Obudziłam się o 6. Wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Poranna mgła owiała moje ramiona. Spojrzałam w dal. Zza drzew wychodziło czerwone słońce. Po chwili na twarzy poczułam pierwsze promyki. Od razu się uśmiechnęłam. Wróciłam do pokoju. Po cichu zeszłam na dół po mrożoną kawę. Po chwili znów stałam na balkonie, lecz tym razem z przepyszną mrożoną kawą w ręku. Zbliżyłam kubek do ust. Siorbnęłam zimnego napoju. Od razu się rozbudziłam. Przetarłam oczy i rozglądałam się po okolicy. Miasteczko jeszcze spało. W końcu dziś piątek, wiec większa część mieszkańców dopiero co wróciła z "melanżów". Po chwili na barierce przysiadł gołąb. Wpatrywałam się w jego ślepia. Trwało to dość długo, póki nie podskoczyłam przerażona. Harry złapał mnie za ramiona. Cholera, jak on wszedł do pokoju ? Moja kawa wylądowała na trawniku. Odwróciłam się wkurzona.
Ja: Lecisz po kawę !
Harry: Dobra, dobra. - poważnym głosem dodał - Możemy pogadać ?
Ja: No dobrze.
Harry: Chodźmy na dół, nie chcę by ktoś coś usłyszał.
Harry złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Po chwili siedzieliśmy w kuchni.
Ja: Więc o czym chciałeś porozmawiać ?
Harry: Lou leży w szpitalu.
Ja: No wiem.
Harry: Ale nie wiesz dlaczego.
Ja: Wiem. -z uśmiechem na ustach dodałam- Przypadkiem spadł ze schodów.
Harry: Nie przypadkiem.
Ja: Co ?!
Harry: On chciał sobie coś zrobić.
Ja: Ale dlaczego ? Co się stało ? Przecież wydawało mi się, że wszytko w porządku.
Harry: Chciał zwrócić na siebie uwagę.
Ja: Ale ... jak t, kogo uwagę ?
Harry: Twoją. - powiedział spuszczając wzrok na ziemię.
Ja: Moją ?! Dlaczego moją ?!
Harry: Nic więcej nie powiem, bo nie mogę. Idź do niego. Teraz. Sama. Jeśli chcesz mogę Cię zawieść.
Ja: Dobra, za 5 minut będę gotowa. - powiedziałam i poszłam na górę się przebrać.
Założyłam luźny t-shirt i krótkie spodenki. Zeszłam na dół.
Ja: Gotowa ! - krzyknęłam i wyszłam z domu. podeszłam do samochodu, chwilę później dołączył Harry i jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi.
Po 15 minutach podążałam kulejąc przez szpitalny korytarz. Wreszcie stanęłam przed drzwiami do sali 69. Teraz albo nigdy. Złapałam za klamkę. Kiedy weszłam Lou się uśmiechnął.
Lou: Hej !
Ja: Hej !
Lou: Sama jesteś ?
Ja: Tak. Jak to to wszystko sobie zrobiłeś.
Lou: Spadłem ze schodów.
Ja: Specjalnie.
Lou: Nie... potknąłem się i spadłem.
Ja: Mnie nie okłamiesz ! - cichszym głosem dodałam- mów jak było na prawdę.
Lou: Chciałem zwrócić na siebie uwagę.
Ja: Czyją ?
Lou: Twoją ! Zadowolona?
Ja: Louis , ale jak ja miałam na Ciebie zwracać uwagę bardziej. Jesteś moim przyjacielem. Gdyby nie ty być może nie było by mnie tutaj. Nie było by mnie w ogóle. Pamiętaj, że Niall to mój chłopak. I tak ciągle robi mi wywody z zazdrości. Pamiętaj, że nigdy o tobie nie zapomnę. I nie możesz kiedykolwiek targnąć się na życie z mojego powodu. Pamiętaj, że przyjaźń nie polega na tym, że cały dzień chodzę za tobą. Jestem wtedy kiedy mnie potrzebujesz. W nocy o północy możesz przyjść do mojego pokoju, napisać, zadzwonić z problemem. Zawsze Ci pomogę. Mam nadzieje, że ty mnie też. I mam nadzieję, że nigdy nie odejdziesz sobie od tak. Bez pożegnania. Pamiętaj, że zawsze będziesz częścią mojego życia.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz