niedziela, 16 czerwca 2013

z życia nastolatki 41

Wszyscy miło przywitali Molly. Wydawała się ona być bardzo miła. Podczas obiadu zauważyłam, że ciągle patrzyła się na Zayna. Obawiam się, że Ada to zauważyła. Miałam nadzieję, że o nic nie zapyta. Nie lubię kłamać. A szczególnie jej. Postanowiłam pogadać z Zaynem. Po obiedzie poprosiłam go o pomoc. Kiedy weszliśmy do kuchni zapytałam:
Ja: Znacie się z Molly ?
Zayn: Tak, kiedyś ze sobą chodziliśmy, jeszcze zanim poznałem Lou.
Ja: Czujesz jeszcze coś do niej ?
Zayn: Nie ! Oczywiście, że nie.
Ja: Ale szczerze ? Musisz być ze mną szczery, nikomu nic nie powiem.
Zayn: Szczerze nie.
Ja: Okey. To chodź pozmywać. - uśmiechnęłam się, cicho chichocząc.
***
Wieczorem postanowiliśmy wyjść na miasto, żeby pokazać Molly okolicę. Była zachwycona tym pomysłem. Po długim spacerze poszliśmy do nowego klubu przy trzeciej alei. "Tęczowy raj". Interesująca nazwa. Bynajmniej to tam robili najlepsze drinki w mieście. Zamówiliśmy po jednym i zasiedliśmy przy stoliku na balkonie. Było to najbardziej ciche miejsce. Zaczęliśmy gadać, z każdym następnym drinkiem przychodziło nam to coraz łatwiej.
***
Obudziłam się na jakimś podwórku. Było mi trochę zimno. Leżałam koło basenu. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam, że nie jestem tu sama.
Koło mnie leżała jakaś blondynka w samej bieliźnie. Za mną jakiś brunet w przebraniu... króliczka. Spojrzałam na pobliski budynek. Duży i biały. Piętrowy. Na dachu zauważyłam następnego śpicha. Tamten akurat nie był w nic ubrany, co trochę mnie zaskoczyło.
Wstałam. Lekko zachwiałam się na nogach, ale pozostałam w pionie. Przeszłam starając się nie deptać leżących, dosłownie wszędzie ludzi. Potem ominęłam dom i znalazłam się na chodniku przy jakiejś ulicy. Spojrzałam na numer domu. St. Patric Street 68. "Super !" pomyślałam "jakieś 7 alei od klubu, czyli około 12 alei od domu". Czekała mnie długa droga do domu, więc zdjęłam moje szpilki z nóg i wzięłam je w rękę.
***
Nie wiem ile czasu zajęło mi dotarcie do domu, ale w końcu do niego dotarłam. Zaczęłam grzebać w torebce. Telefon, portfel (pusty), błyszczyk, puder, tusz do rzęs i... klucze. Zaczęłam grzebać nimi w zamku. Tak ! W końcu je otworzyłam. Weszłam do domu. Od razu skierowałam się do kuchni, a właściwie do lodówki. Zimna woda. Mniam.
Potem zrobiłam szybką rundkę po domu by zobaczyć kto już wrócił.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz