Obudziły mnie promienie gorącego słońca na mojej twarzy. Leniwie uniosłam powieki. Rozejrzałam się po pokoju. Spostrzegłam zegarek na ścianie. Już 13. Wstałam leniwie z łóżka. Jak najciszej uchyliłam drzwi. Zaczęłam nadsłuchiwać Oskar rozmawiał na dole przez telefon. Po cichutku przebiegłam do łazienki. Szarpnęłam za klamkę. Drzwi się nie otworzyły. Wpatrywałam się w klamkę i zaczęłam rozmyślać. "Skoro Oskar był na dole, więc w łazience był Marek. Nie ! Nie może być ! Marysia pewnie wróciła. Ale to nie może być on !" Nadal stałam przed drzwiami do łazienki. Nagle się otworzyły. Pierwsze co ujrzałam to rozczochrana blond grzywa, potem zauważyłam niebieskie oczy i te usta. Jedyne na świecie. Pełne, różowe, zawsze lekko uśmiechnięte. Natychmiast spuściłam głowę. Odwróciłam i chciałam zrobić pierwszy krok.
Marek: Ej! Czekaj. Chciałaś iść do toalety...
Ja: Tak. - zrobiłam "w tył zwrot" i wymijając blondyna wślizgnęłam się do łazienki. Marek stał pod drzwiami.- Możesz sobie iść.
Teraz usłyszałam kroki, a potem dźwięk zamykanych drzwi. Zaczęłam się "ogarniać". Wzięłam małą kąpiel. Zrelaksowała mnie. Schodziłam po schodach z trampkami w ręku. Na ostatnim schodku potknęłam się o swoją nogę. Po chwili leżałam plackiem przed schodami. Nie mogłam opanować śmiechu. Zmieniłam pozycję na siedzącą. Zaczęłam zakładać buty. Już musiałam tylko zacisnąć kokardę i robota była by skończona. Przerwał mi ją krzyk Marysi, dochodzący z piętra. Szybko wstałam i wbiegłam po schodach. Otworzyłam drzwi do pokoju Marysi, pokoju, był pusty. Następne drzwi prowadziły do pokoju Marka. Cóż raz się żyje. Szarpnęłam za klamkę. Ujrzałam Marysię skuloną nad łóżkiem. Szybkim krokiem podeszłam bliżej. Zobaczyłam nieruchomo leżącego blondyna. Koło niego leżało parę opakowań po lekach przeciwbólowych. Szturchnęłam go lekko. Nie reagował. Wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam po pogotowie. W czasie kiedy czekałyśmy Marysia cały czas płakała, nie mogłam poddać się emocjom, nie teraz. Po 15 minutach obserwowałyśmy Marka przez szybę, leżącego na szpitalnym łóżku. Wpatrując się w niego rozmyślałam o życiu. O każdej chwili spędzonej z nim, Niallem, Oskarem. Każdy z nich był dla mnie bardzo ważny. Łza spływała powolnie po policzku. Poczułam na barkach dłonie. Były ciepłe i silne. Odwróciłam się. Stał za mną Niall. Miał podkrążone oczy. Ich niebieska barwa była przytłumiona.
Niall: To nie tak jak myślisz, to moja była. Nie może pogodzić z tym, że się do siebie nie pasujemy.
Ja: A więc po co Ci drugi telefon ?
Niall: Służbowy.
Ja: Po co tu przyszedłeś ?
Niall: Prosić.
Ja: O co ?
Niall: Żebyś wróciła, nie mogę bez Ciebie żyć. Nawet nie mogłem spać. A co gorsza nic nie jadłem. Proszę wróć. Zaufaj mi, zmienię numer, napisze jej że wyjeżdżam. Zrobię co zechcesz. Proszę - błagał.-proszę.
Ja: Daję Ci ostatnią szansę. Masz jej nie zmarnować ! - rzuciłam mu się na szyję.
Wreszcie odetchnęłam z ulgą. Teraz mogłam spokojnie zająć się resztą. Pół godziny później po Marysię przyjechał jej chłopak. Ja też byłam już zmęczona. Chciałam wrócić do domu. Kiedy wróciliśmy do domu, wraz z Niallem i chłopakami udaliśmy się do ogrodu. Przyszedł też Oskar z Marysią. Coś między nimi zgrzytało.
Ja: Ey! Co się stało ?
Louis: Z czym ?
Ja: Z Marysią i Oskarem. - teraz zwróciłam się bezpośrednio do nich - byliście tak wspaniałymi przyjaciółmi, a teraz nawet ze sobą nie rozmawiacie.
Marysia: To on cały czas mnie olewa.
Oskar: Co ja takiego złego robię ?! Nie mogę mieć przyjaciół - wskazał palcem na nas - oni mają na mnie czas. Nie to co ty... zajmujesz się tylko sobą i swoją "miłością". Byłem przy tobie zawsze, dla Ciebie zerwałem nawet z dziewczyną. Tracę wszystko by pomagać Tobie, lecz ty tego nie zauważasz. Patrzysz na wszystko ze swojego punktu widzenia. Nie masz zielonego pojęcia co ja czuję i chyba nigdy nie będziesz wiedziała. - teraz zwrócił się do mnie - zadzwonię wieczorem.
Marysia opadła na leżak patrząc tempo w przestrzeń. Wywinęłam się z objęć Nialla. Usiadłam koło Marysi i objęłam ją ramieniem.
Ja: Hej! Nie smutaj się, zadzwonię do niego wieczorem i z nim porozmawiam. Jak chcesz możesz tu zostać, albo możesz iść spać w pokoju gościnnym, albo możesz sobie iść. Nie będziemy mieli nic przeciwko. Nawet jak chcesz możesz u nas nocować.
Marysia: Mogę ?
Ja: Tak, oczywiście. Nie ma problemu. Może jesteście głodni ?
Niall: No jasne. - wstał z leżaka i pobiegł truchtem w stronę domu.
Ja: To ja lecę gonić mojego "zorro". - pobiegłam za Niallem. Po chwili go dogoniłam. Ten mnie pocałował i wziął na ręce.
Ja: Nawet nie wiesz jak Cię kocham. - szepnęłam
Niall: Ale z pewnością ja kocham Cię bardziej. - odpowiedział przygryzając mi ucho.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz