czwartek, 26 września 2013

z życia nastolatki 55

Zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie. Wspaniale !
- Hej wszystkim - obdarzyłam przyjaciół uśmiechem.
- Jak się spało ? - o dziwo zapytał Niall.
- A dziękuję, dobrze.
- Siadaj ! - Ada poklepała miejsce obok siebie.
- Co w na to by zrobić jakieś ognisko, na pożegnanie wakacji ? - rzucił Liam kręcąc się w miejscu, z podekscytowania.
- Tak ! - krzyknął Zayn - zaprosimy Lou i Harrego. Dawno ich nie widzieliśmy.
- Z tego co wiem to i tak mieli po jutrze wracać, więc wrócą parę dni wcześniej. - zaśmiał się Marek, który właśnie wszedł do salonu.
- Zadzwonię do nich. - zaoferowałam - o której mają być.
- O której chcą, ognisko zaczniemy koło osiemnastej. - rzucił brązowooki.
Poszłam do kuchni. Zaczęłam zaparzać kawę. W między czasie zadzwoniłam do chłopaków. Uznali ognisko za świetny pomysł. W sumie podzielałam ich zdanie.
***
Popijałam gorącą kawę z mlekiem, siedząc na balkonie.
Towarzyszyła mi cisza. Kojąca cisza. Lubiłam ciszę.
Przerwały ją trzy głośne puknięcia. Odwróciłam się w stronę z której dobiegały. W progi stał Marek ze swoim kubkiem.
- Hej, mogę się przysiąść ? - zapytał, przygryzając wargę.
- Jasne, siadaj. Co tam ? - rzuciłam zatapiając usta w boskiej cieczy.
- A nic się nie zmieniło. Nadal beznadziejnie. - wysilił się na uśmiech.
- Nie smuć się. To po pierwsze, a po drugie co się stało ?  - obróciłam się w jego stronę.
- Rozmawiałem z mamą. Powiedziała, że jest chora. - wzrok topił gdzieś w dali. Jego twarz, czy a nawet głos przepełnione były smutkiem.
- Nie martw się, wyzdrowieje. - uśmiechnęłam się i potarłam jego ramię.
- Nie tym razem. - pozwolił by łza spłynęła po jego policzku.
- Jak to ? ... - obawiałam się najgorszego.
- Pamiętasz jak ledwo uszła z życiem ?
- Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina.
- Choroba powróciła, lekarze dają jej góra trzy miesiące. Jutro do niej lecę. Mam samolot o siódmej.
- Lece z Tobą.
- Nie, zostań tu. Nie chcę byś się wyrywała z tego życia. Jest raczej lepsze niż to z którym skończyłaś.
- Tak jest. Ale Twoją mamę, traktuję jak swoją. I lecę z Tobą. Koniec gadania ! Zrozumiano ?
W odpowiedzi blondyn się do mnie przytulił. Ach... tak jak kiedyś.
- Więc dziś oprócz pożegnania wakacji, pożegnają nas. - zaśmiał się, a ja wraz z nim.

***
O osiemnastej przybyli Haz i Lou. Przywitałam się jako pierwsza, byli dla mnie jak bracia.
Kiedy wraz z Markiem oznajmiliśmy na ognisku nasz zamiar wszyscy zamilkli. Nie wiedzieli jak się zachować. Wszyscy chcieli byśmy zostali, a z drugiej strony bardzo chcieli byśmy jechali.
Kiedy ognisko już przygasało zaczęliśmy wspominać jak to było. Od samego początku, aż do teraz. Następnie wszyscy się pożegnaliśmy i rozeszliśmy do swoich pokoi.

*rano*
Wstałam bardzo wcześnie. Sama dziwiłam się, że tak potrafię. Spakowałam do torby ostatnie potrzebne rzeczy, złapałam za walizkę i zeszłam na dół. Obracałam w palcach drzwi od mojego pokoju. Powinnam go tu gdzieś zostawić. Ale gdzie ? Poszłam do pokoju Harrego. Zapukałam. W odpowiedzi usłyszałam krótkie "proszę". Kiedy Haz mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Już idę się z wami pożegnać. - rzucił.
- Nie o to chodzi, mam do Ciebie sprawę, a właściwie to dwie.
- Jestem do twojej dyspozycji. - zrobił krok w moją stronę.
- Pierwsza sprawa to chcę byś opiekował się moim kluczem od pokoju. Możesz tam czasem zajrzeć, otworzyć okno, coś pożyczyć, czy nawet po prostu posiedzieć.
- Okey, a druga sprawa ?
- Wiem, że Lou ostatnimi czasy ma się nie najlepiej. Mógłbyś się nim opiekować. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale mam nadzieję, że rozumiesz.
- Jasne. Dla Ciebie wszystko.
Rozłożyła ramiona i mnie przytulił. Wtuliłam się w jego tors po raz ostatni przed wyjazdem. Cmoknął mnie w czubek głowy, z racji tego że był wyższy, nie sprawiało mu to kłopotu.
- Chodźmy na dół.
***
Dwie godziny później była już w drodze do rodzinnego miasta. Dziwnie mi tam wracać. W prawdzie nikt na mnie nie czeka.


CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz