęłam ostro i konkretnie.
- To Ciebie nie miało tu być, Stan mnie zaprosił.
- Nie kłam.
- Nie kłamię...
- Słyszałam Stan'a... Powiedziałam Ci, że nie chcę z Tobą rozmawiać.
- Nie możesz choć raz ?
- No dobra... dawaj.
- Zapytam wprost... wrócisz do mnie ?
- Chyba śnisz ! - zaśmiałam się.
- Ale..
- Przepraszam, że nie jestem łatwa.
- Nie myślałem..
- Nie interesuje mnie to !
Wyminęłam go i zaczęłam iść w stronę lasu. Nie oglądałam się. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon. Niall. Nacisnęłam "rozłącz". Potem dzwonili Stan, Harry i jakieś 500 razy Lou. Zadzwoniłam do Marka.
- Halo.
- Hej nie przeszkadzam ?
- Nie no co Ty !
- Masz czas, teraz ?
- Tak, siedzę i oglądam telewizję. A coś się stało ?
- Właściwie...mógłbyś po mnie przyjechać ?
- Jasne ! Tylko powiedz gdzie.
- Na tą stację kolejową... 70 km od naszego miasteczka.
- To gdzie Ty wywędrowałaś... Bynajmniej, będę jak najszybciej się da.
- Dobra, czekam.
***
Minęła prawie godzina, a jego nie ma.
Siedziałam na ławce i już miałam dzwonić do niego, kiedy zza zakrętu wyłoniła się blond grzywa.
- Dziękuję. - cmoknęłam go w policzek.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnął się - To co się stało ? Jeśli nie chcesz nie mów. - upojrzał się na mnie, badając moją twarz swoimi niebieskimi oczkami.
Opowiedziałam całą sytuację. A on tylko mnie przytulił i zapytał:
- Może pojedziemy coś zjeść ?
- Chętnie.
- A co powiesz , żebyśmy kupili coś w sklepie i poszli nad jakieś jeziorko ?
- Hm.. pomyślmy...No jasne ! - wydarłam się.
Po godzinie leżeliśmy nad rzeką wpatrując się w gwiazdy.
- Wiesz co ? - spytał.
- Hm ?
- Te gwiazdy mi coś przypominają. - odpowiedziałam mu ciszą - Wiesz co ?
- Um ... nie mam pojęcia.
- Twoje oczy. Też tak pięknie błyszczą. I też cieszę się kiedy je widzę. - zapadła cisza - Nie słuchaj mnie, bredzę. Nie wyspałem się.
- To jedźmy.
Kiedy podjechaliśmy na podjazd odpięłam pasy.
- Może wejdziesz ?
- Nie, jest późno...
- No chodź, będziesz spał u mnie.
-Ale..
- Nie ma żadnego ale !
- Ej..
- Chodź bo się obrażę.
- No okey.
* parę dni później *
-Kochanie...
Blondyn przekręcił się na drugi bok.
- Wstawaj - krzyknęłam. - Za 20 minut jedziemy.
- Co gdzie jak ?
- Na piknik.
- A z Tobą... zawsze. - pocałował mnie w policzek.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz