Rano obudziłam się w swoim łóżku. Pewnie Niall mnie przeniósł. Spojrzałam na zegarek. Dopiero 9. No cóż czas wstawać. Założyłam rurki i luźny t-shirt. Na stole kuchennym było przygotowane śniadanie. Nalałam do kubka kawy i postanowiłam zaczekać na wszystkich. Jako pierwszy przybył Oskar. Po nim przyszedł Liam, Louis i Harry. Potem wpadła Marysia, a za nią Ada z Zaynem. Niall przyszedł ostatni. Przywitał się ze mną niedbałym buziakiem. Po śniadaniu wraz z dziewczynami udałyśmy się na mały "shoping". Wróciłyśmy do domu późnym popołudniem. Chłopaków nie było. w domu. Postanowiłyśmy zrobić mały pokaz mody, z kupionych ciuszków. Kiedy wszystkie stałyśmy w bikini do domu wpadli chłopcy. Wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać. Od razu się zarumieniłyśmy. Złapałam koc i się nim owinęłam. Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. Posadził mnie na stole. Podszedł to lodówki zamaszystym ruchem otworzył lodówkę i zaczął się przyglądać zawartości.
Niall: Zjesz coś ?
Ja: A ty znów o jedzeniu. - zaczęłam się śmiać.- dzięki za troskę, ale nie chcę. Może wyskoczymy gdzieś wieczorem, na jakąś romantyczną przechadzkę ?
Niall: Z tobą zawsze. - pocałował mnie w czoło. - może do parku, tylko we dwoje ?
Ja: Wyjąłeś mi te słowa z ust.
Zaczęliśmy się całować. Kątem oka zauważyłam jak drzwi się otwierają. To był Marek. Kiedy nas zobaczył od razu się wycofał. Było mi trochę przykro widząc jaką robił minę kiedy widział jak przytulam się, czy całuję się z Niallerem. Chyba powinnam była z nim porozmawiać. Kiedy skończyliśmy poszłam się przebrać. Na salonie natknęłam się na Marka.
Ja: Hej ....
Marek: Cześć.
Ja: Możemy pogadać.
Marek: Eh.. no dobra.
Ja: Dlaczego jeszcze mieszkasz w Londynie ?
Marek: Postanowiłem tu zamieszkać. Przeszkadza Ci, że ciągle tu przychodzę ?
Ja: Nie. Nie mam nic przeciwko, ale czy jesteś na mnie zły ?
Marek: Zły za co ? A powinienem ?
Ja: No bo, kiedy widzisz mnie z Niallem to w twoich oczach pojawia się taki... błysk.
Marek: No wiesz, trochę mi nie zręcznie. Szczerze żałuję, że zwaliłem to wszystko co było między nami.
Ja: Ale wiesz.... Nie rób sowie jakiejkolwiek nadziei. Między nami nic nie ma i nic nie będzie.
Marek: Dobrze.
Ja: Rzecz jasna możemy zostać przyjaciółmi. Nawet chciała bym tego.
Marek: Dla Ciebie się postaram. - uśmiechnął się tak jak dawniej. Tak miło i potulnie.
Rozmowę przerwał Louis. Wrócił właśnie ze sklepu. Patrzył na nas dziwnym wzrokiem.
Ja: Hej Lou. Może Ci pomogę ?
Louis: Jeśli chcesz.
Poszłam z Louisem rozpakować zakupy. Zaczęliśmy rozkładać zakupu. W kuchni panowała grobowa cisza. Kiedy wyjmowałam z torby słoik z ogórkami Louis podwyższonym głosem spytał:
Louis: Czy ty z Markiem no wiesz?
Przestraszyłam się i upuściłam słoik. Byłam wściekła. Moje nowe miętowe rurki były teraz całe mokre i brudne. Z wrogością w oczach odpowiedziałam:
Ja: Czyż ty oszalał ?! Nie wierze nawet, że o to pytasz ! A poza tym odkupujesz mi rurki !
Louis: Dobra, dobra. Odkupię Ci te spodnie.
Ja: Ale czy ty myślałeś ?!
Louis: Nic.
Wyszłam wściekła z kuchni. Wychodząc potrąciłam Harrego. Wybiegłam na środek podwórka i krzyknęłam "grr", po czym wróciłam do domu. Harry siedział z oburzoną miną na podłodze. Przykucnęłam przy nim.
Ja: Przepraszam. Louis mnie zdenerwował. Wybaczysz ? - uśmiechnęłam się uroczo.
Harry: Dobra, wybaczam. A co zrobił ?
Ja: Wolała bym to zachować dla siebie.
Harry: Dobra nie wtrącam się.
Pomogłam Hazzie wstać. Po chwili dołączył do nas Niall.
Niall: Kochanie za pół godziny będziesz gotowa ?
Ja: Oczywiście.
Niall: Będę czekać. Ubierz się w tę niebieską sukienkę, wyglądasz w niej pięknie.
Ja: Skoro prosisz.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz